Magia liczb mąci umysły

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2009-09-07 00:00

Generalnie liczby nie kłamią. Ale całej prawdy też nam nie mówią, a już na pewno nie te podawane przez polityków. Czy zapowiadany przez rząd przyszłoroczny deficyt budżetu na poziomie 52 mld zł to ogromna dziura czy — jak mówi minister — "poziom kontrolowany"? Z jednej strony to niewiele — rząd tłumaczy, że to tylko 3,8 proc. PKB (zdarzały się lata, gdzie deficyt sięgał 5 proc.) Ale z drugiej strony, to i tak trzykrotnie więcej, niż miało być w tym roku. Czy zapowiadane 7 proc. PKB deficytu finansów publicznych to dużo? W wielu innych krajach UE taki poziom przyjęto by z pocałowaniem ręki. Ale rok temu taka prognoza mroziłaby krew w żyłach. Czy rewizja do 1,2 proc. wzrostu PKB może cieszyć? Chyba tak, dotąd rząd zakładał 0,5 proc. Tyle tylko, że różnica 0,7 pkt proc. to niemal błąd statystyczny — według polskiego sposobu liczenia nasz PKB wzrósł w minionym kwartale o 1,1 proc., ale Amerykanom (licząc po swojemu) wyszłoby 2,0 proc.

Jaką zatem prawdę można wyczytać z liczb płynących z państwowej kasy? Niestety smutną, niezależnie od tego, jak silnie rząd będzie nas przekonywał, że nie jest źle. Finanse publiczne są dziedziną gospodarki zdecydowanie najmocniej dotkniętą przez zawirowanie w światowych finansach. Na naszych oczach sprawdza się najczarniejszy scenariusz, przed którym ostrzegali ekonomiści przez wiele lat — braki finansowe państwa rosną w dramatycznym tempie, a rząd ma związane ręce, ponieważ system fiskalny jest sztywny, a żadnej ekipie (również obecnej) nie starczyło odwagi, by w porę to zmienić. Pocieszeniem jest fakt, że i tak jesteśmy jedynym krajem Unii, który uniknął recesji. Strach pomyśleć, co by było, gdyby było inaczej.

Możesz zainteresować się również: