Nie ma lepszego pomysłu

Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2003-06-27 00:00

Rozpoczęta przez „Puls Biznesu” i podchwycona przez premiera Leszka Millera poważna debata o podatku liniowym w Polsce przeradza się czasami w demagogiczną i populistyczną wrzawę. Warto więc raz jeszcze — na dzień przed rozpoczęciem kongresu SLD — przypomnieć argumenty przemawiające za wprowadzeniem podatku liniowego.

Pierwszy jest bezdyskusyjny — jedna stawka podatkowa oraz likwidacja wszelkich ulg w sposób ewidentny upraszcza system podatkowy. Oznacza to, że pobieranie daniny przez państwo będzie tańsze. Z drugiej strony nie będzie możliwości manipulacji przy interpretacji przepisów. Żaden ze zwolenników podatku liniowego nie ma też wątpliwości, że jego wprowadzenie musi spełniać dwa warunki: ludzie najubożsi nie będą płacić więcej, a budżet się nie rozpadnie. W zaproponowanej przez Radę Przedsiębiorczości koncepcji oba są spełnione. Jej częścią jest bowiem propozycja zwiększenia kwoty wolnej od podatku. W konsekwencji mielibyśmy więc do czynienia z dwoma stawkami podatkowymi: 0 proc. dla najmniej zarabiających, i 18 czy 19 proc. dla pozostałych. Kwota wolna dotyczy jednak każdego, w związku z tym im wyższe zarobki, tym wyższa efektywna stawka opodatkowania (tak jest i teraz).

Z przedstawionych przez przedsiębiorców analiz wynika, że samo wprowadzenie podatku liniowego powinno być dla budżetu neutralne w krótkiej perspektywie. W dłuższej powinno być pozytywne (wzrost dochodów państwa). Istotą podatku liniowego jest bowiem wola pozostawienia większych kwot w portfelach podatników. Pieniądze te — poprzez konsumpcję lub inwestycje — będą miały pozytywny wpływ na wzrost gospodarczy. A wyższy wzrost oznacza większe przychody budżetu z tytułu podatków pośrednich: VAT i akcyzy. O ile więc trzeba zadbać, by po wprowadzeniu tego rozwiązania dochody budżetu nie spadły, o tyle pewne jest, że w dłuższej perspektywie budżet na tym zyska.

Pozostaje oczywiście argument sentymentalny: podatek liniowy nie jest popularny. To prawda. Na razie. Koncepcja jest jednak nowa. Jedno jest pewne — we wszystkich przypadkach, w których państwa decydowały się na podatek proporcjonalny, operacja zakończyła się sukcesem, a pacjent przeżył i ma się dobrze. Można więc czekać na kolejne dowody. Pytanie tylko, czy wprowadzając prosty i niski podatek jako ostatni cokolwiek zyskamy.