Lekcja prowadzenia po kresce

opublikowano: 07-02-2019, 22:00

Wystarczy poprowadzić wzrok po kilku liniach — indeksy klasycznej motoryzacji nie są skomplikowane, a rozwieją kilka dylematów przy kupowaniu

W przeciwieństwie do mniej wdzięcznych dzieł na płótnie, kolekcjonerskie auta zwykle pozwalają okiełznać się wykresami i wcale nie musi to przypominać naciąganych analiz rodem z ulotki inwestycyjnego doradcy. Zadaniem motoryzacyjnych indeksów jest przede wszystkim śledzenie bieżącego popytu na konkretne modele, a na podstawie tak szczegółowych danych buduje się dopiero wskaźniki zbiorcze, pozwalające prześledzić ewentualne trendy. Żeby analiza była rzeczywiście miarodajna, eksperci ubezpieczyciela Hagerty dzielą bazę samochodów na cztery kategorie pod względem stanu zachowania — widać dzięki temu, czy drożeją wyłącznie egzemplarze lśniące jak z wystawy, czy przykładowa tendencja jest tak silna, że kolekcjonerzy interesują się nawet rzęchami. Zbierając te poszczególne wyniki w grupy, można wobec tego określić sytuację w konkretnym segmencie, a nawet zmierzyć się z sakramentalnym pytaniem: porsche czy ferrari?

Model 914 powstały przy współpracy z Volkswagenem zasłużył na mniej
chlubne przezwisko volks-porsche, tymczasem na kolekcjonerskim rynku cena
rośnie imponująco, jednak tylko, jeśli egzemplarz jest świetnie zachowany. Te
utrzymane przyzwoicie kosztują średnio 74 tys. zł, a takie jak na wystawę
bywają o 200 tys. zł droższe.
Wyświetl galerię [1/4]

GORSZE PORSCHE:

Model 914 powstały przy współpracy z Volkswagenem zasłużył na mniej chlubne przezwisko volks-porsche, tymczasem na kolekcjonerskim rynku cena rośnie imponująco, jednak tylko, jeśli egzemplarz jest świetnie zachowany. Te utrzymane przyzwoicie kosztują średnio 74 tys. zł, a takie jak na wystawę bywają o 200 tys. zł droższe. Fot. ARC

Kreska 1: Auta z sąsiedztwa

Jedną z podstawowych miar rynku kolekcjonerskich aut jest indeks Affordable Classics, czyli zestawienie średnich cen tuzina popularnych modeli z lat 50-70., których wartość zamyka się w około 150 tys. zł. Jak wynika z danych Hagerty, większość aut w tym koszyku kosztuje mniej niż 25 tys. USD (95 tys. zł), ale są i takie — jak porsche 914 — które przyspieszyły na tyle wyraźnie, że niedługo być może z niego wyjadą.

Produkowane w latach 70. tzw. volks-porsche zawdzięcza przezwisko współpracy z fabryką Volkswagena, a jego przeciętna cena w stanie bardzo dobrym to już 39,9 tys. USD (151 tys. zł), podczas gdy za stan konkursowy — bez najmniejszej ryski na drzwiach — zapłacić trzeba 72,5 tys. USD (275 tys. zł). Za drożejącym od dwóch lat porsche podobną trasą jedzie chevrolet camro SS, który w cztery miesiące zapewnił kolekcjonerom przeciętną zwyżkę na poziomie 4 proc. — czy to znaczy, że w segmencie trwa gorąca hossa?

Trudno jednoznacznie powiedzieć, ale grupa z fordem mustangiem, garbusem z lat 60. i wspomnianym volks-porsche jest w stabilnym trendzie wzrostowym, wpasowując się w ogólną obserwację: po tym, jak rynek dodał gazu w latach 2014-15, nienasycone pozostały wciąż dwie grupy zbieraczy — kolekcjonerzy najbardziej wyjątkowych egzemplarzy i inwestorzy głodni okazji w cenie zwykłych aut.

