Morza wódki nie ma w co lać

Produkcja wódki wciąż kwitnie. Gracze odpowiedzialni za większość tego rynku zgodnie twierdzą, że to nie oni podbijają statystykę GUS

Z tych artykułów dowiesz się:

  • Czy faktycznie na rynku wódki jest boom
  • Dlaczego nie można produkować wódki na zapas
  • Z jakiego powodu na rynku brakuje szkła 

Zagadka dynamicznego wzrostu produkcji wódki, wykazywanego przez Główny Urząd Statystyczny (GUS), pozostaje nierozwiązana. Od stycznia do maja wzrost wyniósł 11,9 proc. (w przeliczeniu na stuprocentowy alkohol), a w samym maju o 5,8 proc. r/r. Oznacza to, że po zaskakującym pierwszym kwartale dynamika wprawdzie nieco zwolniła, ale wciąż utrzymuje się dużo powyżej popytu na rynku .

Zobacz także

Ponownie zweryfikowane

Na początku maja „PB” pisał, iż po dłuższym czasie bez jakiegokolwiek większego ruchu w branży w końcu widać niesamowity wręcz wzrost produkcji — od stycznia do marca dynamika wyniosła 14,4 proc. (wobec 1,1 proc. rok wcześniej czy -0,8 proc. w 2017 r. oraz 2,4 proc. w 2016 r.) — jak wynikało z danych GUS. Wówczas producenci zgodnie rozkładali ręce i mówili — to niemożliwe. Na naszą prośbę statystycy urzędu raz jeszcze sprawdzili dane. I wyszło dokładnie to samo. To znaczy niespotykana od lat dynamika.

„Dane, które przytaczane były w artykule i dotyczyły gwałtownego wzrostu produkcji wódki, były analizowane i potwierdzone pod kątem zgodności na etapie przygotowania publikacji za marzec 2019 r. Po ukazaniu się artykułu dane te zostały ponownie zweryfikowane. Jednostki potwierdziły wielkości produkcji wódki za pierwszy kwartał przekazane do GUS. Na wzrost produkcji wódki w pierwszym kwartale 2019 r. mieli wpływ wszyscy znaczący producenci. Dane o wielkości produkcji wytworzonej i sprzedanej są każdorazowo kontrolowane pod względem jakości, dane, co do których są zgłaszane wątpliwości, są dodatkowo potwierdzane przed podmioty sprawozdawcze” — odpisała teraz Karolina Dawidziuk, rzecznik prasowy GUS.

Najwięksi producenci mówią jednak: to nie my i nie jesteśmy w stanie tej dynamiki wytłumaczyć.

— Owszem, rynek mocnych alkoholi rośnie o wysokie kilka procent, co oznacza zwiększone zapotrzebowanie. Z tym, że za taką dynamikę w dużej mierze odpowiada whisky, a nie wódka, więc nie mogło to podbić danych GUS — mówi Marek Sypek, szef Stocka w Polsce, czyli wicelidera polskiego rynku, który ma w nim około 30-procentowy udział.

— Sytuacja pozostaje bez zmian. Tzn. według ostatnich danych z rynku od stycznia do maja sprzedaż wolumenowa wódki wzrosła o nieco ponad 2 proc. Co więcej, jeśli popatrzymy na wyniki tylko z maja, to w tym akurat miesiącu jako cała kategoria zaliczyliśmy kilkunastoprocentowy spadek sprzedaży rok do roku — wtóruje mu Krzysztof Kouyoumdjian, dyrektor ds. relacji zewnętrznych w CEDC, czyli lidera polskiego rynku wódki, który ma około 45-procentowy udział w rynku.

Braki i zapasy

Marek Sypek podkreśla, że taka dynamika produkcji nie może też być zasługą eksportu. On nagle nie wystrzelił, ale przede wszystkim odpowiada za niewielką część branży — z kraju wyjeżdża około 18 proc. wyprodukowanej wódki.

— Być może któryś z graczy zaczął produkować na zapas, tzn. pod kątem podwyżki akcyzy, która nastąpi w 2020 r. — zastanawia się Marek Sypek.

Przy poprzedniej podwyżce, która miała miejsce w 2014 r., a została zapowiedziana jesienią 2013 r., zanotowano nawet ponad 40-procentowy wzrost produkcji w ostatnich miesiącach przed wprowadzeniem wyższej stawki. Wówczas akcyza rosła jednak o 15 proc., a teraz o 3 proc.

— Niestety, nawet gdybyśmy chcieli naprodukować na zapas, to jesteśmy ograniczeni dostępem do opakowań — na rynku brakuje szkła, więc to raczej też nie ten powód — przyznaje szef Stocka w Polsce.

— Owszem, należy spodziewać się zwiększonej produkcji wódek w drugim półroczu w związku z planowaną podwyżką akcyzy, ale pamiętajmy, że informacja o niej pojawiła się 16 kwietnia tego roku. Trudno przypuszczać, by w kilka tygodni — między drugą połową kwietnia a końcem maja — branża zaczęła produkować na potęgę tak duże zapasy… Tym bardziej że GUS informował o tym wzroście już wcześniej — dodaje Krzysztof Kouyoumdjian.

Butelki i słoiki ze szkła schodzą na pniu. Branża spożywcza narzeka na znaczny wzrost cen szklanych opakowań i coraz mniejszą ich dostępność

Gorzelnie, browary czy przetwórcy owoców i warzyw produkowaliby więcej, ale nie mają do czego wlewać swoich wytworów.

— Na polskim rynku zaczyna brakować szklanych opakowań. To kwestia rosnącego rynku rolno-spożywczego oraz dodatkowego zainteresowania szkłem, które w opinii konsumentów jest bardziej ekologicznym opakowaniem niż plastik. Efekty czujemy my, czyli branża alkoholowa, ale też producenci przetworów warzywno-owocowych, bazujący na słoikach — mówi Marek Sypek, pezes Stocka w Polsce.

Rosnący rozziew między popytem a podażą powoduje wzrost cen.

— Oczekiwania hut to dwucyfrowe podwyżki, i to drugi rok z rzędu — dodaje szef wicelidera krajowego rynku wódki.

Robert Ogór, prezes Ambry, znanej m.in. z win i cydrów, przyznaje, że problem bardzo szeroko dotyka branżę.

Zamówienia w poczekalni

— Producenci alkoholi bazują na opakowaniach szklanych, więc teraz dostajemy niejako rykoszetem, bo też czujemy nierównowagę popytowo-podażową.To jednak cena okresu transformacji, tzn. cena, jaką warto ponieść za zmianę i rezygnację spożywców z plastiku na rzecz bardziej ekologicznych opakowań szklanych. O ile nasze dostawy są zabezpieczone, o tyle wiemy, że mniejsi producenci czy też ci, którzy mają przygotowane nowe projekty o mniejszej skali, mają problemy z zaopatrzeniem się w opakowania — twierdzi Robert Ogór.

Ponadto niefortunnie trudności przypadły na okres obniżenia zdolności produkcyjnych z powodu remontów prowadzonych przez dużych graczy rynku opakowaniowego. Oni też dostrzegają problem.

— W Polsce faktycznie brakuje opakowań szklanych, ale nie jest to kwestia tylko ostatnich kilku miesięcy. Już pod koniec ubiegłego roku problem zaczął się nasilać — mówi Klaudia Kutak, specjalista ds. PR w Stolzle Częstochowa, firmie wytwarzającej opakowania m.in. dla branży spirytusowej.

Producent już na etapie tworzenia tegorocznego budżetu miał świadomość, że nie będzie w stanie zrealizować wszystkich zamówień, a powodem było m.in. znaczne poszerzenie grona klientów. Wiele zamówień czeka więc na realizację w „poczekalni”, a niektórym kontrahentom firma zmuszona była w ogóle odmówić. To potwierdza, że faktycznie popyt znacząco przewyższa podaż.

Deficyt stłuczki

— Spowodowane jest to swego rodzaju modą na ekologię i polityką proekologiczną Unii Europejskiej, które spowodowały boom na opakowania szklane. W związku z tym w całej branży produkcyjnej rosną składowe koszty produkcji, przez co wzrasta również cena wyrobu gotowego — tłumaczy przedstawicielka Stolzle Częstochowa.

Rosnący — szczególnie mocno w tym roku — popyt na szkło zauważają również inni duzi producenci, np. BA Glass czy w O-I (Owens-Illinois). W obu tych przypadkach powodem ma być zmiana postaw kontrahentów.

— Dla coraz większego grona odbiorców ważne jest, aby produkty, które wybierają w sklepie, miały opakowania łatwo poddawalne recyklingowi. Szkło to materiał w 100 proc. odnawialny, który można przetapiaći przetwarzać w nieskończoność — mówi Magdalena Woronowicz, dyrektor sprzedaży na Europę Północo- Wschodnią w O-I.

Jej zdaniem konsumenci chętnie wybierają szkło również ze względu na to, że jest wykonane z naturalnych składników, nie wchodzi w interakcje z zawartością, zachowuje świeżość i smak i stanowi bezpieczny materiał dla wielokrotnego kontaktu z żywnością.

— Problemem, który napotykamy w polskich zakładach, jest jednak bez wątpienia słaby dostęp do dobrej jakości stłuczki szklanej, a jesteśmy największym na świecie użytkownikiem szkła poużytkowego — dodaje Magdalena Woronowicz.

W jednej z hut O-I we Francji butelki są produkowane aż w 91 proc. ze szkła recyklingowego. W Polsce udział stłuczki w produkcji wynosi nieco ponad 35 proc. W zeszłym roku O-I przystąpił do modernizacji huty szkła w Poznaniu, jednego z dwóch zakładów, jakie posiada w Polsce. W pierwszym etapie przebudowano jeden piec, w drugim zmodernizowano drugi. Efektem inwestycji wartejokoło 21 mln EUR jest zwiększenie mocy produkcyjnych.

Epoka PET-a trwa

Wacław Wasiak, dyrektor biura Polska Izba Opakowań (PIO), przypomina, że w Polsce od początku lat 90. udział szkła w rynku opakowań spadał — z początkowych około 22 do około 12 proc. w ostatnim czasie.

Podążaliśmy za zachodnioeuropejską strukturą rynku opakowań, gdzie tworzywa sztuczne, a zwłaszcza PET, odgrywają największą rolę. U nas również plastik stał się numerem 1. Procentowy spadek udziału szkła nie musiał jednak wcale oznaczać zmniejszenia liczby butelek czy słoików — uważa Wacław Wasiak.

Ostatni renesans szkła interpretuje jako przejaw walki z plastikiem.

— Nie sądzę jednak, aby istotnie zmieniła rynek. Może zahamować spadek udziału opakowań szklanych, ale nie spodziewam się istotnego wzrostu, np. do 15 proc. udziału w rynku — mówi dyrektor biura PIO.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska, Bartłomiej Mayer

Polecane