Lesedi La Rona czyta się wspak

opublikowano: 15-05-2016, 22:00

Media rozgłaszają: sprzedano diament wielkości piłki do tenisa — ale taką informację warto rozszyfrować

Po polsku diament nazywałby się „Nasze Światło”, ale egzotyczny zlepek wyrazów, który nagle obiegł biznesową prasę, jest w języku tswana, obowiązującym w Botswanie. Powodem, dla którego wszyscy mogli się przekonać, jak nieregularnie bryłki wyglądają przed oszlifowaniem, był fakt, że właśnie z Botswany pochodzą dwa oferowane inwestorom okazy, z których mniejszy sprzedany został ostatnio powyżej 63 mln USD (245 mln zł), ustanawiając światowy rekord za nieobrobiony diament.

Ogromne diamenty w stanie surowym wzbudzają poruszenie na aukcjach, ale początkującym inwestorom zdecydowanie bardziej poleca się kamienie oszlifowane i certyfikowane.
Zobacz więcej

DRUGIE DNO:

Ogromne diamenty w stanie surowym wzbudzają poruszenie na aukcjach, ale początkującym inwestorom zdecydowanie bardziej poleca się kamienie oszlifowane i certyfikowane. Bloomberg

Kanadyjski koncern wydobywczy Lucara poinformował o cenie 813-karatowej „Konstelacji” 9 maja, natychmiast jednak zapowiadając, że poprzeczka prawdopodobnie zostanie podniesiona już niebawem, bo Lesedi La Rona o masie powyżej 1,1 tys. ct trafi na licytację pod koniec czerwca. Pozornie przeciętnemu inwestorowi taka informacja niewiele daje, ale chcąc zabezpieczyć portfel na rynku kamieni szlachetnych, warto wiedzieć, dlaczego nie tylko nie jest bezużyteczna, ale może być też istotna jako inwestycyjna przestroga.

Brzydkie kaczątka

Lesedi La Rona jest drugim pod względem masy diamentem jubilerskiej jakości, który w ogóle wydobyto, bo w tej konkurencji lepszy był tylko słynny Cullian, znaleziony na początku ubiegłego wieku, który — po 8 miesiącach pracy trzech szlifierzy — zasilił w postaci dwóch brylantów brytyjskie insygnia władzy.

Bardziej jednak niż rozmiar poruszenie w branży wywołał tym razem zapowiedziany sposób sprzedaży, bo aukcje w Sotheby’s nie kojarzą się przecież z ofertą skierowaną do profesjonalnych szlifierzy, tylko z katalogami wertowanymi w porze lunchu przez indywidualnych kolekcjonerów. Ci natomiast

musieliby włożyć spory wysiłek, żeby przeprowadzić procedurę oszlifowania samemu, dlatego zwykle — a już szczególnie na rozwijającym się dopiero polskim rynku — skłonni są lokować pieniądze w kamienie już obrobione i z certyfikatem. — Typowemu inwestorowi poleca się zazwyczaj diamenty oszlifowane, ale ruch na kamieniach surowych wskazuje, że temu rynkowi też warto się przyglądać, bo ma wysoki potencjał. Sygnał z tych aukcji daje światło na cały rynek diamentowy, bo kilka lat temu w ogóle nie usłyszelibyśmy o takich licytacjach, a to dowód na to, że największe kamienie są w obiegucoraz rzadsze.

Z diamentami oszlifowanymi było zresztą podobnie — jeszcze 10 lat temu, kiedy klient pytał o 10-karatowy diament doskonałej jakości, mogliśmy przygotować go do końca dnia, a teraz, jeśli nie byłby pozyskany wcześniej, trzeba byłoby go szukać przez kilka dni — komentuje Marcin Marcok, ekspert rynku kamieni szlachetnych z Mart Diamonds. Próbując sobie przy tym wyobrazić te tysiące i dziesiątki karatów, trzeba w tym kontekście zwrócić też uwagę, że z przykładowego 30-karatowego surowca, po oszlifowaniu, zostać może 12 ct.

Fancy różowe

Dwie botswańskie bryłki wyłamały się swoim brakiem koloru z królujących w wiadomościach diamentów o nasyconych barwach. O tempie, w jakim kolorowe brylanty zyskują na popularności, świadczą już w dodatku nie tylko dostępne dla nielicznych aukcyjne rzadkości, ale też branżowe indeksy takich instytucji, jak Fancy Color Research Foundation, które wskazały ostatnio, że ceny niebieskich podniosły się w pierwszym kwartale 1,7 proc., różowych rosły słabiej, a żółtych trochę spadły.

Wrażenie, że inwestycje w barwne diamenty jest wyjątkowo nietypowe, jest więc powierzchowne, a dane fundacji wskazują, że ceny różowych wzrosły w ciągu 20 lat ponad 14-krotnie. Jak podaje ekspert Mart Diamonds, w Polsce do takich transakcji również dochodzi, bo nawet spośród kamieni sprzedanych w kwietniu można wskazać ponad 5-karatowy diament żółty i 1,2-karatowy różowy. Cena pierwszego wyniosła równowartość 120 tys. USD (466 tys. zł), drugiego — 250 tys. USD (971 tys. zł).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu