Związki i pracodawcy są przekonani, że można poprawić sytuację na rynku pracy. Potrzeba tylko woli politycznej.
Wczoraj związkowcy z OPZZ wyszli na ulice Katowic, by uczcić Ogólnopolski Dzień Walki z Bezrobociem. Ich zdaniem, polskie, największe w Europie, bezrobocie jest w dużej mierze skutkiem braku właściwych działań rządzących. Pracodawcy twierdzą, że proponowane przez wicepremier i minister finansów zmiany (np. obniżenie składek na ubezpieczenie społeczne) nie pomogą w stworzeniu większej liczby miejsc pracy, bo w znikomy sposób zmniejszają koszty.
Fakty i mity
Zbigniew Żurek, wiceprezes Business Centre Club (BCC), zwraca uwagę na mity o rynku pracy.
— Uważa się, że na pracę czeka armia chętnych. Tymczasem przedsiębiorstwa nie mogą znaleźć odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Dochodzi do sytuacji, że po wybudowaniu fabryki na terenie, gdzie panuje duże bezrobocie, właściciel musi dowozić pracowników z miejscowości oddalonych o 100-200 km — twierdzi Zbigniew Żurek.
BCC zapytał swoich członków o problemy z zatrudnianiem pracowników. Oto niektóre wypowiedzi: „...mimo bezrobocia ludzie nie chcą pracować, zwalniają się, często porzucają pracę, a firma ponosi koszty związane z przyjmowaniem do pracy”, „w tworzeniu nowych miejsc pracy firma o kapitale w 100 proc. polskim pozostaje sama, nie może liczyć na wsparcie instytucji rządowych, zarządzających podziałem funduszy pomocowych”, „my, przedsiębiorcy, ze zdziwieniem obserwujemy cynizm i arogancję postaw polityków wobec nas — w rzeczywistości chyba bardziej odpowiedzialnych za rozwój kraju niż populistyczni dysponenci pieniędzy wypracowanych przez podatników”, „wiele osób kierowanych do firmy przez urząd pracy przychodzi z prośbą o... napisanie w skierowaniu, że pracy nie ma (...), zaś pracownicy UP dzwonią do firmy z prośbą, by nie przyjmować kierowanych osób, bo tak jest dla nich lepiej”, „poszukiwanie pracownika na stanowisko automatyka trwało dwa lata”.
Podatki to nie problem
Zdaniem Zbigniewa Żurka, poprawiać sytuację mogłyby działania koncentrujące się m.in. na obniżaniu kosztów pracy.
— Same podatki są na rozsądnym poziomie. Przedsiębiorców dławią parapodatki, np. składki na ZUS, świadczenia i fundusze. Uczciwe firmy nie mają szans konkurować z przedsiębiorstwami działającymi w szarej strefie. Żądamy od rządu, by ją zmniejszył — apeluje wiceprezes BCC.
Przedsiębiorcy oczekują też zmian w kodeksie pracy, który często nie uwzględnia nowych realiów, np. telepracy czy samozatrudnienia. Chcieliby także, by edukacja nadążała za zmianami na rynku.
— Często pracownicy po szkole nie są przygotowani do podjęcia pracy, a firmie rok zajmuje przyuczenie. Urzędy powinny doradzać bezrobotnym, prowadzić szkolenia, edukować. Tymczasem u nas w urzędach królują zasiłki — uważa Zbigniew Żurek.
Bez przełomu
Karolina Sędzimir-Domanowska, ekonomistka PKO BP, uważa, że przyczyn bezrobocia jest wiele i nie są one jednorodne.
— Po części odpowiadają za to sami pracownicy, którzy nie potrafią się przekwalifikować lub są mało mobilni. Część odpowiedzialności spada na pracodawców, a część na rząd, mało aktywną politykę rynku pracy czy system edukacji, który nie odpowiada rzeczywistym potrzebom rynku — uważa ekonomistka PKO BP.
Jej zdaniem, sytuacja będzie się poprawiała, choć bez przełomu.
— Na koniec roku bezrobocie spadnie do 16,4 proc. Jednak jeszcze w 2012 r. będzie się utrzymywało na poziomie 13-14 proc. — przewiduje Karolina Sędzimir-Domanowska.