Mali walczą o możliwość importu paliw

Niezależne stacje twierdzą, że nowa koncesja zablokuje im import, natomiast koncerny liczą na eliminację oszustw.

Szukasz pomysłu na biznes? Niezależna stacja paliw nie jest dobrym pomysłem. Ten trudny kawałek chleba będzie jeszcze trudniejszy, kiedy w życie wejdzie nowelizacja ustawy o zapasach, a w szczególności przepisy utrudniające import paliw. Projekt przeszedł już przez Sejm i pod koniec kwietnia trafił do Senatu.

TRUDNY BIZNES: Niezależnych stacji jest na rynku
coraz mniej. W 2013 r. było ich 2,2 tys., czyli o ponad 300 mniej
niż w 2011 r. Część przedsiębiorców zmienia branżę,
część decyduje się przejść pod szyld koncernów, a część dołącza
do grupy stacji niezależnych. [FOT. GK]
Zobacz więcej

TRUDNY BIZNES: Niezależnych stacji jest na rynku coraz mniej. W 2013 r. było ich 2,2 tys., czyli o ponad 300 mniej niż w 2011 r. Część przedsiębiorców zmienia branżę, część decyduje się przejść pod szyld koncernów, a część dołącza do grupy stacji niezależnych. [FOT. GK]

— Proponowane zmiany to jawny skok na kasę. Chodzi tu o zmonopolizowanie obrotu paliwami z zagranicą, aby nikt poza koncernami nie mógł sprowadzać legalnie paliw — twierdzi Marek Pietrzak ze Stowarzyszenia Niezależnych Operatorów Stacji Paliw, zrzeszającej 180 przedsiębiorców.

Chodzi o ten zapis z nowelizacji, który wprowadza nowy rodzaj koncesji dla firm importujących paliwa. Ustawodawca chce w ten sposób ograniczyć szarą strefę, bo to firmy importujące paliwo zza wschodniej granicy są najczęściej podejrzewane o nieodprowadzanie podatku VAT. Problem w tym, że po nowelizacji importerzy będą musieli wykazać się zabezpieczeniem majątkowym w wysokości 10 mln zł.

— Tak duża kwota praktycznie eliminuje małe podmioty. To dyskryminacja — uważa Marek Pietrzak.

Mali gracze nie znajdują zrozumienia po stronie rządowej, dla której priorytetem jest ograniczenie szarej strefy w paliwach, szacowanej przez Ministerstwo Gospodarki na 3-4 mld zł, a przez firmę doradczą EY na 4-5 mld zł rocznie. Nie znajdują też, co naturalne, zrozumienia wśród koncernów paliwowych (PKN Orlen, Shell, Statoil etc.), zrzeszonych w Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN). Szacują one, że szara strefa odbiera im około 12 proc. rynku oleju napędowego.

— 10 mln zł nie powinno być barierą dla małych firm, bo można przecież sięgnąć po gwarancję bankową, której koszt wyniesie od 0,2 do 2,5 proc. tej kwoty. Trzeba tylko wykazać, że prowadzi się uczciwy i przejrzysty biznes — twierdzi Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. analiz rynku paliw w POPiHN. Marek Pietrzak zamierza jeszcze walczyć o to, by do szarej strefy zastosować inny oręż, np. zwykłe kontrole na granicy albo skarbowe w firmach importujących paliwa.

— To by wystarczyło. Trudno mi uwierzyć w szacunki wskazujące na to, że około 100 beczek paliwa wlewa się nielegalnie do kraju i na granicy nikt tego nie dostrzega. Rozmiar szarej strefy nie jest tak wielki — uważa Marek Pietrzak.

Jeśli mu się nie uda, niezależne stacje paliw będą nadal wykruszać się z rynku. Z danych POPiHN wynika, że w 2013 r. było ich 2,2 tys., w 2011 r. ich liczba sięgała 2,52 tys.

— Przedsiębiorcy albo w ogóle zmieniają branżę, albo przechodzą pod szyld koncernów, albo dołączają do grupy stacji niezależnych. Rząd powinien wziąć to pod uwagę, bo nasz sektor zatrudnia 40 tys. osób — podkreśla Marek Pietrzak. Łączna liczba stacji paliw, z uwzględnieniem sieci należących do koncernów, nieznacznie maleje. W 2013 r. na rynku funkcjonowało 6745 stacji, podczas gdy w 2011 r. było ich 6771.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Mali walczą o możliwość importu paliw