Mała, ale z charakterem

Elżbieta Sawicka
opublikowano: 2007-05-25 00:00

Zielona i wilgotna. Zaskakująca na każdym kroku. Cicha i spokojna. Przyciąga prawdziwych turystów.

Pięć razy mniejsza od Majorki. Mieszkańców dziesięć razy mniej.

Z kompleksem niższości? Nic podobnego.

Zielona i wilgotna. Zaskakująca na każdym kroku. Cicha i spokojna. Przyciąga prawdziwych turystów.

W latach 60. XX w. Hiszpania przeżywała niebywały boom turystyczny. Na Majorce wyrosły błyskawicznie potężne wielopiętrowe hotele. Samoloty z turystami lądowały jeden za drugim, a na całodobowych dyskotekach przy głośno ryczącej muzyce bawiło się pół Europy, popijając sangrię i mocniejsze trunki. Minorka tymczasem trochę zaspała i została w ogonie. Dziś jej mieszkańcy mogą sobie gratulować z tego powodu.

Zielono jak w Irlandii

Trudno nazwać Minorkę wyspą dziewiczą, nietkniętą przez komercjalizację, jednak zdołała ocalić wiele ze swego naturalnego piękna. Wieżowce z betonu i szkła nie psują nadmorskiego pejzażu, nie nastąpiła międzynarodowa inwazja birbantów, wyspiarską stolicą seksu Minorka także nie została.

I chwała Bogu. Na spokojną wyspę chętnie przyjeżdżają rodziny z dziećmi, dobrze czują się tu miłośnicy pieszych, rowerowych i konnych wędrówek. Przede wszystkim zaś to raj dla miłośników przyrody — w 1993 r. Minorka została uznana za rezerwat biosfery UNESCO. Jako jedyna wyspa Balearów.

Wyspa o kształcie bumeranga ma 216 km wybrzeża i aż 130 calas — tak nazywane są małe lazurowe zatoczki z plażami. Zróżnicowana geologicznie: na północy czerwony piaskowiec, na południu wapienie. Płaska: najwyższe wzniesienie, Monte Toro, ma tylko 357 m. Łagodnie pofalowana.

Bardzo zielona i wilgotna, chwilami przypomina Irlandię. Pola okalają kamienne murki. Na łąkach pasą się krowy, owce i piękne czarne konie. Zdarza się deszcz i silny wiatr (tramontana), ale latem pogoda zwykle dopisuje.

Szklaneczka dżinu

Nie tylko krajobraz decyduje o uroku Minorki, także jej tradycja. Gdzie indziej na Balearach mówi się na pożegnanie „bye-bye”, na okna „winderes”, a na bitwę „battle”? Gdzie można zobaczyć domy jakby żywcem przeniesione z georgiańskiej Anglii, oszklone balkony i gilotynowe, otwierane pionowo okna? Wyłącznie na Minorce.

Gdzie z upodobaniem produkuje się i popija dżin? Także tutaj. Sto lat brytyjskiej okupacji nie pozostało bez śladu. Do dziś można w Maó oglądać wielkie miedziane kadzie w XVIII-wiecznej destylarni dżinu Xoriguer.

Okupantów Minorkijczycy wspominają różnie. Najlepiej Richarda Kane’a — pierwszego brytyjskiego gubernatora. Przyzwoity facet — mówią o nim. Kochał wyspę. Zreformował rolnictwo i edukację, zbudował pierwszą prawdziwą drogę łączącą Maó z Ciutadellą, ściągając podatki od handlu alkoholem. Sprowadził nowe rasy krów i owiec ze Szkocji. Próbował też założyć sady owocowe, marzyły mu się śliwy i jabłonie. To się jednak nie udało. Zbyt jałowa gleba. Za dużo soli, za dużo wiatru. Nawet oliwki tego nie wytrzymują — dziczeją.

Majonez i sławny ser

Skąd w ogóle wzięli się tu Brytyjczycy? Skorzystali z okazji podczas trwającej na początku XVIII w. wojny sukcesyjnej w Hiszpanii. Zajęli Minorkę w 1708 r. i władali nią prawie sto lat. W pewnym momencie wykurzyli ich stąd Francuzi. Panowali na wyspie tylko siedem lat, zdążyli jednak zbudować miasteczko Sant Lluis i dokonać ważnego wynalazku kulinarnego. Francuski kucharz dowódcy wojska oblegającego Mahón wymyślił pewnego dnia majonez. Salsa mahonesa, czyli sos z Mahón, szybko zrobił światową karierę.

Sławny jest też ser — queso Mahón, tradycyjny produkt eksportowy Minorki. Wyrabia się tu poza tym buty, paski i skórzane torebki. Popularne, także wśród turystów, są abarcas — chłopskie skórzane sandały. Tradycyjne tylko czarne i brązowe, współczesne — we wszystkich możliwych kolorach.

Muzeum pod niebem

Po całej wyspie rozsiane są tajemnicze megality, podobne do tych z Sardynii i w Stonehenge w Anglii. Gołym okiem można rozróżnić trzy typy prehistorycznych budowli. Talajoty — jest ich najwięcej, około 70 — to zazwyczaj okrągłe stożkowate wieże, pełniły funkcje obronne. Taule, budowle przypominające kształtem literę T, złożone z dwóch wielotonowych głazów, wysokie na 4-5 metrów, są najbardziej fascynujące i zagadkowe. Jest ich na wyspie 30. Uczeni spierają się o ich przeznaczenie. Prawdopodobnie były miejscami kultu religijnego — w pobliżu znaleziono rzeźbione figurki, m.in. byka. Ale może miały coś wspólnego z księżycem i pełniły także funkcję kalendarzy?

Navety mają kształt łodzi odwróconych do góry dnem i były używane jako zbiorowe grobowce. Dwupiętrowe. Na górze układano ciała zmarłych, a kiedy pozostały z nich już tylko kości, przenoszono szkielety na dolny poziom.

Naveta des Tudons w pobliżu Ciutadelli jest jednym z najlepiej zachowanych takich zabytków w Europie. Znaleziono w niej szczątki co najmniej stu osób. Towarzyszyły im codzienne przedmioty: brązowe bransolety, guziki z kości i gliniane naczynia.

Idzie się do tej niepokojącej budowli przez sielskie łąki porośnięte juką, żółtym koprem włoskim i kwiatami podobnymi do anemonów. Kamienne zjawisko bieleje z daleka. Widok niesamowity. Historycy i archeologowie wpadają w zachwyt, ale tutejsi mieszkańcy przechodzą koło navety niechętnie. Miejsce podobno ma złą aurę.

Końska fiesta

Fiesta Sant Joan, wydarzenie roku na wyspie. Wszystkie drogi prowadzą wówczas do Ciutadelli, pełnej uroku starej stolicy, pamiętającej czasy rzymskie i arabskie. Mają tu gotycką Catedral de Santa Maria, pałac biskupi i rozległy Placa d’es Born, plac defilad. Przez trzy dni i noce trwa święto, na które zjeżdżają turyści, fotoreporterzy i telewizja. W zeszłym roku przyjechało 30 tys. gości. Największą atrakcją fiesty są miejscowe czarne konie (rasowe, bardzo szlachetne) i jeźdźcy ubrani w tradycyjne czarno-białe stroje.

Odbywają się pokazy zręczności i pojedynki rycerskie jak na średniowiecznych turniejach, a także popisy tresury i woltyżerki. Gwoździem programu jest jaleo — taniec koni przy muzyce.

Uczestnicy fiesty noszą ze sobą wielkie torby z pustymi w środku orzechami laskowymi i obrzucają się nimi na powitanie. Ulice pokrywa warstwa chrzęszczących skorup. Uwieńczeniem fiesty jest efektowny pokaz sztucznych ogni. A jednak to konie są magnesem przyciągającym tłumy. Kto nie chciałby zo- baczyć tańczącego czarnego rumaka?

Możesz zainteresować się również: