To małe i średnie firmy amortyzują Polakom skutki światowego kryzysu. Kiedy wielkie korporacje i państwowe molochy nie są zdolne do tworzenia nowych miejsc pracy, tę rolę przejmuje small business.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w pierwszym półroczu 2009 r. liczba nowo utworzonych miejsc pracy była w całej gospodarce o 3 proc. mniejsza niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Jednak diametralnie różni się sytuacja w dużych i małych zakładach pracy. O ile w tych pierwszych liczba nowych etatów spadła przez rok o prawie jedną trzecią, o tyle w małych firmach wzrosła o jedną piątą.
- Od początku roku zwiększyliśmy zatrudnienie o połowę. Nie czujemy załamania gospodarczego. Wręcz przeciwnie, cały czas zdobywamy nowych klientów i potrzebujemy nowych ludzi. Hasła „kryzys” używa się zazwyczaj do tłumaczenia własnych błędów i porażek – przekonuje Maciej Kondeja, wiceprezes firmy Ulmo, sprowadzającej ryby i owoce morza, Gazeli Biznesu.
Jak tłumaczą to inni szefowie małych firm? Dlaczego to właśnie
one wychodzą na prostą? W czym wygrywają z dużymi? Odpowiedzi znajdziesz w
dzisiejszym wydaniu „Pulsu Biznesu”