Koniec bankowego Eldorado

Eugeniusz Twaróg,AS
23-04-2009, 00:00

Spokojnie. To tylko spadek zysków. Raz się zarabia więcej, raz mniej. Ważne, że system jest zdrowy — mówi szefowa BFG.

Nie będzie

zysków jak w 2008 r.

W I kwartale banki

zarobiły połowę tego, co przed rokiem

Spokojnie. To tylko spadek zysków. Raz się zarabia więcej, raz mniej. Ważne, że system jest zdrowy — mówi szefowa BFG.

Skończyło się bankowe eldorado i zyski sektora po kilku bardzo tłustych latach będą w tym roku znacznie, ale to znacznie skromniejsze. Nie na tyle jednak, żeby mówić o tym, że 2009 r. będzie szczególnie chudy. Branża nie zarobi tyle, co w przeszłości, ale wciąż jest i będzie rentowna. Tak można przynajmniej wnosić po danych za I kwartał. Na koniec lutego banki zarobiły 1,69 mld zł — to zaledwie 55 proc. tego, co zostało im kasie w tym samym czasie roku ubiegłego. Prof. Małgorzata Zaleska, prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG), uważa, że w całym kwartale wynik mógł być o połowę niższy niż przed rokiem.

— Zwracam uwagę, że porównujemy dzisiejsze wyniki z rekordowym w historii rokiem bankowości w Polsce. W tym kontekście, oraz wobec pogorszenia otoczenia makroekonomicznego, spadek zyskowności banków jest oczywisty — mówi prezes BFG.

Przekonuje, żeby z odpowiednim umiarem traktować wyniki banków — jako przejaw spadku dochodowości biznesu, a nie problemów sektora. Bo akurat kondycja branży bankowej w Polsce jest bardzo dobra.

— Obecnie nie przewidujemy podejmowania żadnych nadzwyczajnych działań. Nie identyfikujemy zagrożeń upadłości banków. Dane za I kwartał nie wskazują, aby wyniki aż tak dramatycznie miały się pogorszyć. Branża, chociaż mniej zyskowna, wciąż jest rentowna — mówi Małgorzata Zaleska.

BFG, który nie tylko gwarantuje depozyty klientów indywidualnych, ale również posiada fundusze pomocowe na wypadek problemów finansowych banków, cały czas trzyma rękę i wie, co się dzieje w sektorze. Analizując dane sprawozdawcze i poza sprawozdawcze z branży bankowej nie widzi powodów do niepokoju.

System czuwa

— Posiadamy własny, autorski system wczesnego ostrzegania o zagrożeniach w sektorze finansowym. Do tej pory nigdy nas nie zawiódł — mówi Małgorzata Zaleska.

System na podstawie szeregu danych kwalifikuje banki do trzech grup: wysokiego, średniego i niskiego ryzyka oraz analizuje przepływy pomiędzy poszczególnymi kategoriami.

— W ostatnim czasie fluktuacje są intensywniejsze niż wcześniej, co wynika m.in. z mniejszej zyskowności branży — podkreśla prof. Zaleska.

Stabilny sektor

Inne dane z sektora, oprócz zysków, potwierdzają, że banki są mają się dobrze. Portfel kredytowy, na który wszyscy patrzą z takim niepokojem, jest wciąż bardzo dobrej jakości. Dane na koniec lutego pozytywnie zaskakują. Przy okazji publikacji wyników rocznych wiele banków sygnalizowało możliwość pogorszenia spłacalności kredytów, podczas gdy aktualne zbiorcze dane pokazują, że jakość portfela poprawiła się. Na koniec lutego odsetek złych kredytów zmniejszył się do poziomu 4,77 proc. z 4,95 proc. na koniec 2008 r. Warto odnotować też, że w grupie kredytów zagrożonych, jest mniej kredytów straconych. Prof. Zaleska wyjaśnia, że ich odsetek zmniejszył się z 63 proc. na koniec grudnia 2008 r. do 59,79 proc. w lutym. Przy tej okazji prezes BFG chwali rozważną politykę banków, które dmuchają na zimne i w 2008 r. łącznie zawiązały rezerwy na poziomie 103 proc. wymaganych odpisów.

Niezłym osiągnięciem jest też utrzymanie współczynnika wypłacalności na poziomie ponad 11 proc. Kolejna dobra wiadomość to poprawa płynności sektora bankowego o czym świadczy średni popyt banków na bony skarbowe, który wyniósł 15 mld zł i był o 42 proc. wyższy niż w IV kwartale 2008 r.

— Czy to wskazuje na złą sytuację sektora? Nie. Oczywiście, można posłużyć się argumentem, że banki lokują pieniądze w papiery wartościowe zamiast udzielać kredytów. Jednak z perspektywy rynku względna nadpłynność jest ważnym sygnałem stabilności sektora — mówi prezes Zaleska.

W systemie wciąż istnieje luka około 100 mld zł wynikająca z różnicy między wartością portfela kredytowego oraz depozytowego. Szefowa BFG podkreśla, że nie dotyczy ona wszystkich banków. Poza tym stopniowo zmniejsza się dzięki dodatniej dynamice przyrostu depozytów.

W I kwartale Polacy już nie tak chętnie wpłacali pieniądze na bankowe konta jak w 2008 r. kiedy wartość depozytów wzrosła o 17 proc., ale pasywa banków dzięki lokatom zwiększyły się o 3 proc.

1,69

mld zł Tyle do końca lutego tego roku zarobiły banki. To o 45 proc. mniej niż przed rokiem.

103

proc. W takiej wysokości w stosunku do wymogów utworzyły rezerwy w 2008 r.

59,79

proc. Taki był odsetek kredytów straconych w portfelu kredytów zagrożonych na koniec lutego. Na koniec 2008 r. było to 63 proc.

okiem eksperta

Marta Jeżewska

analityk DI BRE Banku

Banki nie są

zagrożone

Banki zarobiły w pierwszym kwartale o połowę mniej niż przed rokiem, a według moich szacunków spadek zyskowności w 2009 r. wyniesie 66 proc. Sporo. Jednak, o ile z punktu widzenia dochodowości sektora jest to problem, o tyle w kontekście perspektyw rozwojowych branży — nie. Banki w tym roku są dużo ostrożniejsze, mniej pożyczają i na intensyfikację akcji kredytowej nie należy liczyć. Spadku wpływów z mniejszych wolumenów nie uda się zrekompensować wyższymi marżami, co przełoży się na bieżący wynik. W dłuższym okresie możliwości rozwojowe sektora nie są zagrożone.

BZ WBK, a radio Erewan

Był list, ale o zupełnie innej treści. BZ WBK prostuje informacje "Irish Independent" o możliwej sprzedaży banku.

Sprawa sprzedaży BZ WBK znowu znalazła się na czołówkach serwisów informacyjnych, a to za sprawą "Irish Independent", który napisał, że BZ WBK wysłał list do pracowników, że właściciel rozważa sprzedaż banku. Jeden z nich mówi gazecie, że to nic przyjemnego usłyszeć takie wieści, ale "ludzie są bardzo spokojni i pracują jak zwykle, starając się nie przejmować takimi sprawami".

Sprawą przejął się natomiast mocno zarząd banku, bo, jak tłumaczy z artykułem w "Irish Independent" jest jak z informacjami Radia Erewan. Owszem list był, ale treść była inna.

— Pracownicy otrzymali list od prezesa AIB oraz prezesa BZ WBK. Prezes AIB powtórzył niemal dokładnie to co znalazło się w poniedziałkowym komunikacie, że bank potrzebuje dokapitalizowania wysokości 1,5 mld EUR i wśród różnych sposobów pozyskania pieniędzy wymienił sprzedaż posiadanych aktywów — wyjaśnia Piotr Gajdziński, rzecznik BZ WBK.

Mateusz Morawiecki, prezes banku, napisał natomiast, że media z pewnością będą spekulowały na temat sprzedaży banku, co może wzbudzić zaniepokojenie wśród klientów dlatego poprosił pracowników, żeby starali się tonować nastroje, przypominając, że o rzekomej sprzedaży BZ WBK spekuluje się od 13 lat.

Możliwe, że pracowników udało się uspokoić, ale rynek kolejny raz przeżył moment silnej ekscytacji planami sprzedażowymi. Kurs BZ WBK rósł, potem był spadek, ale i tak stanęło na 6,68 proc.

Przy okazji całego zamieszania udało nam się dowiedzieć, że niezależnie od medialnych spekulacji: "sprzedadzą, nie sprzedadzą" bankiem jako potencjalnym obiektem do przejęcia zainteresował się największy krajowy ubezpieczyciel — PZU.

— Trwają związane z tym tematem analizy — dowiedzieliśmy się nieoficjalnie od wysoko postawionego pracownika największego ubezpieczyciela w tej części Europy.

Michał Witkowski, rzecznik PZU, nie chciał ustosunkować się do naszych informacji.

— Nie komentujemy naszych inwestycji ani planów inwestycyjnych — ucina Michał Witkowski.

Eugeniusz

Twaróg

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg,AS

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Koniec bankowego Eldorado