Nowa kampania, taki sam wybór

Adam Sofuł
opublikowano: 2007-09-10 10:22

Koniec Sejmu V kadencji niemal dokładnie odzwierciedlał sposób w jaki działał przez prawie dwa lata. Ostatnie posiedzenie przypomniało wszystko to, czym ten parlament się charakteryzował — jałowe kłótnie i złośliwości, chaos, pośpiesznie i często przypadkowo przyjmowane ustawy (by wspomnieć 1200 zł ulgi podatkowej na każde dziecko), podporządkowanie wszystkiego doraźnej grze politycznej, a nie jakości stanowionego prawa. Z tego punktu widzenia dobrze, że ów parlament zdobył się na piątkową decyzję i przerwał swoje (i wyborców) męki.


Prezydent jeszcze w piątkowy wieczór zarządził wybory na 21 października i — teoretycznie — ta decyzja powinna stanowić start do kampanii wyborczej. W praktyce trwa ona już od dawna. Przecież już od kilku dni oglądamy czarne billboardy Platformy Obywatelskiej, a Prawo i Sprawiedliwość od kilku tygodni karmi nas telewizyjnymi reklamówkami. To PO i PiS będą między sobą toczyć tę wyniszczającą kampanię i ciekawe tylko, czy na tej bijatyce dwóch gigantów skorzysta jakiś trzeci gracz.


Październikowe wybory będą jedynie dogrywką wyborów z 2005 roku. Polacy nie wypowiedzieli się wówczas jednoznacznie czy wolą Polskę solidarną czy liberalną. Ostatnie dwa lata wskazują, że są to wizje — przynajmniej dla polityków — nie do pogodzenia. Dlatego wojna będzie trwać dopóki jeden z wielkich rywali — PiS lub PO — nie padnie na kolana przed drugim. Dotychczasowe sondaże nie wskazują by październikowe starcie miało okazać się decydujące.


Dla wyborców to kłopot, bo różnice programowe między obiema partiami są odwrotnie proporcjonalne do zaciekłości sporu jaki toczą. Chwilami spory między tymi ugrupowaniami przywodzą na myśl znaną z „Podróży Guliwera” krainę Liliputu, którą trawiła wojna domowa między tymi, którzy uważali, że jajko należy rozbijać z zaokrąglonego końca, a tymi, którzy za jedyne możliwe rozwiązanie przyjmowali roztłukiwanie go ze strony bardziej szpiczastej. Spór z Liliputu nie został rozstrzygnięty do dzisiaj. W piątek politycy złożyli rozstrzygnięcie podobnego sporu w ręce wyborców. Nie jest to pociągająca alternatywa. Na rzeczywisty wybór mielibyśmy szanse gdyby politycy przestali zajmować się — by znowu odwołać się do krainy: Liliputu — jajami. Na to jednak szanse są nikłe.

 

 

 


 

Możesz zainteresować się również: