Jan Monkiewicz
przewodniczący Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych
Wyssane z palca wynurzenia
Ze zdumieniem przeczytałem tekst T. Brzezińskiego o rzekomym istnieniu w Polskim Towarzystwie Ubezpieczeniowym patologicznego, rodzinno-biznesowego układu, związanego z moją osobą. (…)
Artykuł, o którym mowa, red. T. Brzeziński, doświadczony przecież dziennikarz, nadto specjalizujący się w problematyce ubezpieczeniowej, opiera w całości na wyssanych z palca wynurzeniach jedynego informatora — tropiciela sprawiedliwości — Ryszarda Murata. W ten sposób redaktor Brzeziński wprowadza „Puls Biznesu” w sieć maniaka i współpracownika służb specjalnych, którego działalność została już zresztą opisana w licznych publikacjach krajowych. (…)
Cała historia jest zaś w rzeczywistości banalna.
Niezadowolony agent zgłasza roszczenie do firmy ubezpieczeniowej za wykonaną pracę na kwotę ponad 70 tys. zł. Ta odmawia wypłaty i agent miast skarżyć dłużnika w sądzie, przez ponad 2 lata pisze skargi do wszystkich możliwych instytucji, w tym także do tej, którą kieruję. Jak to się stało, że redaktor nie odkrył, że Ryszard Murat marnuje swój czas, zamiast założyć proces cywilny? Dlaczego sprawę do sądu kieruje nie Ryszard Murat, tylko odsądzony przez niego od czci i wiary Mirosław Fujarski, który w ten sposób próbuje go zmusić do dowodzenia swoich racji przed sądem?
Urząd, którym kieruję, nie jest w stanie interweniować w takich sprawach i red. Brzeziński to doskonale wie. KNUiFE nie zajmuje się konfliktami agentów z zakładami ubezpieczeń. To są sprawy kontraktowe, wykraczające poza nasze kompetencje. Jak więc red. Brzeziński może poważnie traktować słowa Ryszarda Murata, że jego konflikt z urzędem mógłby doprowadzić do ruiny jego firmę?
Jego nieobiektywne oceny i komentarze są szczególnie krzywdzące dla KNUiFE i dla mnie osobiście w odniesieniu do procesów sanacji PTU (dawnego Towarzystwa Ubezpieczeń Daewoo). To przecież wskutek m.in. naszych działań, ale także wspieranych przez Ministerstwo Finansów oraz Sprawiedliwości, ta ważna firma ubezpieczeniowa uniknęła w 2003 r. bankructwa. Kilkaset tysięcy ludzi nie doświadczyło losu, który wcześniej spotkał klientów Westy, Polisy, Floriana czy Gwaranta. Przejęły ją głównie firmy kontro- lowane przez skarb państwa — Ciech oraz PTR. Jeżeli tam są czyiś ludzie, to co najwyżej obecnych właścicieli. Gdzie więc jest tu miejsce dla ludzi „szefa nadzoru”?
Cały artykuł Tomasza Brzeziń-skiego zbudowany jest głównie — co łatwo dostrzec zarówno w tekście, jak i w przypisach do publikacji — na niesprawdzonych przekazach i opiniach z tzw. drugiej ręki. Z istotnym wyjątkiem — z pierwszej ręki i za dobrą monetę brane są informacje i sugestie pochodzące od Ryszarda Murata. (…)
ODPOWIEDŹ AUTORA
Tomasz Brzeziński
Towarzystwo familijne
Informuję, że „wyssanymi z palca wynurzeniami Ryszarda M.” zająłem się wyłącznie w związku z zawiadomieniami złożonymi m.in. w Prokuraturze Generalnej, Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. I tylko dlatego, że na ich podstawie kilka prokuratur (m.in. w Suwałkach i Warszawie-Woli) bada już różne wątki dotyczące „sieci Monkiewicza”.
W artykule chciałem skonfrontować opinie wszystkich bohaterów. Pan, choć kilkakrotnie o to prosiłem, nie udzielił komentarza, choć zarzuty były poważne — groźby karalne kierowane przez funkcjonariusza publicznego. Dziwne, ale Pan się do nich nie odnosi. Czyżby „maniak” Ryszard M. miał rację, opowiadając, że był Pan tego dnia w Ministerstwie Finansów na tzw. obiedzie czwartkowym, a potem na ul. Ordynackiej groził mu Pan, że go załatwi?
Uważa Pan, że dzięki Pańskim działaniom doszło do sanacji PTU, w które zainwestowały państwowe firmy — PTR i Ciech, ale przemilcza, że przy okazji w akcjonariacie tej firmy znalazły się dzięki Panu prywatne spółki (kojarzone z lewicą), które wniosły aportem przewartościowane akcje.
Twierdzi Pan, że w PTU nie ma „ludzi Monkiewicza”. Doprawdy? Jak mogą się czuć, czytając ten list Mirosław Fujarski, prokurent spółki, prywatnie pański szwagier, czy Lech Gosiąrkiewicz, wiceprezes odpowiedzialny w PTU za finanse, od lat Pański najbliższy współpracownik (czy nie piastowali wysokich stanowisk w grupie PZU, gdy był Pan jego prezesem?). Proszę poinformować opinię publiczną, ile razy spotykał się Pan z nimi na „prywatnych” spotkaniach. Kto płacił rachunki? Podobnie, jak za integracyjne imprezy PTU czy pobyty w Gdańsku w trakcie „Dni Szekspirowskich”, sponsorowanych przez PTU, gdzie był Pan gościem? A także o tym, ile z kasy PTU za sprawą pana Fujarskiego wypłacono Markowi Monkiewiczowi i Karolinie Monkiewicz-Święcickiej, Pańskim dzieciom? Czy to nie wystarczy, by wnioskować, aby PTU zmieniło nazwę na Towarzystwo Familijne, a sprawą, oprócz prokuratur, zajęła się komisja śledcza?