Rafał Milczarski, prezes LOT-u, powołany na stanowisko na początku roku, przerwał milczenie i w Krynicy-Zdroju przedstawił strategię narodowego przewoźnika do 2020 r. Potwierdziły się informacje „PB”: za cztery lata linia zamierza obsługiwać 10 mln pasażerów, urosną siatka, flota i liczba pracowników.

LOT chce zwiększyć udziały w rynku, które dziś wynoszą 19 proc., do 25 proc. Oznacza to, że 2020 r. przewiezie ponad dwukrotnie więcej pasażerów niż w 2015 r., gdy było ich 4,3 mln. Linia, która tylko w tym roku otworzyła 23 nowe połączenia, w tym do Tokio, zapowiada kolejne nowości. Od 2012 r. przewoźnik musiał ciąć siatkę, bo pod tym warunkiem Komisja Europejska zgodziła się na pomoc publiczną (dwie transze: 400 mln zł i 127 mln zł).
- Rejsy dalekodystansowe to najbardziej dochodowa część biznesu lotniczego, a LOT jako jedyna linia w regionie ma potencjał, by je rozwijać. Koncentrować będziemy się głównie na rozwoju połączeń do Ameryki Północnej oraz do najważniejszych ośrodków biznesowych w Azji. Szczególnie interesujące z naszej perspektywy są połączenia do Azji Centralnej i na Bliski Wschód. Położenie geograficzne Warszawy pozwala na stworzenie bezkonkurencyjnej oferty połączeń do krajów takich jak Kazachstan czy Iran – mówi Rafał Milczarski.
Za kilka tygodni LOT otworzy połączenie do Seulu, w przyszłym roku kolejne połączenie do Ameryki Północnej – do Newark. Rejsy na drugie lotnisko Nowego Jorku będą obsługiwane początkowo cztery, a następnie pięć razy w tygodniu od początku sezonu letniego 2017.
- W miarę otwierania kolejnych połączeń dalekiego zasięgu przybywać będzie połączeń krótkodystansowych, szczególnie z regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Zakładamy, że odsetek pasażerów transferowych, czyli tych, którzy korzystają z przesiadek w Warszawie, wyniesie w 2020 r. około 50 proc. – zapowiada prezes LOT-u.
To, jego zdaniem, oznacza wyzwanie dla Lotniska Chopina, które w okolicach 2020 r. będzie zbliżać się do granic przepustowości.
- LOT będzie w najbliższych latach kontynuować rozwój hubu na Lotnisku Chopina w Warszawie, ale docelowo konieczne będzie przeniesienie oferty na inne, centralnie zlokalizowane lotnisko w Polsce – mówi Rafał Milczarski.
LOT zapowiada poszerzenie floty. W 2020 r. zamierza mieć 70 maszyn, w tym 16 dreamlinerów i 15 nowych samolotów wąskokadłubowych, w których będzie powyżej 150 miejsc. Firma zastosuje leasing operacyjny.
- Już w przyszłym roku do naszej floty dołączy kilka pierwszych egzemplarzy nowych maszyn wąskokadłubowych. Jesteśmy na ostatnim etapie negocjacji w tej sprawie. Do tego spodziewamy się dostawy dwóch nowych Boeingów 787 Dreamliner. Docelowo będziemy dążyć do uproszczenia i ujednolicenia naszej floty – tłumaczy Rafał Milczarski.
Z informacji „PB” wynika, że największe szanse ma Boeing, który przedstawił najlepszą ofertę na dostawę samolotów wąskokadłubowych – 8 mln USD w gotówce na narzędzia, części i szkolenia. LOT miałby wyleasingować w przyszłym roku sześć boeingów 737-800, a potem zastępować je nowymi maszynami nowej generacji (Max), które będą produkowane dopiero od 2018 r.
LOT już w czerwcu zaczął zarabiać na lataniu. Obiecuje dalszy wzrost efektywności kosztowej mierzonej jako cenę za kilometr na fotel (siedzeniokilometr) – z 6,51 USc/ASK, co już jest świetnym wynikiem dla linii tradycyjnej, do 5,5 USc/ASK.
Firma zapowiada też zatrudnienie 400 nowych pilotów i ponad 1 tys. nowych członków personelu pokładowego.
LOT zamierza walczyć o klienta promocjami i bezpłatnymi dodatkowymi usługami, np. przewiezienia bagażu czy poczęstunku na pokładzie. LOT rozbuduje sprzedaż: liczy na agentów, którzy sprzedają większość oferty dla firm i stronę lot.com, która ma być źródłem ofert dla pasażerów najbardziej wrażliwych na cenę. Firma będzie regularnie mierzyć poziom zadowolenia pasażerów.