Kontrowersje wokół kredytu konsumenckiego. UOKiK odpłaca KNF

Eugeniusz TwarógEugeniusz Twaróg
opublikowano: 2026-03-23 12:31

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów odpiera zarzuty, że stosuje tzw. gold plating w projekcie ustawy o kredycie konsumenckim. Propozycje przepisów zgłoszone przez KNF uważa za nadmiarowe wobec założeń unijnej dyrektywy.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

- dlaczego KNF publicznie skrytykowała projekt ustawy o kredycie konsumenckim przygotowany przez UOKiK

- jak UOKiK broni kontrowersyjnej sankcji kredytu darmowego i dlaczego uważa ją za niezbędną

- czy brak limitu kwoty kredytu konsumenckiego otworzy drogę do nowych pozwów sądowych

- czy polskie przepisy dotyczące kredytów konsumenckich są bardziej rygorystyczne niż unijna dyrektywa

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W piątek przedstawiliśmy całą listę zastrzeżeń, jakie Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zgłosiła do projektu ustawy o kredycie konsumenckim. Od 2024 r. pracuje nad nim Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). KNF zarzuciła bratniej instytucji regulacyjnej, że z nikim nie konsultowała przepisów, a konferencja uzgodnieniowa, zorganizowana dopiero w styczniu bieżącego roku, „miała charakter iluzoryczny”, gdyż urząd pokazał tylko fragmenty projektu. Pełną wersję zaprezentował w lutym. Po lekturze i uwagach przedstawionych przez departamenty merytoryczne KNF postanowiła głośno oznajmić, że UOKiK szykuje złe prawo. Jej zdaniem nie rozwiąże ono problemów na rynku finansowym, ale wręcz je pogłębi. Stanowisko urzędu antymonopolowego redakcja otrzymała już po publikacji artykułu o zastrzeżeniach komisji.

Projekt nie jest ostrzejszy od unijnego prawa

Jednym z głównych zastrzeżeń do projektu jest tzw. gold-plating, czyli wdrażanie przepisów bardziej rygorystycznych niż proponowane w unijnej dyrektywie. UOKiK odpiera zarzut stwierdzeniem, że „rozwiązania wykraczające poza jej zakres mają charakter marginalny”. Poza tym projekt uzyskał kierunkową akceptację rządu.

W szczegółach wygląda to jednak tak, że przykładowo dyrektywa ogólnie mówi, że kredytobiorca powinien badać zdolność kredytową wnioskodawcy, i daje mu dowolność w zakresie sposobu. Projekt UOKiK nakazuje tymczasem weryfikację klienta w co najmniej dwóch bazach. Przepis podnosi koszt analizy kredytowej i dodatkowo stanowi zarzewie konfliktu między Biurem Informacji Kredytowej a Biurami Informacji Gospodarczej, o to, kto ma zarobić na nowym rynku. Na ten zarzut urząd antymonopolowy odpowiada, że „wykorzystanie baz danych jest niezbędnym narzędziem do rzetelnej oceny ryzyka, a ich doprecyzowanie w ustawie służy ujednoliceniu standardów zgodnie z wymogami unijnymi”.

Nikt nie miał pomysłu na uproszczenie SKD

Brak precyzji jest jednym z głównych zarzutów banków i KNF wobec przepisów dotyczących tzw. sankcji kredytu darmowego (SKD). Przypomnijmy, że jest to polskie rozwiązanie, którego nie ma w dyrektywie o kredycie konsumenckim - ani w wersji CCD1 z 2008 r., ani CCD2, którą ma wdrożyć nowa ustawa. Unijne przepisy mówią tylko bardzo ogólnie, że kara za naruszenie obowiązków informacyjnych wobec kredytobiorcy powinna być skuteczna, proporcjonalna i odstraszająca.

Polscy legislatorzy wprowadzili do prawa SKD w 2002 r. Następnie sankcja trafiła do ustawy o kredycie konsumenckim z 2011 r. Przepis przewiduje, że klient nie musi spłacać kredytu, gdy został on udzielony w sposób rażąco naruszający przepisy. W projekcie ustawy UOKiK proponuje kilka kategorii SKD w zależności od przewiny kredytodawcy, w tym sankcję kredytu darowanego, oznaczającą, że kredytobiorca w ogóle nie musi spłacać długu.

UOKiK tłumaczy, że konkretna sankcja w ustawie musi zostać zapisana, bo inaczej Polska naraziłaby się „na konsekwencje związane z niewdrożeniem dyrektywy, a sektor bankowy na chaos prawny”. Wskazuje, że krajowe sądy same ustalałyby zakres i wielkość sankcji, kierując się ogólnymi zasadami UE, co jest znacznie mniej przewidywalne.

Koronny argument jest taki, że w trakcie konsultacji rynkowych projektu nikt nie przedstawił innej propozycji opisania SDK. „Wielokrotnie - zarówno względem KNF, jak i ZBP - formułowaliśmy prośby o przedstawienie alternatywy zgodnie z wymogami przepisów europejskich oraz orzecznictwa, spełniającej cel dyrektywy. Żadna ze stron nie przedstawiła jednak mechanizmu, który zgodnie z prawem stanowiłby realną alternatywę dla SKD” – stwierdza urząd.

UOKiK: czyżby banki miały problem z transparentnością?

UOKiK przypomina cel dyrektywy w tym obszarze - jest nim pełna rzetelność informacyjna w procesie kredytowym. Jego zdaniem obawy banków dotyczące SDK mogą sugerować problemy sektora z transparentnością produktów kredytowych i ich kosztów. „Współczesna ekonomia wskazuje, że nadmierne skomplikowanie ofert nie tylko uderza w konsumenta, ale i zaburza zdrową konkurencję rynkową”. Tu dostaje się nadzorowi finansowemu: „Choć KNF dostrzega te ryzyka na rynku inwestycyjnym, projekt ma na celu ujednolicenie tego standardu także w obszarze kredytów”.
UOKiK zapewnia, że przygotowując projekt dokładnie sprawdził, jak SKD była stosowana w praktyce sądowej w latach 2020-24. Badania objęły 44 banki komercyjne i spółdzielcze, instytucje pożyczkowe, pośredników oraz 142 kancelarie prawne reprezentujące interesy konsumentów. Wynik, zdaniem urzędu, wskazuje na „na racjonalną i wyważoną linię orzeczniczą polskich sądów”. Na korzyść klientów zapadło 20 proc. wyroków.

„Powyższe statystyki stanowią twardy dowód na to, że polski wymiar sprawiedliwości skutecznie weryfikuje zasadność roszczeń, oddzielając nadużycia od realnych uchybień kredytodawców. Wyniki badania jednoznacznie potwierdzają, że sankcja ta – wbrew obawom sektora – nie stanowi systemowego zagrożenia dla jego stabilności, lecz jest precyzyjnym narzędziem ochrony prawnej” – stwierdza urząd.

Należy dodać, że w marcu ubiegłego roku Komitet Stabilności Finansowej (zasiadają w nim przedstawiciele KNF, NBP, Ministerstwa Finansów i BFG) stwierdził coś wprost przeciwnego – że SKD stanowi zagrożenie dla systemu finansowego.

Kredyt na milion złotych też jest konsumencki

UOKiK nie uważa też za gold plating autorskiego dodatku do dyrektywy dotyczącego górnego limitu kredytu konsumenckiego. Unia ustala go na poziomie 100 tys. EUR. W polskim projekcie ustawy w ogóle nie ma ograniczeń, co oznacza, że każdy kredyt zaciągnięty przez osobę fizyczną jest kredytem konsumenckim i podlega rygorom przepisów dyrektywy. "Obecny stan prawny generuje istotną lukę w ochronie: kredyty o wartości powyżej 255 500 zł (limit z poprzedniej dyrektywy 2008/48/WE), które nie są hipotekami, podlegają jedynie ogólnym przepisom Kodeksu cywilnego oraz Prawa bankowego. W ocenie projektodawcy konsumenci zaciągający zobowiązania na wysokie kwoty także wymagają ochrony, jaką oferuje ustawa o kredycie konsumenckim – zwłaszcza że wysoka wartość długu niesie za sobą proporcjonalnie wyższe ryzyko ekonomiczne”. Urząd twierdzi, że - według jego danych - kredyty niehipoteczne powyżej 255 tys. zł stanowią tylko 0,01 proc. wszystkich zobowiązań kredytowych w sektorze bankowym i pozabankowym.

„Proponowane rozszerzenie zakresu ustawy stanowi zatem niezbędne domknięcie systemu ochrony konsumenta, nie obciążając przy tym nadmiernie rynku finansowego” – stwierdza UOKiK.

Przeciwnicy tego rozwiązania, banki i KNF, uważają, że sytuacja osoby zaciągającej kredyt na bieżące potrzeby jest inna niż osoby kupującej za milionowy kredyt np. drogi samochód. Ważny jest przy tym kontekst całej ustawy. Klient, jeśli ma zdolność kredytową, może zaciągnąć dowolnie wysoki kredyt. Po doświadczeniach frankowych, które pokazały, jak w ciągu dekady zmieniło się orzecznictwo sądów, banki obawiają się, że niejasne przepisy ustawy otworzą drogę do sądów kredytobiorców z dużymi kredytami, którzy będą pozywali banki i żądali zadośćuczynienia na podstawie SKD.

Licencje dla pożyczkodawców to zbędny dodatek

Za gold plating UOKiK uważa natomiast propozycję KNF, żeby do ustawy dodać przepisy dotyczące licencjonowania firm pożyczkowych oraz nowych zasad finansowania się branży. Komisja chciała w ten sposób wyeliminować z rynku nierzetelne podmioty i tym samym zwiększyć ochronę klientów. Według UOKiK kwestie te nie mieszczą się jednak w dyrektywie. „Wprowadzenie tych postulatów do obecnego projektu wykraczałoby poza ramy implementacji prawa UE i mogłoby niepotrzebnie skomplikować oraz wydłużyć proces legislacyjny” – stwierdza urząd,

Prace nad regulacją faktycznie są bardzo opóźnione. Ustawa musi wejść w życie do listopada bieżącego roku. Nawet przy ekspresowym tempie prac w parlamencie obawy, że zabraknie czasu na vacatio legis, są realne. To problem, bo ustawa wymusi na uczestnikach rynku liczne zmiany prawne i w IT, których nie da się wprowadzić od razu.

Możesz zainteresować się również: