Niepokój prezesów
Henryka Pieronkiewicz odeszła ze stanowiska. Prezes BPH głośno utożsamiana była z unowocześnieniem oferty banku, z pozyskaniem silnego inwestora, z wypromowaniem „drugoligowego” banku z Krakowa.
OFICJALNIE winne są nie najlepsze wyniki banku. Ale Henryka Pieronkiewicz ostrzegała, że nie należy spodziewać się cudów. Wyniki BPH po trzech kwartałach 1999 roku rzeczywiście nie cieszą. Zważyć jednak trzeba na to, że bank poniósł w ciągu ostatniego roku ogromne koszty związane z rozbudową oferty.
RYNEK zaczął spekulować — odejście pani prezes dziwnie zbiegło się w czasie z włączeniem w struktury BPH polskiego Vereinsbanku. Niektórzy obserwatorzy przesądzali — to robota inwestora strategicznego. Po czym znów odezwały się głosy — tak musiało się skończyć. Nowi właściciele w polskich bankach wprowadzają własne porządki i odtąd nikt nie powinien czuć się pewny swego stanowiska.
JEDNAK polscy menedżerowie polskich banków mają jedną, niezaprzeczalną zaletę — doświadczenie w kierowaniu instytucją finansową na polskim, niekiedy wielce oryginalnym rynku. Źle się stanie, jeśli na miejsce Henryki Pieronkiewicz inwestor wprowadzi własnego człowieka. Praktycznie nikt nie zna tego banku, tak jak pani prezes. Każdy nowy zarządzający BPH będzie się go musiał uczyć od podstaw. Ta zasada dotyczy większości prezesów polskich banków. Jeżeli okazałoby się, że za odejściem szefowej BPH nie stały powody osobiste, a osoba inwestora — stałoby się źle, a zagraniczni inwestorzy obecni we wszystkich bankach straciliby twarz. Nikt nigdy nie uwierzy już w deklaracje o chęciach pełnej współpracy z polskimi zarządami i ogromnej autonomii naszych instytucji finansowych.