Kto się boi inflacji?

Marek Rogalski
opublikowano: 2021-11-04 20:00

W ostatnich dniach mieliśmy sporo zaskoczeń w decyzjach banków centralnych. RPP podniosła stopy o 75 pkt baz. przy konsensie na poziomie 50 pkt baz. Rada nadal nie jest pewna, czy jest na początku dłuższego cyklu, jak to prognozują ekonomiści. Natomiast Bank Czech drugi raz z rzędu dokonał drastycznego kroku – tym razem główna stopa wzrosła aż o 125 pkt baz. do 2,75 proc. Zapiski z posiedzenia Banku Węgier, na którym dokonano podwyżki o 15 pkt baz. do 1,80 proc., wskazały, że dalsze zacieśnienie może być potrzebne.

Czy decydenci w bankach centralnych naszego regionu na serio wystraszyli się, że inflacja może wymknąć się spod kontroli? A może jest to forma zabezpieczenia się przed sytuacją, kiedy to najwięksi gracze (jak Fed) zostaną zmuszeni do wyraźnych ruchów w latach 2022-23? To mogłoby doprowadzić do wydrenowania kapitałów z rynków wschodzących.

Na drugim biegunie mamy Fed, ale również Europejski Bank Centralny (EBC), czy Bank Anglii. Wprawdzie EBC miał posiedzenie w zeszłym tygodniu i Christine Lagarde podczas konferencji prasowej przyznała, że inflacja czasowo może być podwyższona, ale w kolejnych dniach wyraźnie dawała do zrozumienia, że nie oznacza to, że stopy procentowe mogłyby wzrosnąć w 2022 r. Inny fortel zastosował Jerome Powell. Wprawdzie Fed zainicjował tapering i powtórzono, że wyższa inflacja może być przejściowa, a tym samym dyskusja o podwyżce stóp jest zbyteczna, to szef Fedu stwierdził, że bank centralny będzie gotowy do działania w razie potrzeby, a w połowie przyszłego roku najpewniej osiągnięty zostanie stan pełnego zatrudnienia w gospodarce (w efekcie decyzje będą bazować tylko na inflacji). Natomiast Bank Anglii nie zdecydował się na podwyżkę stóp, nieoczekiwanie przesuwając akcenty w stronę ryzyka dla wzrostu gospodarczego. Czyżby szykowało się większe zamieszanie w wątku brexitu?

Możesz zainteresować się również: