Magiczna góra żelastwa

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-03-28 00:00

Miała zrobić wrażenie na publiczności, a potem zostać rozebrana. A jednak stoi do dziś i jest znakomitym interesem.

Miała zrobić wrażenie na publiczności, a potem zostać rozebrana. A jednak stoi do dziś i jest znakomitym interesem.

Trzeba było czymś zadziwić ludzi, tym bardziej że wystawa światowa przypadała w setną rocznicę rewolucji francuskiej. Na pierwszej — w Londynie w 1851 r. rywale zza kanału oczarowali publiczność kryształowym pałacem.

Pojawiały się lepsze i gorsze pomysły, m.in. wybudowanie wysokiej na 300 m gilotyny, co byłoby skądinąd nawiązaniem do okrągłej rocznicy rewolucji. Wybrano pomysł inżyniera i konstruktora Gustawa Eiffla (na zdjęciu u góry) — stalową wieżę o wysokości ponad 300 m.

Szybko i wysoko

Eiffel zyskał nad konkurentami przewagę, bo miał gotowy projekt. W dodatku nie swój, lecz młodego, pracującego w jego biurze inżyniera Marice’a Koechlina. Nie było jednak mowy o kradzieży pomysłu — szef wniósł sporo w ostateczny projekt, który opatentowali we wrześniu 1884 r. Trzy miesiące później Eiffel odkupił prawa autorskie do wieży.

Początkowo miała stanąć okrakiem nad Sekwaną, ale okazało się, że nadrzeczny grunt nie byłby pewnym podłożem. Ostatecznie po przejrzeniu 107 lokalizacji wybrano Pola Marsowe. W połowie 1887 r. rozpoczęła się budowa. Kierował nią Koechlin. W niespełna dwa lata 250 robotników zbudowało najwyższą wówczas konstrukcję na świecie, co można by zadedykować np. budowniczym terminalu na Okęciu. 31 marca po mozolnej wspinaczce po ponad 1700 schodach delegacja z Gustawem Eifflem zatknęła na szczycie flagę francuską.

Szkaradny złom

Paryżanie, zwłaszcza środowiska artystyczne, uważały konstrukcję za szkaradną kupę żelastwa, która „dominuje nad Paryżem, jak komin gigantycznej czarnej fabryki, a jego barbarzyńska masa przygniata i upokarza wszystkie nasze pomniki i umniejsza wagę naszej architektury, która właśnie znikać będzie przed tą głupotą”.

Po wystawie wieża miała zostać rozebrana, ale ocaliła ją umieszczona na jej szczycie stacja meteorologiczna. O jej losach zadecydowały też pieniądze. W pół roku, odkąd otwarto ją dla publiczności, zwróciła 75 proc. kosztów budowy (7,8 mln franków).

Dziś jest najczęściej odwiedzanym obiektem turystycznym na świecie. Odwiedziło ją 200 mln turystów (z czego połowa w ostatnich 20 latach). Chociaż konserwacja jest kosztowna — na malowanie co siedem lat potrzeba np. 50-60 ton farby, to przecież nie zarzyna się kury znoszącej złote jajka. A wieża, za sprawą ciągle nowych anten stale rośnie — ma już 324 m.

Tylko w Paryżu

Przyciąga też różnych oryginałów. W 1911 r. austriacki krawiec Franz Reichelt wykorzystał ją, by wypróbować płaszcz swojej konstrukcji, który miał spełniać również funkcję spadochronu. Próba się nie udała, a Reichelt stał się jednym z pierwszych laureatów nagrody Darwina, przyznawanej za najbardziej idiotyczną śmierć.

Kusiła samobójców (w sumie około 400). Pierwsi z nich wykorzystywali stalowego olbrzyma, by się na nim powiesić. Byli jednak szczęśliwcy, którym udało się przeżyć. Legenda głosi, że w latach 30. załamana kobieta rzuciła się z pierwszego tarasu (57 m), ale spadła na przejeżdżający akurat samochód z plandeką. Rok później poślubiła kierowcę. Takie rzeczy mogą się zdarzyć tylko w Paryżu. Pod wieżą Eiffla oczywiście.

Możesz zainteresować się również: