Początek 2026 r. dostarczył wielu emocji na surowcach i metalach szlachetnych. Złoto i miedź pobiły rekord, srebro zaliczyło największy jednodniowy spadek w swojej historii, a ropa Brent od początku roku poszła w górę o ponad 70 proc.
- Jest to ciekawy czas dla surowców. Zmienia się kształt gospodarki światowej, co wpływa na ceny. Chodzi o np. trend deglobalizacji, czyli zmiany łańcuchów wartości w wyniku agresywnej polityki handlowej Donalda Trumpa. Widzimy też pogłębiający się trend odchodzenia od dolara, co pozytywnie wpływa na cenę surowców denominowanych w tej walucie – mówi Adam Czorniej.
Ogromny popyt, niska podaż
Zdaniem zarządzającego innymi czynnikami napędzającymi popyt na surowce są dekarbonizacja i zmiany technologiczne związane z budową mocy obliczeniowych sztucznej inteligencji. Tylko w tym roku Alphabet (spółka matka Google’a) i Amazon wydadzą łącznie 380 mld USD na budowę centrów danych. To równowartość 38 proc. polskiego PKB w 2025 r.
- Osiągnięcie celu zeroemisyjności do 2050 r. będzie bardzo kosztowne i kreuje zapotrzebowania na różnego rodzaju surowce i metale rzadkie. Popyt pobudzają też ogromne inwestycje w centra danych, dokonywane przez wielkich dostawców usług chmurowych, jak Amazon, Alphabet i Microsoft, którzy z dnia na dzień stali się ogromnie kapitałochłonnymi podmiotami. Łączne prognozowane wydatki inwestycyjne mają sięgnąć 1 bln USD – mówi Adam Czorniej.
Ceny surowców kształtują też wydarzenia o charakterze geopolitycznym.
- Napięcia zwiększyły wydatki na obronność, co zwiększa zapotrzebowanie na surowce, jak stal, aluminium i inne – dodaje Adam Czorniej.
Jednocześnie przyrost podaży metali jest bardzo trudny do osiągnięcia w krótkim czasie.
- Tym sposobem tworzy się asymetria między popytem a podażą, co wytwarza złożone środowisko cenowe – mówi zarządzający funduszami Skarbiec TFI.
Złoto i srebro ulubieńcami spekulantów
28 stycznia cena złota ustanowiła historyczny rekord – 5,48 tys. USD za uncję. Tradycyjnie kruszec odgrywa rolę bezpiecznej przystani, czyli aktywa mającego chronić wartość kapitału w razie wysokiej inflacji lub napięć geopolitycznych. Jednak od wybuchu wojny w Iranie jego cena spadła o 6,6 proc.
- Wojna w Iranie pokazała, że złoto nie zawsze chroni inwestorów przed zaburzeniami geopolitycznymi. Kruszec w ostatnich miesiącach przestał odgrywać rolę bezpiecznej przystani, a zaczął zachowywać się jak inne aktywa o wysokiej zmienności – daje szybkie stopy zwrotu, ale ryzyko spadku też jest wyższe – argumentuje Adam Czorniej.
Inwestorzy zaczęli szukać zabezpieczenia kapitału w dolarze, dodaje ekspert. Od 27 lutego (dzień ataku USA i Izraela na Iran) dolar umocnił się o 2,3 proc. wobec euro i 3,3 proc. wobec złotego. Adam Czorniej tłumaczy reakcję rynku obawami przed rosnącymi cenami ropy i powrotem inflacji.
- W takiej sytuacji kreuje się popyt na aktywa dolarowe, np. obligacje amerykańskie, co naturalnie zwiększa siłę samego dolara. Dalsza ścieżka złota będzie zależeć od decyzji Fedu w sprawie stóp procentowych i ceny ropy – twierdzi Adam Czorniej.
Na celownik spekulantów trafiło też srebro. W pierwszych czterech tygodniach stycznia cena białego metalu rosła jak na drożdżach i zwiększyła się z 72 do 116 USD za uncję (+65 proc.). 30 stycznia doszło do gwałtownego, ponad 30-procentowego spadku do 85 USD.
- Nie jest tajemnicą, że strukturalnie na srebrze jest deficyt, a zapasy są na dziesięcioletnim minimum. Momentem przełomowym było ograniczenie eksportu metalu przez Chiny, ale duża część zmienności ceny była efektem spekulacji. Złoto w pewnym momencie stało się zbyt drogie dla inwestorów indywidualnych w Azji, a ci chcieli wziąć udział w spekulacji na metalach szlachetnych. Padło na srebro – uważa Adam Czorniej.
Ekspert nie wyklucza powrotu podwyższonej zmienności na srebrze.
- Jeżeli wojna na Bliskim Wschodzie się zakończy, to apetyt inwestorów na ryzyko ponownie się zwiększy – dodaje zarządzający Skarbca TFI.
Tyle pieniędzy wpłynęło do do polskich funduszy surowcowych w lutym. To najwięcej od ponad czterech lat.
Ropa spadnie do 80 USD
12 marca cena ropy brent crude przebiła 100 USD za baryłkę pierwszy raz od sierpnia 2022 r. Jeszcze w połowie grudnia za baryłkę płacono 58 USD.
- Ropa poniżej 70 USD to była aberracja. Niska cena była pochodną wstrzymanych projektów wydobywczych w trakcie pandemii. Podaż znacząco przewyższyła popyt, o czym wielokrotnie mówiła Międzynarodowa Agencja Energetyczna – w pewnym momencie mieliśmy 4 mln baryłek dziennie nadpodaży. Na początku roku rynek częściowo się znormalizował po tym, jak podaż została wchłonięta przez m.in. Chiny w celu rozbudowy rezerw strategicznych. Wydaje się, że faktyczne zapotrzebowanie na ropę było niedoszacowane, a teraz mamy niedobór – mówi Adam Czorniej.
W wyniku wojny wojska irańskie zablokowały Cieśninę Ormuz – kluczowy kanał handlowy, przez który przepływa 20 mln baryłek ropy dziennie, czyli jedna piąta globalnych dostaw. Adam Czorniej podkreśla, że dostawcy znaleźli alternatywę.
- Obecnie około 4 mln baryłek płynie ropociągami, które przed wojną nie były w pełni wykorzystywane. Ze światowych rezerw będzie płynęło około 3 mln baryłek dziennie. Dodatkowo zdjęto sankcje na rosyjskie tankowce z ropą, które łącznie wiozą około 127 mln baryłek. Sumując te wszystkie czynniki, dzienny deficyt można ustalić na mniej więcej 10 mln baryłek – tłumaczy Adam Czorniej.
Specjalista oczekuje, że do końca roku konflikt na Bliskim Wschodzie się uspokoi, a cena ropy ustabilizuje w okolicach 80 USD za baryłkę
- To dałoby wzrost rzędu 30 proc. od początku roku – mówi zarządzający Skarbca TFI.
Każde 10 proc. wzrostu ceny ropy przekłada się na około 0,2 pkt. proc. wzrostu inflacji globalnej, dodaje.
- Nawet tymczasowy wzrost rzędu 30 proc. nie groziłby zatem trwałym wzrostem inflacji na miarę szoku z 2022 r. Ponadto państwa reagują na rosnące ceny ropy – państwa G7 wypuściły rezerwy strategiczne, w Polsce Orlen obniżył marże, a w USA zawieszono Jones Act, który do tej pory nie pozwalał tankowcom nieamerykańskim na transportowanie ropy. Reakcja decydentów jest sprawna i widoczna na rynku – mówi Adam Czorniej.
Tona miedzi po 20 tys. USD?
W ostatnich latach koszty wytwarzania miedzi poszły mocno w górę m.in. przez rosnące ceny energii, pracy, czy dotarcia do surowca. Wcześniej miedź wydobywano w dołkach o głębokości 50 m, teraz – nawet do 1 km. Dodatkowo przez kryzys na Bliskim Wschodzie wiele elementów związanych z rafinacją miedzi podrożało, np. kwas siarkowy – wyjaśnia Adam Czorniej.
Jego zdaniem cena czerwonego metalu przekroczy próg 14 tys. USD za tonę. Jak będzie w horyzoncie trzech do pięciu lat?
- Kto wie, być może cena dojdzie do nawet 20 tys. USD. Nie ma dobrego substytutu dla miedzi. Aluminium nie przewodzi tak dobrze prądu. Tymczasem popyt na miedź rośnie. Najwięcej surowca idzie na modernizację sieci przesyłowych. USA i Europa są znacząco w tyle względem Chin – zaznacza Adam Czorniej.
10 mln ton - takiego deficytu w 2040 r. spodziewają się analitycy firmy S&P Global przy wzroście popytu do 42 mln ton. Zdaniem Adam Czornieja coraz większy udział w rocznej produkcji miedzi będzie miała technika przerobu odpadów miedziowych, które obecnie odpowiadają za 6-7 mln ton wydobycia rocznie.
Rosnący deficyt miedzi i zwiększająca się trudność wydobycia będzie prowadzić do konsolidacji w branży górniczej, dodaje zarządzający funduszami Skarbca TFI.
- Łatwiej jest kupić drogiego konkurenta niż otworzyć nową kopalnię. Nowy projekt górniczy to proces, który zajmuje co najmniej dekadę i kosztuje wiele miliardów dolarów. Jest to złożona ścieżka obwarowana ryzykiem prawnym, logistycznym i środowiskowym. Na końcu zawsze pozostaje ryzyko rynkowe co do trwałości cen. W związku z tym firmom działającym na rynku zależy na stabilnych, wysokich cenach w długim horyzoncie czasu, by móc wypracować jak najlepszą wewnętrzną stopę inwestycji. Średnia w branży wynosi 10-15 proc. – mówi zarządzający.
Od początku roku stopa zwrotu funduszu Skarbiec Rynków Surowcowych wynosi 15,2 proc., co plasuje go w dolnej części tabeli grupy porównawczej. Dwie trzecie portfela składa się z ETF-ów (stan na 31 grudnia 2025 r.).
- Dominacja ETF-ów jest sytuacją nietypową. Zdecydowaliśmy się na taki ruch, by przybliżyć wynik do benchmarku. Zwykle udział akcji w portfelu przekracza 50 proc. Historycznie sugerowaliśmy klientów udział surowców w portfelu między 10 a 15 proc. Teraz – 20 proc. - mówi Adam Czorniej.
