Mazowszanka: oporne WZS
BEZ WIARY: Robert Mirko, prezes Mazowszanki, powoli traci wiarę, że uda się jeszcze przekonać spółdzielców o konieczności wyboru inwestora. — Pracownicy czują jeszcze siłę naszej marki, ale bez inwestycji na promocję rynek łatwo o niej zapomni — martwi się prezes. fot. G. Kawecki
Zarząd warszawskiej spółdzielni Mazowszanka, producenta wody mineralnej, traci już wiarę, że jej członków uda się przekonać do inwestora strategicznego.
Na walnym zgromadzeniu spółdzielców we wrześniu kolejny raz spółdzielcy będą głosować, czy chcą przekształcić Mazowszankę w spółkę z udziałem inwestora. Do tej pory, mimo starań kolejnych zarządów, nie udało się tego przeforsować. Spółdzielcy tłumaczyli się brakiem gwarancji inwestycyjnych.
— Trudno zgodzić się na zmiany, nie wiedząc dokładnie, co się za nimi kryje. Przed najbliższym walnym zgromadzeniem członkowie spółdzielni zapoznają się z projektem inwestycji przygotowanym przez inwestora — tłumaczy Grażyna Pawłowska, przewodnicząca rady nadzorczej Mazowszanki.
Od zgody na przekształcenie do spółki daleka droga. Spółdzielni nie można przekształcić bezpośrednio. Trzeba ją zlikwidować i na bazie majątku powołać nowy podmiot.
Do tej pory jedyną spółdzielnią spożywczą, która jest gotowa do samolikwidacji, jest lubelska Solidarność. Zawiązała spółkę, do której zamierza wnieść swój majątek tuż po uruchomieniu likwidacji. Na takie posunięcie mogliby zdecydować się pracownicy Mazowszanki. Jednak nie podoba się im oferent, z którym rozmawia zarząd.
Podobno inwestor na razie podtrzymuje swoją propozycję i jest skłonny jeszcze poczekać. Nie wiadomo jednak, jak długo jeszcze.
To trzecia próba wprowadzenia inwestora do Mazowszanki. Dwa razy pracownicy zablokowali decyzję zarządu. Pierwszy raz w 1996 roku. Drugi raz nie doszło do porozumienia w ubiegłym roku. O wejście do Mazowszanki starała się Kuchnia Polska. Inwestor nie wzbudził jednak zaufania załogi.