W jednym zakątku świata, gdzieś w Azji, w Iraku, nieznani sprawcy wysadzają w powietrze (nie po raz pierwszy) niedawno wyremontowany rurociąg, zakłócając tym samym (również nie po raz pierwszy) transport ropy irackiej, ograniczając jej eksport.
Na drugim końcu świata Ivan pustoszy Karaiby, przeszedł przez Kubę, pastwi się nad Meksykiem i przymierza do Florydy. Ivan to huragan. Huragany — jak wiadomo — miały do niedawna tylko kobiece imiona (od furii chyba), ale na skutek protestów organizacji feministycznych i to się zmieniło. Ivan, w każdym razie, utrudnia wydobycie ropy w Zatoce Meksykańskiej i opóźnia uzupełnienie nadwerężonych zapasów ropy, szczególnie oleju opałowego, w południowych stanach USA.
OPEC, dostarczający ponad jedną trzecią światowej ropy naftowej, zapowiada, że prawdopodobnie utrzyma obecne limity produkcyjne, bo „nie widzi potrzeby ich zwiększania”, i dodaje, że produkcja państw OPEC i tak zbliżona jest do maksymalnej (10 państw członkowskich produkuje dziennie 28 mln baryłek ropy, o 2 więcej niż przewiduje limit).
Prezydent Putin doszedł do wniosku, że Rosja to on i, co prawda, w swojej carskiej łaskawości poparł liberalizację rynku akcji Gazpromu, rosyjskiego monopolisty gazowego (na co czekali zagraniczni inwestorzy), ale zawsze może zmienić zdanie, a ponadto gaz to nie ropa i z przejęcia Jukosu nie zamierza zrezygnować. Akcja ta rykoszetem odbija się na produkcji ropy naftowej w Rosji.
To wszystko skutkuje tym, że... akcje na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych (wzorem Ameryki i Europy) spadają, rośnie cena benzyny na stacji za rogiem, a nawet kredytu w pobliskim banku. Nie wierzycie? Sprawdźcie, proszę.