mBank broni super marketu

opublikowano: 21-01-2019, 22:00

Stanowisko KNF dotyczące rozliczeń między dystrybutorami funduszy a TFI to cios dla największej platformy sprzedaży. Może oznaczać koniec jej działania w obecnym kształcie

Pod koniec grudnia 2018 r. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) wydała okólnik dotyczący rozliczeń TFI z dystrybutorami funduszy w reżimie dyrektyw MiFID II. W praktyce zakwestionowała w nim sposób funkcjonowania supermarketu funduszy inwestycyjnych mBanku. Za niedopuszczalny uznała sposób obliczania wartości „zachęt” przekazywanych przez TFI dystrybutorom jako ułamka wartości aktywów danego funduszu czy wysokości wynagrodzenia za zarządzanie funduszem. W ten sposób funkcjonują tzw. kick-backi. TFI pobierają z aktywów klientów opłatę za zarządzanie, a jej część przekazują dystrybutorowi za pośrednictwem, którego pozyskały aktywa. Dzięki temu dystrybutor może oferować fundusze klientom detalicznym „za darmo”. Za ich plecami rozlicza się bowiem z TFI, de facto z pieniędzy klientów. Największym dystrybutorem, działającym w tej formule jest mBank ze swoim supermarketem funduszy inwestycyjnych.

Nie widzę powodów ograniczania działalności dystrybucyjnej
poprzez wprowadzanie reguł bardziej restrykcyjnych niż w MiFID II i
nieprzygotowane przejście na opłaty dystrybucyjne pobierane od inwestujących w
fundusze — podkreśla Krzysztof Bratos, dyrektor bankowości prywatnej mBanku.
Zobacz więcej

MIFID II TEGO NIE WYMAGA:

Nie widzę powodów ograniczania działalności dystrybucyjnej poprzez wprowadzanie reguł bardziej restrykcyjnych niż w MiFID II i nieprzygotowane przejście na opłaty dystrybucyjne pobierane od inwestujących w fundusze — podkreśla Krzysztof Bratos, dyrektor bankowości prywatnej mBanku. Fot. Szymon Łaszewski

Czyste jednostki

Z pisma KNF wynika, że supermarket mógłby działać dalej, ale klienci musieliby uiszczać opłaty dystrybucyjne przy kupnie jednostek funduszy.

— Polacy nie są gotowi na taki model. Niektóre kraje europejskie, np. Wielka Brytania, mają negatywne doświadczenia w tym aspekcie. W odróżnieniu od osób zamożnych klienci masowi, pozbawieni wsparcia analityczno-doradczego oraz korzyści płynących z tzw. otwartej architektury produktowej, zaczęli rezygnować z inwestycji. Ten efekt doczekał się nawet nazwy — advice gap — komentuje Krzysztof Bratos, dyrektor bankowości prywatnej mBanku.

Co ciekawe, nowe brzmienie ustawy o funduszach inwestycyjnych nałożyło na TFI obowiązek wprowadzenia jednostek funduszy o opłacie za zarządzanie obniżonej o wysokość zachęt wypłacanych dystrybutorom. W branży finansowej zwane są czystymi jednostkami. Mają być przeznaczone do dystrybucji bezpośredniej przez same TFI.

— Jeśli regulacje miałyby być zaostrzane i docelowo dystrybutorzy mieliby przejść na model opłat pobieranych bezpośrednio od klientów, to muszą mieć dostęp do „czystych” jednostek. Inaczej musieliby pobrać od klienta opłatę dystrybucyjną, jednocześnie sprzedając mu jednostkę o wyższej opłacie za zarządzanie niż dostępna bezpośrednio w TFI — tłumaczy Krzysztof Bratos.

