Obligacje najlepsze mają za sobą

Potencjał obligacyjnej hossy jest na wyczerpaniu. Szans na zarobek wciąż można jednak szukać w papierach dłużnych rynków wschodzących

W ciągu ostatnich 12 miesięcy przeciętny uniwersalny fundusz polskich obligacji dał zarobić 2,2 proc. To niezły wynik na tle średnio 0,8-procentowego zysku z uniwersalnych funduszy polskich akcji, jednak dopiero wybrane segmenty rynku funduszy dłużnych przyniosły rzeczywiście imponujące stopy zwrotu.

Przy 11-procentowym umocnieniu obligacji rządu w Warszawie zapadających w październiku 2028 r. im bardziej fundusz skupiał się na papierach długoterminowych, tym lepszy wynik miał szansę zanotować. Świetnymi stopami zwrotu pochwalić się mogły fundusze inwestujące w zagraniczne papiery dłużne, w czym pomogło umocnienie dolara do złotego. Choć NBP jako jeden z nielicznych banków centralnych na świecie wyłamał się z tendencji do obniżania stóp, a rekordowo długiej kampanii wyborczej towarzyszyło złagodzenie polityki fiskalnej, to globalna hossa obligacyjna przełożyła się na solidne umocnienie polskich papierów skarbowych — w poniedziałek 18 listopada rentowności 10-latek sięgały 2,12 proc. w porównaniu z 3,25 proc. przed rokiem.

— Kondycja budżetu jest niewątpliwie istotnym czynnikiem dla krajowych obligacji, bo przekłada się na ich podaż. Jednak wciąż większą rolę grają czynniki globalne, wśród których obecnie kluczowe są kondycja gospodarek europejskich oraz negocjacje handlowe między Stanami Zjednoczonymia Chinami. Inwestorzy zagraniczni wciąż mają duży udział w polskim rynku obligacji, więc zmiany w sytuacji globalnej przekładają się na napływy i odpływy kapitału także na nasz rynek — komentuje Karol Paczuski, zarządzający AXA TFI.

Korekta w hossie

Skalę tej zależności najlepiej pokazują obliczenia banku ING. Korelacja rentowności polskich papierów długoterminowych i 10-letnich obligacji amerykańskiego skarbu w ostatnich pięciu latach była bliska 60 proc., co było jednym z najwyższych odczytów na szeroko rozumianych rynkach wschodzących. To jednak oznacza, że prawdopodobne wyhamowanie hossy na globalnych rynkach obligacji będzie oznaczało także koniec solidnych zysków z krajowych funduszy obligacyjnych. Pośród spowalniania globalnego wzrostu, grożących pogłębieniemproblemów napięć handlowych oraz łagodzenia polityki większości krajowych władz monetarnych w ostatnim roku rentowności obligacji na świecie silnie spadały, a to przekładało się na zwyżki ich cen. Średnia rentowność obligacji uwzględnionych w globalnym indeksie obliczanym przez agencję Bloomberg i bank Barclays spadła z notowanych na szczycie z listopada 2018 r. 2,27 proc. do 1,45 proc.

Po tym jak na początku sierpnia Donald Trump nałożył na Chiny nowe cła, doprowadzając do eskalacji napięć handlowych, średnie rentowności zbliżyły się do historycznego dołka z 2016 r. (1,07 proc.). Od tamtego czasu wyraźnie jednak odbiły na fali poprawy nastawienia globalnych inwestorów do aktywów cyklicznych. Proces ten napędzany był postępami w negocjacjach handlowych i nadziejami, że Stany Zjednoczone unikną recesji. Jeśli te tendencje okażą się trwałe, będzie to oznaczać,że potencjał dalszego umocnienia obligacji jest już ograniczony.

— Oczekujemy wejścia globalnych rentowności w lekko wzrostową tendencję ze względu na to, że zagrożenie recesją w Europie powoli mija. Dane makroekonomiczne ustabilizowały się na niskim poziomie i powinny zacząć się poprawiać. Rentowności w Europie są w wielu przypadkach ujemne, a to daje pole do ich wzrostu i korekty umocnienia obligacji. W Polsce niewiadomą jest, jak oczekiwane spowolnienie wzrostu przełoży się na kondycję budżetu, jednak nad Wisłą rentowności także powinny rosnąć — przewiduje Karol Paczuski.

— Obligacjom będzie trudno powtórzyć wyniki z ostatnich miesięcy. Koniunktura globalna już się nie pogarsza, częściowe porozumienie handlowe jest na wyciągnięcie ręki, a banki centralne wstrzymują łagodzenie — wylicza Jarosław Leśniczak z TFI PZU.

Przegrzany rynek

Tymczasem o tym, że obligacyjna hossa zaszła za daleko, przekonani są globalni inwestorzy. W październikowym sondażu banku BofA wśród zarządzających funduszami największa grupa — 41-procentowa — właśnie kupowanie obligacji wskazywała jako najbardziej „obleganą” strategię inwestycyjną. To, że rynek, na którym panuje hossa, przyciąga inwestorów, nie musi być jeszcze niepokojące, jednak jeśli fundamenty nagle się zmienią, pospieszne wychodzenie bardziej spekulacyjnie nastawionych inwestorów może skutkować poważniejszą korektą.

Tak właśnie stało się w ostatnim miesiącu, a zdaniem ankietowanych przez BofA zarządzających globalny rynek obligacji nadal jest przegrzany i przewartościowany. Podczas ostatniej wyprzedaży obligacji odsetek uważających ich kupowanie za najbardziej „obleganą” strategię spadł do 21 proc. (co wciąż jest wysokim odczytem), a sami zarządzający coraz bardziej ich unikają. Specjalistów niedoważających obligacje w porównaniu z benchmarkami dla swoich funduszy jest o 47 pkt proc. więcej od je przeważających, a tak niechętnego ich nastawienia nie obserwowano od roku.

Gorsze fundamenty

Wprawdzie w ubiegłym tygodniu popyt na papiery skarbowe wrócił (rentowności zarówno krajowych, jak i amerykańskich obligacji opadły z 3-miesięcznego szczytu), jednak zmieniające się fundamenty wskazują, że o trwały powrót do hossy może być trudno. Normalizowanie się sytuacji w Europie potwierdza fakt, że wbrew obawom ekonomistów technicznej recesji uniknęły Niemcy, gdzie w trzecim kwartale PKB symbolicznie wzrósł. Paliwo, jakie obligacjom dawało łagodzenie polityki pieniężnej, jest na wyczerpaniu. Wprawdzie na ostatnim posiedzeniu Fed ponownie obniżył stopy procentowe, jednak zasugerował, że kolejnych obniżek na razie nie należy się spodziewać. Kurczy się pole do łagodzenia polityki przez banki gospodarek rozwijających się, oceniają towarzystwa Aviva Investors oraz Fidelity International.

— Znaczna większość umocnienia obligacji z rynków wschodzących jest już za nami. W 2020 r. stopy zwrotu raczej nie powtórzą wyników z tego roku — ocenia w rozmowie z Bloombergiem Paul Greer, zarządzający Fidelity International.

Bardziej optymistyczne podejście do tej części globalnych rynków obligacji ma jednak Jarosław Leśniczak, współzarządzający funduszem PZU Dłużny Rynków Wschodzących, który w ostatnich 12 miesiącach zarobił 18,4 proc. W optymistycznym dla światowej gospodarki scenariuszu, do którego specjalista się skłania, potencjał mają takie rynki, jak Meksyk, Rosja, Brazylia, a po części także Turcja. Ogólnie rzecz biorąc, kraje te wciąż cechują się wysokimi realnymi stopami procentowymi, wyhamowaniem inflacji w ostatnim okresie oraz niskim wzrostem gospodarczym.

— Stopniowa poprawa globalnej koniunktury powinna wspierać tę grupę rynków, choć łatwe zyski są już za inwestorami także w ich przypadku. Tymczasem w mniej prawdopodobnym scenariuszu fiaska rozmów handlowych i pogłębienia globalnego spowolnienia to obligacje z krajów rozwiniętych, a także rządów z naszego regionu powinny zachowywać się lepiej. Ich gospodarki są bardziej stabilne, a powrót przestrzeni do łagodzenia polityki głównych banków, zwłaszcza Europejskiego Banku Centralnego, przełożyłby się na dalsze napływy kapitału do obligacji — podkreśla Jarosław Leśniczak.

2,2 proc. Taka jest przeciętna stopa zwrotu uniwersalnych funduszy polskich obligacji za ostatnie 12 miesięcy.

5,2 proc. Tyle przeciętnie zarobiły globalne fundusze obligacji...

10,7 proc. ...a tyle zysku przyniosły w tym czasie fundusze obligacji rynków wschodzących.

4-latek prawie zabrakło

Eksplozja popularności obligacji skarbowych doprowadziła w październiku do tego, że Ministerstwo Finansów odnotowało rekord miesięcznej sprzedaży papierów — wynosi on 1,97 mld zł. Pobity zostanie też całoroczny rekord, bo po dziesięciu miesiącach wartość sprzedaży (13,9 mld zł) jest już wyższa niż w całym 2018 r. (12,7 mld zł). Niewiele brakowało, by obligacji zabrakło, bo w ubiegłym miesiącu popyt na 4-latki wyniósł 850 mln zł przy dostępnej puli 1 mld zł. Te papiery to obecnie hit sprzedażowy, a wabikiem jest fakt, że są indeksowane inflacją, która wynosi obecnie 2,5 proc. Obligacje te w pierwszym roku przed inflacją co prawda nie uchronią, bo ich oprocentowanie wyniesie 2,4 proc., ale w kolejnym kupon będzie równy wskaźnikowi cen powiększonemu o 1,25 pkt proc. marży. Na dodatek przy zamianie poprzedniej serii kupujący otrzymują rabat przy zakupie (obligacje są o 10 groszy tańsze). — Podobny mechanizm indeksowania inflacją, dzięki któremu obligacje dają zarobić więcej przy szybszym wzroście cen, działa w przypadku obligacji sześcio-, dziesięcio- i dwunastoletnich.

Nie należy mieć przy tym złudzeń — to właśnie inflacja w połączeniu z najniższym w historii oprocentowaniem lokat bankowych każe Polakom poszukiwać inwestycji, które uchronią posiadany kapitał przed utratą siły nabywczej. Zyskują na tym obligacje skarbowe, ale też np. rynek nieruchomości, dystrybutorzy złota inwestycyjnego czy emitenci obligacji — komentuje Bartosz Turek, analityk HRE Investments. W ofercie skarbu państwa oprócz obligacji 4-letnich są papiery 3-miesięczne (oprocentowanie w skali roku to 1,5 proc.), 2-letnie (oprocentowanie stałe w wysokości 2,1 proc. w skali roku), 3-letnie (o zmiennym oprocentowaniu, w pierwszym, półrocznym okresie wynosi 2,2 proc., później zależy od stawki WIBOR) oraz 10-letnie (2,7 proc. w pierwszym roku, później oprocentowanie będzie równe inflacji powiększonej o 1,5 pkt proc.). [KZ]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu