Niewielki popyt podbił indeksy dość wysoko

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-03-06 00:00

Warszawska giełda coraz bardziej ostatnio przypominała omijany przez klientów sklep z mało atrakcyjnym towarem. Dni, gdy obroty sięgały kilku miliardów złotych, odeszły w głęboką przeszłość. Zaczęły dominować rozczarowanie i zniechęcenie. Aktywność inwestorów, także instytucjonalnych, stała się zupełnie nieadekwatna do poziomu kapitalizacji GPW. Zniknęły gdzieś reklamy funduszy akcji, które mają obecnie straty w ujęciu rocznym. Dopływ świeżej gotówki gwałtownie zmalał.

Duża niechęć do angażowania się w transakcje może zapowiadać bliski koniec fali spadkowej. Trwająca od ponad tygodnia przecena spowodowała, że zdecydowana większość pesymistycznie nastawionych inwestorów zdążyła pozbyć się niechcianych akcji. Po tej wyprzedaży, wobec braku nowych negatywnych impulsów z zagranicy, sprzedających w końcu zabrakło. A właściciele gotówki stali się bardzo skąpi, bojąc się spadku indeksów poniżej styczniowego minimum. Obroty znowu z trudem przekroczyły 1 mld zł.

Inwestorzy, którzy wytrzymali presję ostatnich dni i nie pozbyli się akcji, odetchnęli wczoraj z ulgą. Spadki przynajmniej chwilowo zostały powstrzymane. Mizerne obroty nieco zepsuły obraz sesji, ale jeśli okaże się, że doszło wczoraj do zmiany trendu, wkrótce zapewne wzrosną. Można było odnieść wrażenie, że najbardziej odważni gracze postanowili przystąpić do zakupów na mocno wyprzedanym rynku, licząc na szybki zysk dzięki poprawie nastrojów za granicą.

Rano niewiele zapowiadało, że WIG20 skończy dzień niemal 3-procentowym wzrostem. Indeksy krążyły blisko poziomu neutralnego, a chętni do kupna gdzieś przepadli. W końcu jednak akcje zaczęły się cieszyć większym powodzeniem, gdy zagraniczne indeksy poszły mocniej w górę, dyskontując spodziewane odbicie za oceanem. Wzrostowa fala na GPW wznosiła się powoli, z licznymi korektami, by gwałtownie przyspieszyć w końcowej fazie sesji. Był to efekt publikacji w USA dobrze odebranych danych o koniunkturze w sektorze usług.

Wartość zgłoszonego błyskawicznie popytu nie oszałamiała, ale w zupełności wystarczyła, by na wyprzedanym i mało aktywnym rynku mocno podnieść ceny. Krótkoterminowi gracze preferowali płynne blue chipy. Dlatego WIG20 zyskał najwięcej. Indeksy mniejszych spółek pozostały do końca w głębokim cieniu. Bardzo dobrze wypadły największe banki, z wyjątkiem BRE. Rozczarował KGHM przez spadek

ceny miedzi.

Włodzimierz Uniszewski

Możesz zainteresować się również: