Światowa i polska premiera książki pt. „Co nas nie zabije” odbyła się 27 sierpnia. Już dzień później wiadomo było, że rekord popularności został pobity.
— Pierwszy nakład 200 tys. sprzedaje się tak dobrze, że od razu podjęliśmy decyzję o dodruku. Liczba sprzedanych egzemplarzy jest objęta tajemnicą handlową, ale mogę powiedzieć, że jest to absolutny rekord naszego wydawnictwa w skali ostatnich kilku lat — mówi Monika Burchart, kierująca działem promocji i marketingu wydawnictwa Czarna Owca.
To tu ukazały się wcześniej wszystkie trzy tomy sagi Stiega Larssona, i to do Czarnej Owcy jako pierwszego wydawnictwa zwrócił się szwedzki wydawca z propozycją wydania polskiego tłumaczenia. Monika Burchart przyznaje, że z uwagi na treść książki objętą ścisłą tajemnicą przed wydaniem mieli pewne obawy dotyczące wydania kontynuacji serii powieści szwedzkiego mistrza kryminału. Głównie chodziło o to, czy David Lagercrantz, wybrany przez spadkobierców Larssona, podoła zadaniu i czytelnicy zechcą kupić coś, co ma Larssona udawać, ale nim nie jest.
— Obawy zniknęły, gdy tylko dostaliśmy powieść do tłumaczenia — przyznaje Monika Burchart.
„David Lagercrantz skorzystał z szansy, by z larssonowskich klocków ułożyć krytykę współczesnego świata (...) Sprawnie imituje styl Larssona. W jego książce jest wszystko, co trzeba” — napisał Wojciech Orliński w recenzji dla „Gazety Wyborczej”. Fabuła książki zaczyna się w miejscu, gdzie zakończyła się akcja ostatniej części trylogii, po polsku zatytułowana „Zamek z piasku, który runął”. Stieg Larsson planował 10 książek serii Millennium (od nazwy pisma, którym kieruje główny bohater), ale zdążył ukończyć tylko trzy, zanim nagle zmarł 9 listopada 2004 r. Wszystkie ukazały się dopiero po jego śmierci. © Ⓟ
