Martwe dusze straszą przychodnie

Alina Treptow
opublikowano: 2013-10-09 00:00

Jeśli wejdą w życie nowe przepisy, rynek podstawowej opieki zdrowotnej skurczy się o 500-600 mln zł. Część lecznic tego nie przetrwa — alarmuje branża

Choć sezon grypowy już się zaczął, to nie on spędza sen z powiek placówkom medycznym, zajmującym się podstawową opieką zdrowotną (POZ). Największym problemem przychodni jest dzisiaj zarządzenie prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), w ramach którego od 1 stycznia 2014 r. z listy pacjentów poszczególnych lecznic zostaną wykreślone tzw. martwe dusze, czyli osoby widniejące w systemie eWUŚ (elektroniczna weryfikacja uprawnień świadczeniobiorców) jako osoby nieubezpieczone. Według danych Ministerstwa Zdrowia, jest ich w systemie około 8 proc. Dla placówek medycznych ich brak na liście pacjentów oznacza mniejsze przychody, ponieważ w ramach POZ przychodnie dostają stałą stawkę za chorego niezależnie, czy przychodzi się leczyć czy nie.

— Szacujemy, że od 1 stycznia 2014 r. rynek skurczy się o 500-600 mln zł i będzie nadal spadał, co najdotkliwiej odczują małe przychodnie. Są takie, gdzie potencjalni pacjenci do skreślenia stanowią kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt procent. Te placówki po wejściu nowego zarządzenia NFZ mogą się zamknąć. Pozostałe będą zmuszone ciąć koszty, co będzie wiązało się m.in. ze zwolnieniami — alarmuje Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego, zrzeszającego 13 tys. lekarzy.

Powtórka sprzed 10 lat

Jego zdaniem, jeśli NFZ wprowadzi zarządzenie w obecnym kształcie, lekarze podlegający pod zielonogórskie porozumienienie podpiszą kontraktów na 2014 r. Podobna sytuacja zdarzyła się 10 lat temu (więcej o niej w ramce). Placówki medyczne zwracają uwagę, że tzw. martwe dusze często zostały pogrzebane za wcześnie. Choć widnieją w systemie eWUŚ jako osoby nieubezpieczone, to zdarza się dosyć często, że opieka medyczna się im należy. Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia (PPOZ), twierdzi, że są to często kobiety w ciąży, z małymi dziećmi czy studenci. Nie ma jednak danych, ile jest takich osób.

— System eWUŚ nie działa jeszcze jak należy, ale od nowego roku będzie miał znaczący wpływ na przychody przychodni. Dla przykładu, w prowadzonej przeze mnie lecznicy liczba pacjentów skurczy się z 8 do 7 tys., co będzie miało realny wpływ na jej wyniki finansowe. Warto dodać, że w odróżnieniu od szpitali przychodnie nie będą się zadłużać, ponieważ znaczna część z nich należy do lekarzy, którzy w razie jakichkolwiek problemów odpowiadają nie tylko majątkiem przychodni, ale także własnym — mówi Bożena Janicka.

Długa lista zarzutów

Jej zdaniem, na propozycjach NFZ straci cały system, a mniejsze przychody lecznic spowodują, że mniej będzie zarówno przyjęć pacjentów, jak i przeprowadzonych badań.

— Obawiam się, że przychody, podobnie jak liczba martwych dusz, będzie rosnąć. Dla przykładu: tych ostatnich było w kwietniu bieżącego roku 7,1 proc., obecnie 8 proc. — mówi Bożena Janicka.

To nie koniec zarzutów wobec nowego zarządzenia funduszu. Jacek Krajewski zwraca uwagę, że dokłada ono kolejne obowiązki personelowi medycznemu oraz zwiększa biurokrację. Na tę ostatnią narzeka m.in. Joanna Szyman, prezes Scanmedu, prowadzącego, m.in. przychodnie akademickie.

— Szczególnie w przypadku małych praktyk lekarskich personel medyczny może mieć mniej czasu dla pacjenta. Zarządzenie odbieram natomiast jako próbę przerzucenia odpowiedzialności za weryfikację praw pacjenta do ubezpieczenia na gabinety lekarskie. Co do Scanmedu, dzięki zdywersyfikowanym przychodom nie powinniśmy odczuć znacząco konsekwencji finansowych nowych regulacji — mówi Joanna Szyman.

Lekarze próbują zablokować nowe zarządzenie wszystkimi możliwymi sposobami. Bożena Janicka twierdzi, że PPOZ alarmował o sprawie nie tylko resort zdrowia, ale także premiera i prezydenta.

Porozumienie Zielonogórskie nadal negocjuje z NFZ.

— Jeszcze zostało trochę czasu i liczymy, że uda się dojść do porozumienia — twierdzi Jacek Krajewski. Komentarza NFZ nie udało się nam wczoraj uzyskać.

Powtórka z historii
Wokół POZ było głośno 10 lat temu, kiedy regulator postanowił dołożyć lecznicom dodatkowe obowiązki, związane z całodobową opieką nad pacjentami. Przychodnie nie chciały się na to zgodzić, ponieważ nie otrzymały na ten cel dodatkowych funduszy. Kwestie finansowo-organizacyjne doprowadziły do tego, że na początku 2004 r. nawet połowa lekarzy nie podpisała umów z NFZ. Znaczna część gabinetów i przychodni została zamknięta. Kryzys został zażegnany po 40-godzinnych rozmowach lekarzy z Ministerstwem Zdrowia. Resort przychylił się do ich stanowiska.

 

OKIEM EKSPERTA
Polityka spychologii

MAREK WÓJCIK
ekspert ds. rynku medycznego Związku Powiatów Polskich

Założenia NFZ są dobre — pacjenci nie powinni płacić za leczenie osób, które nie mają ubezpieczenia. Jednak wprowadzenie tej zasady musi odbyć się pod pewnymi warunkami. Najważniejszy to sprawny system weryfikacji praw do publicznego leczenia. System eWUŚ uważam za dobry, jednak jeśli są w nim błędy, nie powinny za nie płacić placówki medyczne. Kompletna spychologia — to administrator systemu powinien brać za to odpowiedzialność, a nie lekarz, który zamiast poświęcać czas pacjentowi, będzie go marnował na potwierdzenie i udowodnienie czegoś, co powinien zrobić ktoś inny.

Możesz zainteresować się również: