Mniej zgłoszeń, więcej patentów

Anna BełcikAnna Bełcik
opublikowano: 2014-03-07 00:00

Innowacje: Poziom polskiej wynalazczości na tle Europy i świata nie prezentuje się imponująco. Na szczęście, patrząc na działania z kilku minionych lat, nie stoimy w miejscu

W 2013 r. do Europejskiego Urzędu Patentowego (EPO, European Patent Office) wpłynęła rekordowa liczba zgłoszeń patentowych — w sumie 266 tys., czyli o 2,8 proc. więcej niż w roku 2012. Udział Polski w tym zestawieniu: rodzime firmy i instytucje złożyły ich 510, tj. o 17 mniej niż 2012 r. Ale pod tym względem znacznie lepiej prezentują się nasze wyniki w zestawieniu pięcioletnim, w tym okresie zanotowano aż 81-procentowy wzrost liczby zgłoszeń z Polski. Co pocieszające, nadrabiamy nieco skutecznością. W ubiegłym roku EPO przyznał krajowym przedsiębiorcom 95 patentów, ich liczba była większa o 19 proc. w stosunku do roku poprzedzającego i prawie trzykrotnie wyższa w porównaniu z 2009 r.

Niestety znów pozytywne wrażenie zmniejsza się, gdy ten wynik zestawiamy z całkowitą ilością udzielonych przez EPO patentów. W ubiegłym roku europejską ochronę przyznano łącznie dla 66,7 tys. wynalazków. Wciąż bardzo daleko nam np. do Niemców (ponad 32 tys. zgłoszeń patentowych) czy Francuzów (ponad 12,4 tys.).

Uniwersytecki wynalazek

W Polsce najbardziej aktywna, pod względem ilości zgłoszeń patentowych, była w ubiegłym roku firma International Tobacco Machinery (złożyła 20 wniosków o ochronę własności intelektualnej). Jednak wśród krajowych aplikantów bardziej niż przedsiębiorstwa uwidaczniają się uczelnie wyższe i instytuty badawcze. W ubiegłym roku w tym zakresie przodowały Akademia Górniczo-Hutnicza (14 zgłoszeń), Instytut Technologii Eksploatacji (12) oraz Politechnika Łódzka (6).

— Krajowe uniwersytety mają duży potencjał, są ukierunkowane na prace badawcze, więc siłą rzeczy często zabiegają o ochronę wynalazków. Oczywiście, podobnie jak na całym świecie, liczba uzyskanych patentów nie jest równa liczbie wdrożeń rynkowych. U nas dopiero tworzą się mechanizmy umożliwiające i promujące komercjalizację wyników badań naukowych. Na szczęście odległość między nauką, biznesem i przemysłem się zmniejsza, przy uczelniach powstają centra transferu technologii. Ale na efekty ich działań musimy jeszcze poczekać — zaznacza Adam Taukert z Urzędu Patentowego RP.

Technologia niedoskonała

Oby nie nazbyt długo, bo w Europie zainteresowanie i potrzeba ochrony patentowej od kilku lat nieustannie rośnie.

— Ten wzrost jest dowodem tego, że przedsiębiorstwa z całego świata coraz częściej postrzegają Europę jako główny ośrodek innowacji. Silna pozycja europejskich przedsiębiorstw w technologiach obfitujących w patenty ponownie podkreśla główną rolę tych sektorów w tworzeniu miejsc pracy i stymulowaniu wzrostu gospodarczego Unii Europejskiej — twierdzi Benoît Battistelli, prezes EPO.

My na razie jesteśmy jeszcze daleko od ideału. Na liście najbardziej aktywnych, światowych aplikantów EPO znajdujemy się na 29. miejscu. Czy powodem jest brak wiedzy o korzyściach płynących z ochrony patentowej czy po prostu bardzo niski poziom innowacyjności krajowej gospodarki? Zdaniem Adama Taukerta, trudno tu o uogólnienia, bo na poziom wynalazczości wpływa wiele czynników. Jednym z nich jest ilość pieniędzy przekazywanych z budżetu państwa na rozwój sfery B+R. Na przykładzie bardziej innowacyjnych państw niż Polska wyraźnie widać korelację między kwotami wsparcia, przeznaczonymi na promocję i realizację projektów badawczo-rozwojowych, a ilością zgłoszeń patentowych. A do listy EPO należy dodać jeszcze nadesłane przez polskich przedsiębiorców zgłoszenia wynalazków w trybie krajowym — w 2013 r. było ich ponad 4,3 tys.; Urząd Patentowy RP udzielił ponad 2,8 tys. patentów.