Za nami cztery wzrostowe sesje. Choć wczoraj na finiszu nasza giełda zaczęła balansować na krawędzi strat i zysków, to i tak stopa zwrotu WIG20 z ostatnich czterech sesji przekracza 10 proc. Są powody do zadowolenia. Tym bardziej, że w ostatnich dniach warszawska giełda była jedną z najsilniejszych na świecie. Wczoraj, kiedy europejskie giełdy ugięły się pod naporem podaży, rynek zyskiwał.
Listopad na plus
Dzięki dobremu finiszowi miesiąca
pojawiła się szansa, by bilans listopada na gieldzie wyszedł na plus. Byłby to
dopiero trzeci po marcu i lipcu miesiąc w tym roku, po którym inwestorzy mogliby
cieszyć się ze wzrostów.
Skąd taka zmiana na rynku, który jeszcze przed tygodniem szorował po dnie hossy?
— Mimo wielu niekorzystnych prognoz tempa wzrostu PKB dla Polski, nasza gospodarka wygląda atrakcyjnie na tle innych rynków emerging markets. Mamy bezpieczny sektor finansowy i rozwijającą się gospodarkę, co może zachęcać inwestorów do naszej giełdy — uważa Marcin Materna, dyrektor działu analiz Millennium DM.
Kolejnym czynnikiem, który teraz daje siłę naszemu rynkowi, jest wcześniejsze przereagowanie.
— Nasza giełda znalazła się wśród tych, które najbardziej spadały, choć mieliśmy najmniejsze kłopoty z gospodarką — zaznacza Waldemar Markiewicz, prezes DB Securities.
Mówi się, że głównym rozgrywającym na naszej giełdzie jest zagranica. Ale chyba nie tylko.
— Sądzę, że teraz największy udział w obrotach mają fundusze emerytalne — ocenia Waldemar Markiewicz.
Sezon nadziei
Technicy próbują tłumaczyć obecną zwyżkę
formacją podwójnego dna, która uformowała się na wykresie WIG20. Zasięg wzrostu,
wynikający z niej, to nawet do 2250 pkt. Inną z teorii jest przypuszczenie, że
już pod koniec listopada rozpoczął się rajd św. Mikołaja lub efekt grudnia. W
żargonie inwestorów giełdowych to okres sezonowych, grudniowych wzrostów.
— Być może właśnie teraz rozpoczął się rajd św. Mikołaja. Jednak rozpatrywałbym to w kategoriach tylko korekty w trendzie spadkowym. Tak czy inaczej, WIG20 ma szansę na wybicie do 1800- -1900 pkt. — uważa Piotr Wiśniewski, analityk PTE Bankowy.
Zdaniem niektórych ważniejszym impulsem może być efekt stycznia, związany z weryfikacją strategii inwestycyjnych, zwłaszcza przez inwestorów instytucjonalnych.
— Jeśli chodzi o wzrosty to bardziej liczyłbym na efekt stycznia, który może rozpocząć się już po Bożym Narodzeniu. Inspiracją do wzrostów może okazać się chęć przebudowy portfeli. W związku z tym możliwa jest zwyżka indeksów nawet o ponad 20 proc. — ocenia Marcin Materna.
Marcin Kiepas z XTB także nie jest zwolennikiem teorii klasycznego efektu grudnia.
— Dopiero w styczniu spodziewam się przebicia 2000 pkt. przez WIG20, co może być związane z grą w nadziei na poprawę kondycji gospodarek — dodaje analityk XTB.
Czytaj też w dzisiejszym "PB"