Gdzie Europejczycy najchętniej spędzają wakacje? We własnych ojczyznach. Tak przynajmniej twierdzi Eurostat.
W 2004 r. obywatele Unii Europejskiej (UE) w większości decydowali się na wakacje krajowe. Ponad 57 proc. dłuższych wyjazdów turystycznych — trwających cztery lub więcej dni — spędzali w krajach, których są obywatelami. W czołówce plasują się Grecy (ponad 90 proc.), tuż za nimi znajdują się Hiszpanie (88 proc.), Francuzi (83 proc.) i Polacy (82 proc.) — wynika z piątkowego raportu Urzędu Statystycznego Unii Europejskiej.
— Nie dziwię się, że Grecy czy Hiszpanie wybierają własny kraj na wakacje. Z kolei Polska nie należy do ciepłych państw, zatem te dane to sygnał o niewielkiej zamożności społeczeństwa. W 2003 r. Polacy wydawali 1 proc. PKB na turystykę za granicą, podczas gdy średnia w naszym regionie Europy wynosiła 3 proc. — mówi Bartosz Pawłowski, ekonomista ING Banku Śląskiego.
Przedstawiciele organizacji państwowych są zdecydowanie lepszego zdania o stanie naszego przemysłu turystycznego.
— W Polsce poprawiła się infrastruktura, jakość serwisu i oferta turystyczna. Polacy znają możliwości spędzania czasu za granicą, co znaczy, że wybierając swój kraj, doceniają lokalną ofertę pod względem jakości i atrakcyjności. To bardzo dobrze dla koniunktury, bo pieniądze zostają w kraju. A rozwój turystyki krajowej służy przyciąganiu turystów zagranicznych — przekonuje Jan Korsak, prezes Polskiej Izby Turystyki, który sam każdy urlop spędza w kraju.
Łączne przychody Polski z tytułu przyjazdu cudzoziemców wyniosły w 2005 r. 6,23 mld USD, z czego 3,3 mld USD (czyli 53,5 proc.) to wpływy od turystów. Pozostała część pochodzi od osób odwiedzających nasz kraj na jeden dzień. Oczekiwano jednak, że całkowita kwota będzie nieco wyższa i wyniesie 6,5 mld USD.
Światowa Rada Podróży i Turystyki (WTTC) szacuje, że w 2006 r. przemysł turystyczny w UE wytworzy 3,9 proc. PKB Wspólnoty, czyli 438 mld EUR. W 2016 r. kwota ta wzrośnie do 674 mld USD.