Moda na sztukę dotarła do Polski

  • Ewa Bednarz
opublikowano: 25-02-2014, 00:00

Rynek przeszedł transformację. Nowe trendy nadeszły z Zachodu, a kolekcjonerzy stawiają na artystów współczesnych.

Większość największych polskich kolekcjonerów zaczynała od sztuki dawnej. Powodem dumy był Brandt, Wierusz Kowalski i inni monachijczycy. Dziś swoich wielbicieli ma jeszcze Ecole de Paris, ale większość stawia na klasyków sztuki współczesnej, która jest bliższa ich pokoleniu.

Zobacz więcej

NIE TYLKO DZIEŁO, ALE TEŻ INWESTYCJA: „Dziewczyny na statku” Jerzego Nowosielskiego przez 17 lat przynosiły średniorocznie 48 proc. zysku. W 1996 r. zostały kupione za 45 tys. zł, w 2013 r. sprzedane za 360 tys. zł. [FOT. ARC]

Rekordy bez reguły

Na rynku obserwuje się wyraźne ożywienie i wybicie cen za prace najlepszych artystów współczesnych. Rekordów na dziełach sztuki dawnej też nie brakuje, ale nie są one regułą.

— Wybitny Malczewski zawsze będzie miał szanse być rekordowym dziełem sztuki, ale na rynku sztuki dawnej jako całości ożywienia nie widać. Nie rosną też ceny, są raczej stabilne — przyznaje Rafał Kamecki, kolekcjoner i twórca portalu monitorującego rynek sztuki Artinfo.pl. W przypadku sztuki dawnej, co było widać przy sprzedaży „Polskiego Hektora” za 2,6 mln zł, wysoka cena wynika z unikatowości pracy, jej wyjątkowości i muzealnego charakteru, ale to atuty pojedynczych dzieł.

— Ze sztuką dawną może być problem, tak jak dzieje się to na Zachodzie, gdzie ukierunkowuje się kolekcjonerów na rynek sztuki współczesnej. Wielu artystów jeszcze żyje, a liczba ich prac jest dużo większa niż sztuki dawnej — tłumaczy Rafał Kamecki.

Wiele najwybitniejszych prac znajduje się w znanych kolekcjach i na rynek może nie powrócić nawet przez kilka dekad. Jest to problem nie tylko ich miłośników, ale również domów aukcyjnych. Na małą podaż dzieł dawnych mistrzów pędzla już kilka lat temu skarżyli się także przedstawiciele polskich domów aukcyjnych.

Współczesne pewniaki

Wzmożone zainteresowanie sztuką współczesną nastąpiło w Polsce niedawno. DA Rempex usiłował zainteresować nią rynek już w pierwszych latach XXI w. Wydzielił dla niej osobny dział w katalogu, z czasem zaczął wydawać osobne katalogi, ale do sukcesu było daleko. Wyraźne przesunięcie zainteresowania kolekcjonerów w stronę sztuki współczesnej nastąpiło dopiero 3 lata temu, ale z roku na rok się nasila.

— Dużo zaskakujących licytacji dotyczy właśnie sztuki współczesnej. Fangor 3-4 lat temu był do kupienia za 100- 150 tys. zł, teraz rekord wynosi 0,5 mln zł. Podobnie było z Nowosielskim — „Dziewczyny na statku” wylicytowano w ubiegłym roku za 360 tys. zł, a kilka lat temu sprzedaż za ponad 100 tys. zł budziła sensację — zaznacza Rafał Kamecki. Najsilniejszą pozycję mają klasycy współczesności. To oni drożeją systematycznie. Widać to było na grudniowej Aukcji Sztuki Współczesnej w Desie Unicum. Olej Tadeusza Dominika „Płonąca Warszawa” licytowano od 40 do 90 tys. zł, płótno Romana Opałka „Z cyklu Alfabet grecki” z 40 do 150 tys. zł. Chętnie licytowane były też prace Stanisława Fijałkowskiego, Ryszarda Winiarskiego, Jana Tarasina, Kazimierza Mikulskiego. Na swoje pięć minut czeka jeszcze Jerzy Tchórzewski. W dalszym ciągu ma szanse drożeć Jan Dobkowski. Wszystko jest kwestią mody, ale mimo to Rafał Kamecki wierzy w dalszy wzrost cen prac Tarasina, Dobkowskiego Hasiora, ale przede wszystkim Rajmunda Ziemskiego.

Kontrowersje wokół młodych

Na rynek wypływają też młodzi artyści. Ceny ich prac też rosną. W sierpniu ubiegłego roku olej Zofii Błaszko bez tytułu licytowano od 500 zł do 17 tys. zł. Powodzeniem cieszą się jeszcze niedrogie prace Filipa Gruszczyńskiego i Dominika Woźniaka.

— Zauważalne jest też zainteresowanie artystami street artu, takimi jak Chazme czy Sepe. Utworzyła się nawet grupa kolekcjonerów, którzy stawiają tylko na młodych. Mają nadzieję na stworzenie atrakcyjnych kolekcji, które w przyszłości będą dużo warte, a w grupie zgromadzonych nazwisk znajdzie się drugi Sasnal. Niektórzy powydawali już po 200 tys. zł i nadal kupują — podkreśla Rafał Kamecki.

Aukcje młodych zaszkodziły jednak aukcjom charytatywnym, na które do Artinfo wpływa po ponad 300 zleceń. Nikt jednak nie myśli o szczytnym celu, ale o zasileniu kolekcji. Do 2009 r. była silna grupa osób, która kupowała prace tylko na aukcjach charytatywnych. Niektórzy potrafili w ciągu roku wydać 100-150 tys. zł. Po 2009 r. sytuacja się zmieniła. Kolekcjonerów odciągnęły od aukcji charytatywnych aukcje młodej sztuki, co uszczupliło fundacjom osiągane wcześniej wyniki. Pięć lat temu ich obroty wynosiły 2 mln zł rocznie, dzisiaj są o połowę niższe. Na niektórych aukcjach spadły nawet o 60-70 proc. Aukcje młodej sztuki szkodziły też galeriom. Dzisiaj w katalogach nie trafi się już na takie nazwiska, jak Szlaga, Ivo Nikić, Norman Leto — marszandzi nie zgadzają się na udział swoich artystów w licytacjach za grosze. Są też tacy, którzy sami nie chcą się znajdować w katalogach z ceną 500 zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Bednarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy