Ludzie mają ogromne serca

opublikowano: 21-03-2022, 16:57

Każdy przynosił to, co mógł: ubrania, kosmetyki, jedzenie, wózki dla małych dzieci. To było bardzo wzruszające – mówi Dominika Pietrzak, współwłaścicielka hotelu U Pietrzaków w Zielonce, który przyjął kilkadziesiąt mam z dziećmi z Ukrainy.

Budzi się pani rano w czwartek 24 lutego...

Tak naprawdę to obudziła mnie moja siostra, która zadzwoniła do mnie nad ranem, wypowiadając tylko jedno słowo: „Weszli”. W tym momencie moje życie wywróciło się do góry nogami. Bo oprócz prowadzenia biznesu jestem mocno zaangażowana politycznie i społecznie, śledzę to, co się dzieje w Polsce i na świecie. Przyznaję, że do końca wierzyłam, iż Rosja nie pozwoli sobie na inwazję, że napięcie złagodzi dyplomacja... Wyszło inaczej.

Kiedy podjęła pani decyzję, że pomoże Ukraińcom uciekającym przed wojną? Tego samego dnia?

24 lutego był dla mnie wyrwany z życia. Bateria w telefonie padła mi po godzinie – cały czas śledziłam serwisy informacyjne i media społecznościowe. Decyzja o pomocy zapadła następnego dnia. Razem z moimi rodzicami czuliśmy, że musimy coś zrobić. Bezczynność w obliczu tak wielkiej tragedii wykończyłaby nas. I choć wciąż zmagaliśmy się ze skutkami koronawirusowych lockdownów, postanowiliśmy, że oddamy trzy pokoje uchodźcom z Ukrainy.

W sobotę, 26 lutego, napisałam na firmowym Facebooku o naszej propozycji. I po kilku minutach telefony zaczęły się urywać! Te trzy pokoje zakwaterowaliśmy w niecałe pół godziny.

Co było dalej?

Dla nas był to jasny sygnał. Uruchomiliśmy listę rezerwową, bo wówczas nie wiedzieliśmy, czy możemy sobie pozwolić na więcej. Hotel przecież musi na siebie zarabiać – wciąż nocują w nim klienci długo- i krótkoterminowo. Nie chciałam, aby się od nas odwrócili. Nie mieliśmy jednak serca odmawiać kobietom, które dzwoniły do nas z płaczem. Dlatego w poniedziałek zdecydowaliśmy, że oddamy ukraińskim uchodźcom 14 pokoi. To połowa naszego hotelu.

Ile osób z Ukrainy obecnie w nim przebywa?

52 osoby. Mamy z dziećmi.

Jak wygląda ich zakwaterowanie?

Mają pełen węzeł sanitarny, tzn. w pokojach są łazienki z prysznicami. Zapewniamy im pełne wyżywienie: śniadania, obiady i kolacje. W tym celu jedną z naszych sal szkoleniowych przerobiliśmy na stołówkę. Oprócz tego cały dzień działają bufety napojowe i kawowe.

Widząc, jakie są potrzeby naszych gości, natychmiast rozpoczęliśmy dwie zbiórki – finansową i rzeczową. Odzew przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. Każdy przynosił do hotelu to, co mógł: ubrania, kosmetyki, jedzenie, wózki dla małych dzieci. Przychodziły do nas nawet emerytki z własnym pieczywem. To było bardzo wzruszające. Naprawdę ludzie mają ogromne serca. Pomoc firm jest również nieodzowna. Jedną z pierwszych była Sun Chemical, oferując pomoc rzeczową i finansową. Za to chylę jej czoła.

Musimy też pamiętać, że ukraińskie dzieci, choć dotknięte wojną, są wciąż dziećmi – też potrafią się nudzić. Dlatego urządziliśmy w hotelu kącik zabawowy. Ponadto zorganizowaliśmy stół do ping-ponga, a nawet dostaliśmy najnowszą konsolę do gier PlayStation – dzieci i młodzież grają w „FIFĘ”, mają też ukraińskiego Netflixa. Poza tym organizujemy im czas wolny poza hotelem: treningi piłkarskie i karate, naukę pływania na basenie w Markach. Nie mogą narzekać na nudę. Cały czas coś się dzieje. W planach są wyjazdy do zoo i Centrum Nauki Kopernik w Warszawie.

Co z barierą językową?

Mamy szczęście, bo panie z Ukrainy mówią dobrze po polsku. A jak pojawia się bariera językowa, to korzystamy z Google Translate lub rozmawiamy na migi (śmiech). Zresztą polski i ukraiński to bliskie sobie języki, więc nie ma większych problemów z komunikacją. Jesteśmy wielką polsko-ukraińską rodziną, wszędzie są ciocie (śmiech). Jeśli chodzi jednak o sprawy formalne, np. nadanie numeru PESEL, poprosimy o pomoc tłumacza. Chcemy to zrobić na spokojnie.

Temat wojny jest poruszany?

Każda z tych rodzin ma swój czas na poradzenie sobie z emocjami. Oczywiście pojawiają się łzy, wycofanie, milczenie. Nasi goście są zdystansowani, ale my to rozumiemy. Nieproszeni nie podejmujemy tematu, bo i po co? Co innego, jeśli ktoś będzie miał taką potrzebę. Pojawia się troska o mężów, którzy zostali w Ukrainie, czasem ktoś powie, że bomby spadły w pobliżu jej wioski lub miasta. Żyjemy jednak naszą codziennością – trzeba zrobić pranie, przygotować dzieci do szkoły.

Czy empatia i solidarność zostaną z nami na dłużej?

Myślę, że ta fala się wyczerpie. Polaków cechuje fantastyczny zryw i chęć do działania. To wspaniałe, ale na dłuższą metę potrzebujemy rozwiązań systemowych – na szczeblu zarówno samorządowym, jak i centralnym. Pomoc nie może być tylko oddolna, bo prędzej czy później pojawią się tarcia.

Jak ludzie mogą wam pomóc? Czego teraz najpilniej potrzebujecie?

Najbardziej – środków finansowych i jedzenia. Jesteśmy wdzięczni za każde ubranie i zabawkę, ale prawda jest taka, że nie nakarmimy tym naszych gości z Ukrainy. Na naszej stronie internetowej jest numer konta, gdzie można składać darowizny. Prosimy też o artykuły spożywcze: mąkę, olej, cukier. Jest też trzeci sposób – odwiedzać naszą hotelową restaurację, dać nam zarobić, a my te pieniądze przeznaczymy na pomoc.

Wsparcie finansowe dla hotelu U Pietrzaków można wpłacać na konto: Alior Bank 08 2490 0005 0000 4530 2244 1664, w tytule przelewu należy wpisać „Darowizna na pomoc Ukrainie”.

Marki pomagają Ukrainie

W lutym Rosja zaatakowała Ukrainę. Wiele osób opuściło państwo, na które spadły rosyjskie pociski i rakiety. Z pomocą ruszyło podwarszawskie miasto Marki, w którym obecnie przebywa 1,5 tys. uchodźców, głównie kobiety z dziećmi.

Jak mieszkańcy mogą przekazać dary Ukraińcom? Należy je dostarczyć do hali widowiskowo-sportowej im. Bożeny Markiewicz przy ul. Dużej 3. Magazyn jest czynny w dni powszednie od 17.00 do 21.00, w soboty od 12.00 do 16.00. Najpotrzebniejsze rzeczy, które można zostawiać w oznaczonych kartonach, to jedzenie (konserwy, mąki, oleje, kasze gryczane), materiały higieniczne (szczoteczki do zębów, podpaski, pieluchy), materiały opatrunkowe, podstawowe leki, wózki dziecięce, łóżka turystyczne, ubrania (głównie kobiece) i zabawki.

  • Odzież podlega selekcji. Wolontariusze sprawdzają, czy dane ubranie nadaje się do użytku, bo zdarza się, że ktoś traktuje zbiórkę jako okazję do przewietrzenia szafy. Pamiętajmy, przynośmy rzeczy takie, jakie sami byśmy chcieli otrzymać w takiej sytuacji apeluje Tadeusz Markiewicz, rzecznik prasowy miasta.

Podkreśla, że każdą rzecz uchodźcy mogą odebrać bezpłatnie.

  • Wychodzimy z założenia, że skoro dostaliśmy je za darmo, to oddajemy je za darmo.

Jeśli chcemy wspomóc finansowo uchodźców, gmina prosi o wpłaty na konto Mareckiego Stowarzyszenia Gospodarczego, nr konta 74 1090 1753 0000 0001 4982 6804, w tytule przelewu należy wpisać „Marki dla Ukrainy”.

Na tym nie koniec pomocy dla uchodźców. Dzieci w wieku 7–18 lat mają prawo do bezpłatnej nauki w szkole. Informacje pod numerem +48 22 34 74 708 lub e-mail na adres: ukraina–[email protected]

Do tego Marki wspólnie z Warszawą przyjęły, że komunikacja miejska w obu miastach oraz przejazdy pociągami są bezpłatne dla osób z ukraińskim paszportem. Zamiast biletu wystarczy dokument tożsamości potwierdzający ukraińskie obywatelstwo. Darmowe przejazdy pociągami dla Ukraińców wprowadziły też Koleje Mazowieckie oraz PKP Intercity.

Na terenie miasta działa kilka centrów pomocy uchodźcom, a szkoły i kluby sportowe zapraszają dzieci i młodzież na treningi.

Numery PESEL dla wojennych uchodźców nadaje marecki ratusz.

  • Uczynimy wszystko, by obsługa była sprawna. Musimy sobie jednak zdać sprawę, że w przypadku mieszkańca Ukrainy wydanie jednego numeru PESEL może zająć 3040 minut. Dlatego uprzedzamy, że z całą pewnością nie będziemy w stanie obsłużyć wszystkich chętnych w perspektywie nadchodzących dni informuje Anna Marchlik, sekretarz miasta.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane