Nowy szef ściąga port na ziemię

PPL musi się zmienić. Wiedzą o tym właściciel, szef, eksperci. Dotarło też do części pracowników, ale nie do związkowców

Średnia pensja — 9,3 tys. zł, wzrost wynagrodzeń w ciągu ostatnich trzech lat o 15 proc., wartość dodatkowych świadczeń — 1,2 tys. zł rocznie, odprawa to 36 pensji. Związkowiec zatrudniony jako operator maszyn czy malarz zarabia 12,5 tys. zł, choć z powodu pełnionej funkcji nie wykonuje pracy, a jeśli nie przyjmie nowych warunków pracy, zgarnie 350 tys. zł odprawy. Takie cuda dzieją się w PPL, spółce zarządzającej warszawskim lotniskiem, jednym z 21 przedsiębiorstw państwowych, które zostały nam w spadku po PRL.

Koszmarny układ

To, co dla pracowników brzmi bajecznie, jest koszmarem dla szefa spółki, w której koszty wynagrodzeń wzrosły od 2009 r. z 210 do 257 mln zł, a zwolnienie kogoś oznacza konieczność wypłaty fortuny. Michał Kaczmarzyk, który w lutym został dyrektorem generalnym PPL, wypowiedział w marcu Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy (ZUZP), bo żaden z ośmiu związków zrzeszających 1,8 tys. z 2,2, tys. pracowników, nie zgodził się na proponowane przez niego zmiany.

Chodziło o wycięcie takich zapisów, jak uzyskiwanie zgody rady pracowniczej przy podejmowaniu większości decyzji czy wysokość odpraw. 10 czerwca układ wygaśnie i zaczną się zwolnienia — do końca roku pracę straci 500 osób. Mimo wygaśnięcia układu zbiorowego dostaną odprawy. Przy średniej odprawie na poziomie 300 tys. zł (osoby w wieku przedemerytalnym otrzymają nawet 400 tys. zł) spółka wyda na to 150 mln zł. Ale dzięki redukcji rok później PPL wyda na wynagrodzenia o ponad 50 mln zł mniej.

— Nie chcę publicznie rozmawiać o wysokości wynagrodzeń i innych benefitów w PPL. Po pierwsze, zatrudniamy wysokiej klasy specjalistów, od których pracy zależy nasze bezpieczeństwo i musimy im dobrze płacić. Po drugie, jest to kwestia do dialogu ze związkami zawodowymi.

Jestem zdeterminowany, aby przeprowadzić restrukturyzację PPL i po stronie załogi widzę rosnącą świadomość konieczności zmian oraz gotowość do rozmowy. Bardzo zależy mi na osiągnięciu porozumienia w tych kwestiach — mówi Michał Kaczmarzyk. Cztery największe związki zrzeszające 1,7 tys. pracowników PPL planują na 7 maja strajk.

— Od miesiąca wzywamy dyrektora do rokowań, ale odmawia rozmów. Podjął dialog tylko z jednym ze związków. Wystąpimy do prokuratury z doniesieniem o utrudnianiu działalności związkowej — zapowiada Marek Żuk, przewodniczący ZZPLC. Zaznacza, że chce bronić miejsc pracy.

— My proponowaliśmy program dobrowolnych odejść, dyrektor szantażował, że albo zawiesimy ZUSP, albo go nam wypowie. Wbrew temu, co mówi dyrektor, spółka jest bogata, ma pieniądze — dodaje Marek Żuk. Kondycja spółki jest jednak inna, niż przedstawiają ją związkowcy — zamiast spodziewanych 30 mln zł zysku za 2013 r. Michał Kaczmarzyk przewiduje stratę. Ma to związek z zawiązaniem rezerw na roszczenia mieszkańców w wysokości 160 mln zł.

Związkowcy twierdzą, że to skok na ich kasę. W walce sięgają po mocno kontrowersyjne metody — jeden ze związków w PPL, Solidarność 80 wysłał donos na LOT do Komisji Europejskiej. Przekonuje w nim, że LOT niesłusznie otrzymał pomoc publiczną. Eksperci zauważają, że związkowcy PPL zapomnieli najwyraźniej, że 50 proc. przychodów ich spółki pochodzi właśnie od narodowego przewoźnika. Solidarność 80 została oficjalnie skrytykowana przez Związek Zawodowy Pilotów Komunikacyjnych PLL LOT.

Już nie błyszczy

Dotychczas PPL był postrzegany jako maszynka do zarabiania pieniędzy, ale okazuje się, że na tle innych europejskich portów Lotnisko Chopina, którym zarządza PPL, wypada blado. Z 15 lotnisk ma najwyższy stosunek zatrudnionych na liczbę pasażerów. Niższe przychody od Chopina ma tylko Ryga, a mimo to w wynagrodzeniach Warszawa przebija cztery porty.

— U nas średnia pensja jest o ponad połowę niższa. To jest kuriozum. Nie dziwię się związkom, że bronią się rękami i nogami, ale dlaczego dopuściły do takich przerostów zatrudnienia? — dziwi się prezes jednego z regionalnych portów.

Lenin na pomniku

Zmiany w PPL są nieuniknione. Michał Kaczmarzyk ma poparcie Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju.

— Ministerstwo przygotowuje projekt komercjalizacji PPL. Będzie to ta sama ścieżka, jaką poszła Poczta Polska — mówi Bartłomiej Bodio, poseł PSL, szef podkomisji ds. transportu lotniczego i gospodarki morskiej. Oznacza to, że PPL będzie działać na zasadach kodeksu handlowego i z radą nadzorczą. Niektórzy radzą pójść dalej.

— Komercjalizacja to słowo zakłamane, zostaniemy w pół kroku, jak Lenin na pomniku. Należy PPL sprywatyzować z udziałem polskiego i zagranicznego kapitału — uważa Andrzej S. Nartowski, prezes Polskiego Instytutu Dyrektorów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Nowy szef ściąga port na ziemię