Nasz rozmówca nie chce się wypowiadać na temat dalszych działań mBanku. Podkreśla, że według interpretacji mBanku model działania supermarketu funduszy wypełnia kryteria poprawy jakości obsługi klienta, która to poprawa stwarza furtkę do dalszych rozliczeń w formie kick-backów. Problem w tym, że w grę wchodziłyby tylko okazjonalne zachęty dla dystrybutora (np. za wprowadzenie dodatkowej funkcjonalności), a nie pobierane stale, bo w kwestii kick-backów KNF nie pozostawiła pola do interpretacji. Za niedopuszczalny uznała sposób obliczania wartości „uzasadnionej zachęty” jako „pewnego umownie określonego stałego procenta od wartości aktywów lub wartości aktywów netto danego funduszu lub od wysokości wynagrodzenia za zarządzanie danym funduszem pobieranego przez TFI”.

Dwie opcje w grze

Biorąc pod uwagę obecny stan prawny i interpretację KNF, można sobie wyobrazić dwa warianty rozwoju sytuacji. Pierwszy to masowe objęcie wszystkich klientów supermarketu funduszy doradztwem inwestycyjnym. Taka usługa, w interpretacji nadzorcy rynku, uzasadnia pobieranie stałej opłaty. Klienci podpisaliby umowy o doradztwo i na podstawie ankiet adekwatności otrzymywaliby co jakiś czas zalecenia dotyczące składu portfela. Już jakiś czas temu tą drogą poszły biura maklerskie, gdy KNF zaczęła uznawać, że przekazanie klientowi jakiejkolwiek informacji o papierach wartościowych ma charakter rekomendacji i wymaga świadczenia usług doradczych. Jakość tych porad i to, czy inwestorzy giełdowi dostosowują strukturę portfeli do zaleceń domów maklerskich, to zupełnie inna sprawa. Związanie ich z instytucją finansową formalną umową doradczą pozwala jednak przekazywać im informacje o akcjach i obligacjach, a w przypadku funduszy inwestycyjnych stwarza furtkę do rozliczeń w formie kick-backów. Drugi wariant rozwoju sytuacji to powtórka scenariusza, który rozegrał się za granicą.

— W Wielkiej Brytanii i Holandii zachęty zostały całkowicie zakazane. Powstało tam wiele platform dystrybucyjnych, którym sami klienci płacą rocznie 0,3-0,5 proc. wartości aktywów, którymi dysponują za ich pośrednictwem, a w przypadku usług doradztwa inwestycyjnego — około 1 proc. — mówi Krzysztof Bratos.

W tym wariancie ponownie pojawia się jednak problem braku dostępu dystrybutorów do czystych jednostek. TFI pobierałoby więc opłatę za zarządzanie, a dystrybutor de facto ją powiększał.

Brak korzyści

Na niechęć KNF do kick-backów nakłada się ustawowa obniżka opłat za zarządzanie funduszami. Ma być wprowadzana stopniowo od 2019 r., by w 2022 r. stała opłata za zarządzanie nie przekraczała 2 proc. Jeszcze w zeszłym roku funkcjonowały fundusze, w których było to ponad 4 proc.

— Ograniczenie opłat za zarządzanie uważam za słuszne. Polskie opłaty są wyższe niż w Europie. Należy jednak pamiętać, że w dotychczasowym modelu rozliczeń obniżenie maksymalnej opłaty za zarządzanie to zmniejszenie przychodów nie tylko TFI, ale również dystrybutorów. Kick-backi są przecież wyliczane procentowo od opłaty za zarządzanie — mówi Krzysztof Bratos.

Zdaniem dyrektora z mBanku, jeśli kick- -backi zostaną zakazane, klient na tym nie skorzysta. TFI nie odda mu przecież tej części opłaty, której nie przekaże dystrybutorowi.

— Na regulacji miał skorzystać przede wszystkim klient — uzyskując większą ochronę, lepsze wsparcie, narzędzia, dostęp do szerokiego wachlarza rozwiązań i bardziej konkurencyjną cenę. Ograniczanie dystrybucji zewnętrznej spowoduje jednak efekt odwrotny — tłumaczy Krzysztof Bratos.

Stanowiska skupiającej TFI Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami na temat kick-backów nie udało nam się uzyskać. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu