Niemcy proszą premiera o interwencję

Anna Bytniewska
opublikowano: 2006-11-07 00:00

PCC chce jeszcze jednej szansy na zakup Tarnowa i Kędzierzyna. Ceny jednak podnosić już nie zamierza i podkreśla, że ma alternatywę.

 

Niemiecki Petro Carbo Chem (PCC) chce zwrócić uwagę premiera Jarosława Kaczyńskiego na niefortunną — jego zdaniem — decyzję ministra skarbu o odmowie sprzedaży mu 80-procentowych pakietów akcji Zakładów Azotowych Tarnów i Kędzierzyn.

Ostatnia deska ratunku

Inwestor prosi premiera o ,,pilną interwencję” bo chce dalej negocjować z Naftą Polską.

— Nasi prawnicy analizują, czy sposób podjęcia decyzji przez ministerstwo skarbu jest zgodny z prawem europejskim i przepisami dotyczącymi ochrony inwestycji wzajemnych w Polsce i w Niemczech — twierdzi Piotr Maciejewski, reprezentujący PCC w Polsce.

Inwestor nie może pogodzić się z tym, że minister skarbu nie dał mu szansy przedstawienia swoich argumentów, a o odmownej decyzji dowiedział się z komunikatu na stronach internetowych ministerstwa. Mimo to inwestor wysłał do Nafty Polskiej i resortu skarbu jednostronnie podpisane aneksy, w których zgodził się podnieść ofertę o 50,6 mln zł i przedłużyć termin obowiązywania umowy do 15 grudnia. PCC zgodził się nawet na zastaw rejestrowy na akcjach obu spółek, który miałby być gwarancją wykonania przez niego wszystkich zobowiązań prywatyzacyjnych. Gdyby się z nich nie wywiązał, akcje wróciłyby do Nafty Polskiej lub ministerstwa skarbu.

Więcej się nie należy

Nafta Polska odpowiedziała, że aneksy do umów prywatyzacyjnych są już bezprzedmiotowe.

— Naszym zdaniem, aneksy i umowy prywatyzacyjne obowiązują — mówi Piotr Maciejewski.

Podkreśla, że oferta, jaką przedstawił PCC, jest adekwatna do sytuacji ekonomicznej Tarnowa i Kędzierzyna.

— Na Tarnowie ciążą zobowiązania układowe wysokości 136 mln zł. Kędzierzyn natomiast musi spłacić jeszcze 150 mln zł długu za gaz, skonwertowanego na kredyt. Zakłady wymagają również dużych nakładów inwestycyjnych — stwierdza Piotr Maciejewski.

Inwestor zobowiązał się wydać na ten cel łącznie 500 mln zł. PCC nie zamierza więc podnosić kolejny raz ceny za akcje chemicznych spółek.

— To nic by już nie dało. To nie my byliśmy faworytem tego przetargu, tylko Anwil — twierdzi przedstawiciel PCC.

Plan awaryjny

Firma ma opracowaną strategię alternatywną na wypadek przegranej w wyścigu po polskie Azoty.

— Będziemy realizować swoje plany inwestycyjne, ale na zasadzie greenfield. Nie wykluczamy, że ze względu na wysokie koszty surowca i energii w Polsce część inwestycji ulokujemy na Ukrainie — ostrzega Piotr Maciejewski.

Nie jest to dobra wiadomość, ponieważ pieniądze na te projekty będą pochodzić z puli przeznaczonej pierwotnie dla Kędzierzyna i Tarnowa.

Możesz zainteresować się również: