Kulturotech – eksportowa nowa nadzieja

Marcin Kobylecki, Łukasz Alwast
30-01-2017, 22:00

Sprzedając polskie produkty, powinniśmy łączyć kulturę z technologią i opowiadać światu o Polsce ambitnej i kreatywnej

KONKRET Z WYOBRAŹNI:
Zobacz więcej

KONKRET Z WYOBRAŹNI:

Kulturotech nie jest abstrakcją. Jego wartość można zmierzyć w dolarach czy złotych, tak jak mierzy się wpływ jakości systemu edukacji na wzrost PKB. Z gorącego stopu kultury z technologią powstają produkty na miarę XXI wieku — twierdzą Marcin Kobylecki i Łukasz Alwast, kierujący zespołem Fish Ladder, studia projektów specjalnych Platige Image. Marek Wiśniewski

Co jest naszą narodową marką? Wiele osób uważa, że istnieją polskie produkty rozpoznawalne na całym świecie. Mało kto jednak potrafi je wskazać, a tym bardziej przypisać do marki. Polska ma jednak kulturowy potencjał, by stać się zagłębiem kreatywnego biznesu. Musi tylko wypracować swój kulturotech, czyli splot produktów, usług i przeżyć wyrastających z kultury, technologii, nauki i sztuki — wraz z dopełniającymi je modelami biznesowymi.

Obecnie o sukcesie niemal każdego biznesu decydują przeżycia, w które opakowujemy produkt dla klienta (niegdyś chodziło się po nie tylko do teatru, opery czy galerii sztuki). Dodana wartość kulturowa nie jest już tylko ciekawostką czy ozdobą — jest rdzeniem wartości marki, jej przewagą konkurencyjną nad innymi markami w danej branży.

Sprzedaje się dziś nie materialny przedmiot czy zamkniętą w czasie i przestrzeni usługę, lecz potencjalnie nieskończenie bogaty pakiet doznań i emocji, czyniących go czymś naprawdę wyjątkowym. Firmy i instytucje społeczne stały się projektantami i reżyserami przeżyć — współczesna technologia umożliwia jednak znacznie głębsze i trwalsze oddziaływanie, niż miał XIX-wieczny teatr. Trudno już wytyczyć granicę między produktem a jego aurą kulturową.

O krok przed innymi

Dlaczego Polska nie miałaby kojarzyć się z ambicją i kreatywnością? Estończycy nie urodzili się z genami społeczeństwa informacyjnego — wymyślili sobie taki etos kulturotechu i go zrealizowali. Żaden demiurg nie wybrał Japonii na światową stolicę zaawansowanej elektroniki i tanich samochodów — Japończycy sami się takimi ujrzeli i takimi się ukształtowali. W krajach wysoko rozwiniętych — a Polska już do się nich zalicza — największe korzyści zapewnia innowacyjność w branżach i technologiach „wyprzedzających krzywą”, czyli tych, w które inwestuje się dzisiaj, by jutro zawładnąć rynkiem światowym, a nie jedynie dogonić świat.

W realiach globalnej konkurencji nie chodzi o to, by naśladować, lecz by znaleźć się na czele stawki, wyprzedzić oczywistość trendów giełdowych. Oznacza to branże zaawansowanych technologii cyfrowych, odnawialnych źródeł energii, bioinżynierii, nanotechnologii i robotyki oraz nowoczesnej rozrywki i popkultury. Wzorem jest „Wiedźmin”, który jako marka, symbol, wehikuł kulturotechu sięgnął daleko poza pierwotne medium. Przeszedłszy z literatury do gier wideo, trafił do globalnego imaginarium XXI w., wskazując drogę rozwoju polskiego kulturotechu.

Dobry przykład

W Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju słowo „innowacyjność” pojawia się 196 razy. Kreatywności natomiast poświęcono zaledwie kilka linijek. Zmienić powinna się przede wszystkim narracja o naszym dorobku. Sukces marek „Wiedźmin”, „Legendy polskie” Allegro czy Solaris nie jest przypadkowy. Ich historie powinny stać się inspiracją dla wielu nowych przedsięwzięć. Brakuje u nas firm pokroju Tesli, SpaceXa czy Amazona, które naginają przyszłość do własnych potrzeb, zamiast się do niej dostosowywać.

Także w rządowej wizji państwa brak projektów, które pozwoliłyby krajowi wykonać skok technologiczny, a zarazem budowałyby wokół siebie narodowy mit. KGHM szuka złóż surowców w Afryce, podczas gdy pozyskiwanie surowców z asteroid to już branża o błyskawicznie rosnących inwestycjach i konkretnych planach biznesowych. Dlaczego nie zostać partnerem w podobnych przedsięwzięciach, stając obok najpotężniejszych państw i firm globu?

Dlaczego ktoś z technologiczną wizją nie mógłby trzymać części sterów w Narodowym Funduszu Zdrowia? Miałby wielkie pole do popisu w błyskawicznie się rozwijającej dziedzinie e-zdrowia, już nie tonącw systemach zarządzania receptami, ale np. wykorzystując API gadżetów typu „wearables” do rozwoju polskich start-upów medycznych. Albo inicjując — podobnie jak w przypadku Google Deep Mind — współpracę między polskimi ośrodkami naukowymi a instytucjami zdrowia w celu zastosowania sztucznej inteligencji i nauczania maszynowego do rozwiązywania indywidualnych problemów zdrowotnych.

Opakowanie Lema

Polskie firmy, projektując produkty i usługi, muszą tworzyć także „opowieść o Polsce”, która zafascynuje miliony. I nie chodzi przede wszystkim o miliony Polaków — Polska powinna być towarem eksportowym, tak jak są nimi na poziomie kultury Francja, Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania. Możemy wykorzystać potencjał rodzimego science fiction — Lema, Dukaja — aby pokazać naszą gospodarkę i społeczeństwo przez pryzmat przyszłościowych aspiracji. Ważne, by rozumieć mechanizm podwójnej korzyści.

Nie tylko sprzedajemy konkretne towary dzięki ich opakowaniu kulturowemu, ale też pakiet przeżyć dodawanych razem z nimi do ogólnoświatowej popkultury podnosi atrakcyjność kraju jako marki, co ułatwia sprzedaż kolejnych towarów.

Dodatnie sprzężenie zwrotne powstaje ze złożenia tysięcy działań i wyborów producentów i konsumentów. Im bardziej czujemy się „kulturowymi Brytyjczykami”, czytając „Harry’ego Pottera”, oglądając Bonda czy słuchając Adele, tym naturalniej sięgamy po produkty z opowieści o Wielkiej Brytanii.

Wirtualna Sarmacja

To samo — startując oczywiście z niższego poziomu — musimy zrobić z Polską. Stworzyć naszą narodową markę, która stanie się rozpoznawalna za granicą i nada oryginalny smak, ekstrajakość, aurę pozytywnych skojarzeń polskim produktom. A te, jako część naszego kulturotechu, bedą tę polską markę umacniały. Kojarzące się z polskością emocje będą wówczas wartością dodaną gier komputerowych, zabawek nowej generacji, narzędzi edukacyjnych, odzieży „cyberpunkowej” czy interaktywnych form rozrywki, np. wirtualnej Sarmacji.

Skoro przez lata udało się zaszczepić w światowej świadomości Spartan, greckie bóstwa, japońską mangę czy wikingów, to dlaczego mitologia słowiańska czy unikatowa estetyka i etos sarmacki nie miałyby stać się podstawą nowej globalnej marki? Zmiana podstawowego modelu dystrybucji i sprzedaży produktów kultury na cyfrowy zarazem ułatwia i utrudnia to zadanie.

Możemy dziś zaoferować i nabyć dowolną książkę, muzykę, grę, film w każdym miejscu na Ziemi, jednak prawdziwym wyzwaniem jest skuteczne przyciągnięcie uwagi odbiorcy. Tym istotniejsze staje się kulturowe opakowanie. Właśnie poprzez kulturę i technologię musi się realizować dzisiejszy patriotyzm gospodarczy — budujący nowoczesne społeczeństwo, stanowiący o polskim potencjale promocyjnym i eksportowym. Tym właśnie jest dla nas kulturotech.

Marcin Kobylecki Łukasz Alwast

Kreatorzy z Fish Ladder

Marcin Kobylecki (Chief Creative Officer) i Łukasz Alwast (Project Manager) należą do zespołu Fish Ladder, studia projektów specjalnych Platige Image. Zespołu twórców, projektantów i producentów odpowiedzialnych m.in. za projekt „Ambition” dla Europejskiej Agencji Kosmicznej, koncepcję wystawy stałej Muzeum Historii Polski, projektu „Starość aksolotla” i „Legendy polskie” dla Grupy Allegro oraz realizacje interaktywne i filmowe dla polskiego pawilonu na EXPO w Szanghaju i Mediolanie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Kobylecki, Łukasz Alwast

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Kulturotech – eksportowa nowa nadzieja