Kreska 2: Królowie lewego pasa

O ile wskaźnik Affordable Cars wydaje się nie potrzebować rozwlekłych wyjaśnień, w indeksie z drugiego bieguna rynku kryje się nieoczywista pułapka. W koszyku „Blue Chip — Automotive A-List” zaparkowało aż 25 najbardziej rozchwytywanych powojennych samochodów, wobec czego roi się w nim od marek typu Jaguar, Bentley, Lamborghini, Maserati czy Ferrari, a rekordy tylko podsycają inwestorskie pytania. Statystyka odpowiada: trzy z jedenastu najdroższych aut sprzedanych na aukcjach zmieniły właściciela w sierpniu ubiegłego roku, przy czym ferrari 250 GTO rozjechało nawet próg 48 mln USD (182 mln zł). Jedyne, co pozostaje do dodania, to uwaga, że podobnie krzykliwe nagłówki są mistrzami tuszowania ogólnych danych, a cały segment tzw. blue chipów wcale nie pnie się w gorączce kupowania, tylko kontynuuje miarową jazdę lewym pasem.

Pozostając na niezmiennym poziomie już od roku, wskaźnik notuje najdłuższy taki zastój w swojej 12-letniej historii, a dane z aukcji tylko potwierdzają gasnący brak apetytu na modele ze średnimi cenami przebijającymi nawet 1 mln USD (3,8 mln zł). Skuteczność sprzedaży tych aut na licytacjach jest najniższa od 9 lat, podczas gdy całkowity obrót w tym segmencie nie był tak mizerny od 2012 r. — komentuje Brian Rabold, analityk Hagerty.

Z jednej strony można sugerować, że transakcje z najwyższej półki zwyczajnie usunęły się w wygodny cień sprzedaży poza aukcjami, z drugiej — trudno nie podejrzewać stagnacji, jeśli najśmielsze zmiany w indeksie zanotowała toyota 2000GT, przyspieszając tylko czteroletnią jazdę w dół.

Kreska 3: Juventus kontra Borussia

Mimo że spór o wyższość Ferrari nad Porsche — albo odwrotnie — mógłby przybrać groźny charakter kibicowski, warto dla samego porównania zestawić indeks włoskiej marki z niemieckimi klasykami. Wskaźnik dla Ferrari uśrednia wartość 13 najbardziej poszukiwanych modeli z lat 50-70., przy czym brane są pod uwagę dobrze lub wyśmienicie zachowane auta na ulicę, a nie wersje na rajdowe tory. Jak wynika z tych danych, segment jest podobnie ospały co indeks blue chipów, a zwyżka względem notowania sprzed czterech lat wyniosła zaledwie 5 proc. O ile przeciętna wartość samochodów z koszyka raczej się ostatnio nie wahała, jedno nieznacznie potaniało — ferrari 330 GTC z lat 60. kontynuuje powolny zjazd ze średnią ceną 600 tys. USD (2,3 mln zł), niższą niż trzy lata temu o 20 proc.

Co ciekawe, drużyna od zachodniego sąsiada miałaby w tabeli podobną łączną ilość punktów, mimo że sytuacja w koszyku „German Collectibles” jest zdecydowanie różna od sjesty na południu. Spośród 21 kolekcjonerskich mercedesów, BMW i porsche pięć wjechało w trend wzrostowy, a cztery wrzuciły niższy bieg, ale tak, jakby się umówiły, żeby w żadnym kierunku nie zachwiać indeksem. Mimo swojej niekwestionowanej rzadkości — 455 wyprodukowanych egzemplarzy — wyraźnie potaniało BMW M1 warte obecnie średnio 485 tys. USD (1,8 mln zł), podaje Hagerty. W ramach węższej kategorii porsche, przykładowe 911 S utrzymuje stabilny poziom, natomiast 911, ale carrera turbo, zjeżdża na wykresie od początku ubiegłego roku i to we wszystkich stanach zachowania. Na pytanie, gdzie wypatrywać wobec tego ostrzejszej zakupowej gorączki, analitycy odpowiadają, że właściwie poza indeksem, bo wskaźnik niemieckich klasyków nie obejmuje już mercedesów lat 80. i 90. O późniejszych youngtimerach wiadomo natomiast, że popyt jest ciągle łakomy, a oferta tak ogromna, że do wróżenia zwyżki potrzeba jeszcze trochę życiowej prozy: korozji, nieudanych napraw i trochę kraks obniżających podaż. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu