Jego zdaniem, udział banku w rynku czynnych opcji walutowych sięga 5-8 proc.
- We wrześniu było to około 10 proc. To oczywiście nasze szacunki. Przy kursie 3,4 zł – 3,5 zł za euro staraliśmy się zamykać jak najwięcej transakcji. Reakcje inwestorów już wtedy były histeryczne, ale ci którzy nas posłuchali, nie żałują – powiedział w TVN CNBC Biznes Bogusław Kott.
Bank podzielił klientów na grupy: zdrowe firmy mające silną pozycję eksportową (z którymi zostały zawarte już długoterminowe porozumienia) i przedsiębiorstwa, które spodziewały się kontraktów eksportowych, miały promesy, negocjowały kontrakty i zbyt wcześnie zabezpieczyły te wpływy opcjami. Trzecia grupa, to spółki, które nie posiadały zdolności kredytowych lub klienci sami zdecydowali unieważnić kontrakty. W tym przypadku wiele spraw trafiło do sądu. Prezes Millennium nie chciał skomentować pomysłów Waldemara Pawlaka, wicepremiera i ministra gospodarki, który chce uchwalenia przez Sejm ustawy dopuszczającej anulowanie transakcji opcyjnych.
W tym roku Millennium chce, walcząc z kryzysem, zaoszczędzić 200 mln zł. Ścięte zostaną koszty administracyjne i rzeczowe, zmniejszone będą także premie dla pracowników. Zarząd rekomendował także radzie nadzorczej pozostawienie ubiegłorocznego zysku w spółce (413 mln zł).
- Uzyskaliśmy zgodę głównego akcjonariusza – mówi Bogusław Kott.