Przepisy zostały zliberalizowane i latanie na Ukrainę stało się łatwiejsze. Dla tanich linii to jednak za mało.
Zliberalizowana umowa o komunikacji lotniczej uprości przewozy pasażerskie miedzy Polską a Ukrainą. Na jej podstawie za wschodnią granicę będą mogły latać samoloty nie tylko LOT i Aerosvitu.
— Umowa zakłada, że działania linii lotniczych zostaną poddane mechanizmom rynkowym, a nie jak do tej pory — porozumieniom handlowym zawieranymi między wyznaczonymi przewoźnikami, które określały m.in. taryfy i częstotliwości — wyjaśnia Adam Borkowski, rzecznik ULC.
Tymczasem zyskujące coraz większą popularność na polskim rynku tanie linie sceptycznie nastawione do tras na Wschód.
SkyEurope chce rozwijać się w Europie, ale zaczyna od Bułgarii i Rumunii, czyli krajów, które mają wejść do unijnych struktur. Ukraina i Rosja to dla nich daleka przyszłość.
— Jeśli chodzi o nasze możliwości, to możemy zacząć latać na Ukrainę już dziś. Problemem są jednak regulacje. Chociażby to, że tanie linie bazują na biletach w jedna stronę. W ruchu z Ukrainą obowiązują wizy, a do nich pasażerowie muszą okazać bilet w dwie strony — wyjaśnia Christian Mandl, dyrektor zarządzający SkyEurope.
Tania linia musi mieć jak najprostsze zasady działania, a dodatkowe komplikacje to kolejne koszty. Przewoźnicy więc się nie spieszą.
— Nie otrzymaliśmy jeszcze od ULC tekstu umowy ze stroną ukraińską. Ustalamy teraz szczegółowe możliwości — mówi Iza Bogus, rzecznik Centralwings.
Na wzmożony ruch na Wschód przyjdzie więc może jeszcze długo poczekać.
— Będzie to możliwe dopiero wtedy, gdy Ukraina przystąpi do Unii Europejskiej — uważa Tomasz Kułakowski, przedstawiciel Ryanair na Europę Środkową.