Na górze róże, inwestorze

Czy istnieje sztuka podana Kowalskiemu bez tęgich zawiłości? Różane malarstwo Czachórskiego — uniwersalnie pyszne, jak tort i Mozart

Prosto, jak po złotej nitce, która wysnuła się z falbany: Władysław Czachórski ponownie zagości na aukcji, wciągając kolekcjonerów w samo pluszowe wnętrze szkatułki z błyskotkami. 17 czerwca na niedzielną licytację w Agrze-Art wystawione zostanie prawie 80-centymetrowe płótno „Blask klejnotu”, którego cena wywoławcza wynosi 450 tys. zł, a spodziewana wartość to 500-700 tys. zł. Przedstawia scenę świetlistą jak koronka w słońcu i kameralną jak koncert na flet i harfę — rozgrzeszenie dla wszystkich, którzy nie chcą sztuki niezrozumiałej i skąpanej w bełkotliwych zdaniach, a wolą taką, która godzinami będzie częstować ich oczy słodyczami.

NAMALUJ
TAK:
Zobacz więcej

NAMALUJ TAK:

„Blask klejnotu” Władysława Czachórskiego opuścił sztalugę w 1897 r. — dopracowany jak fotografia, co do nitki z frędzla poduszki. Na niedzielnej aukcji licytowany będzie od 450 tys. zł. Fot. Agra-art

Pierwszy milion

Jeśli nie przedstawia scen ze sztuk Szekspira, malarstwo Czachórskiego pachnie wodą różaną i smakuje warstewką cukru pudru — damy rozkładają na fotelach mięsiste atłasy sukni, dotykają opuszkami kwiatowych płatków, czytają listy, przeglądają aksamitne szkatułki z perłami.

„Pierwsze róże” z tego buduaru wylicytowano w 2000 r. na 1,3 mln zł, a poprzeczkę sześciu zer przebił m.in. obraz „Przed balem”, na którym w upięte włosy wplatany jest kwiat, czy „Podarek ślubny”, sprzedany w grudniu 2015 r. z całym bogactwem tiulów, brokatu i złoconych tapet. Wszystkie w beztroskim nastroju nieprzemijającego „Wesela Figara”, w którym damy posyłają bileciki, nasłuchując podszeptów zefirka i strumyka — Czachórski komponował te obrazy harmonijnie jak wiedeńską operę, miękko i z oddaniem dla każdego detalu, bez zadziorów ani drażniących wzrok kontrastów.

— Mówimy o mistrzostwie warsztatu, które jest niekwestionowane, nawet jeśli ktoś zarzuci Czachórskiemu nieskomplikowane, „salonowe” tematy obrazów. Jakie znaczenie ma to, że scena nie jest trudna w odbiorze,skoro żaden z polskich XIX-wiecznych artystów nie namalowałby tak tego klejnotu leżącego na sukni czy tkaniny poduszki? Wystawiony olej jest przy tym jednym z tych dzieł Czachórskiego, które zdecydowanie zyskują oglądane na ścianie, a nie na płaskiej fotografii, bo dopiero stojąc naprzeciwko obrazu, widzimy jego niezwykłą trójwymiarowość — komentuje Konrad Szukalski z Agry-Art. Salonowość, wobec tego, pozostaje już tylko nazwą, a — wracając do angielskiego pisarza — to, co zwiemy różą, pod inną nazwą pachniałoby tak samo.

Wszyscy lubią tort

Z punktu widzenia inwestora warto jednak podrążyć salonowy wątek, pytając, dlaczego sztuka czytelna dla nielicznych miałaby być więcej warta. W tej uniwersalności dam z kwiatami jest w końcu coś z oper Mozarta, oklaskiwanych we wszystkich salach za kunszt niezależny od powagi tematu. Muzyka Chopina, rozdarta tęsknotą i przepleciona polskim folklorem, rzadziej jest przecież bezbłędnie rozumiana w krajach, gdzie wiatr aż tak nie targał koronami wierzb.

— Obrazy Czachórskiego zbierali bogaci Amerykanie, trafiały do kolekcji w Szwecji,a jeszcze częściej do Hamburga. Za jego czasów sprzedawały się bardzo dobrze, a teraz, kiedy nieliczne obiekty pojawiają się na Zachodzie, również znajdują nabywców. Co interesujące, mimo że nazwisko autora było pewnie nie do wymówienia, zachodni kolekcjonerzy zawsze lubili malarstwo Czachórskiego jako jeden z niewielu polskich dorobków niezależnych od narodowości. Można oglądać je godzinami, podziwiając technikę, ale nie ma w nim symbolizmu jak u Malczewskiego, ani scen militarnych z husarią czy kozakami jak u Brandta. Czachórski malował po prostu dla szerszego grona odbiorców — czasy się zmieniają, ale ludzie wciąż lubią piękne kobiety w pięknym otoczeniu — wyjaśnia Konrad Szukalski.

Jeśli więc popyt wykracza znacząco poza polskie granice, warto dodać też, że podaż tak starannie malowanych prac już z definicji musi być ograniczona — według noty w katalogu, pracownię Czachórskiego co roku opuszczało zaledwie kilka obrazów. Każde załamanie tkaniny czy połyskująca wypukłość stołowej nogi malowane były cienkimi, półprzezroczystymi warstwami olejnej farby, gładko i bez najmniejszego śladu duktu pędzla, jak równomierna glazura na kunsztownie dekorowanym ciastku. Akademickie, nieskazitelne wykończenie było jednak stosowne do smaku czasów — do klejnotów, które nie lśniły plastikowymi kamykami, chłodnych marmurów zamiast dzisiejszej sklejki i ręcznie zdobionych tkanin, wyraźnie mniej łatwopalnych. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Na górze róże, inwestorze