Trzecie linie lotnicze w Europie wpadły w turbulencję. Rekordowe ceny ropy ścięły zyski aż o 90 proc. Akcje taniały tylko przez chwilę.
Drugi kwartał nie należy do udanych w branży lotniczej. Po katastrofalnych wynikach Ryanaira, taniego irlandzkiego przewoźnika, przyszedł czas na większego brata. British Airways, trzeci gracz na europejskim niebie, również nie ma się czym pochwalić. W kwartał jego zyski spadły do 54 mln USD i były aż o 90 proc. mniejsze niż przed rokiem. To skutek rekordowych cen ropy naftowej oraz zmniejszającego się popytu na podróże.
— Jesteśmy w najgorszym otoczeniu rynkowym w historii branży — skwitował Willie Walsh, szef British Airways.
Wynikami tylko chwilowo przejęli się gracze giełdowi, a kurs w Londynie zniżkował o 2,3 proc. Otuchy dodał im szef linii, który zapowiedział plan poprawy rentowności.
— Należy podnieść ceny. Dzięki temu zrekompensujemy paliwowe koszty — przekonywał Willie Walsh.
Jego zdaniem, sięgnięcie do kieszeni pasażerów spowoduje, że wzrost kursu ropy o 1 USD zmniejszy zysk British Airways o 16 mln USD.
— Jeśli ceny pozostaną na obecnym poziomie, strata wzrośnie do 32 mln USD — dodał szef linii.
To wystarczyło, aby przekonać inwestorów do zakupów akcji. Ich cena rosła nawet o ponad 8 proc., a to tylko jeden z elementów planu restrukturyzacyjnego. Kolejnym ma być połączenie sił z hiszpańską Iberią. Dzięki temu obniżone zostaną koszty związane z obsługą maszyn. Niewykluczone też, że to niejedyna możliwa fuzja. Jeśli władze antymonopolowe wyrażą zgodę, za kilka tygodni British Airways zacieśni współpracę z konsorcjum AMR, właścicielem linii American Airlines.