Oby offset do Apache’ów był lepszy niż kiedyś do F-16

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-03-23 17:33

Porażka offsetowa sprzed lat przy okazji zakupu F-16 stała się nauczką, by przy następnych kontraktach obronna korzyść nie stała się czołobitnością.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Podpisana 23 marca 2026 r. umowa między Wojskowymi Zakładami Lotniczymi nr 1 (WZL-1) w Łodzi oraz amerykańskim koncernem Lockheed Martin (LM) w sprawie serwisowania śmigłowców szturmowych AH-64E Apache Guardian zdecydowanie wykracza poza wątki biznesowe. Samo takie stwierdzenie to truizm, wszak na całym świecie produkcja oraz eksport/import uzbrojenia i sprzętu militarnego mają charakter specjalny. Jednak akurat w obecnej sytuacji międzynarodowej oraz naszej wewnętrznej konfrontacji politycznej warta 300 mln zł umowa serwisowa ma aż potrójny kontekst dotyczący i samego kierunku importu z USA, i konkretnego asortymentu śmigłowców, i będącej beneficjentem polskiej firmy WZL-1.

Zakup 96 śmigłowców uderzeniowych Apache to jeden z najważniejszych kontraktów zbrojeniowych Polski po wstąpieniu do NATO. Historycznym punktem odniesienia może być dokonany w 2003 r. pionierski zakup 48 samolotów wielozadaniowych F-16. Notabene kwotowo ten śmigłowcowy jest większy, przekracza 10 mld USD, gdy ponad dwie dekady temu samoloty kosztowały niecałe 4 mld USD, zatem nawet po poprawce inflacyjnej było to znacznie mniej. W skali finansowej z uderzeniowymi śmigłowcami równają się tylko dwie zsumowane transze zakupów rakiet Patriot, analogicznie zsumowana kwota za czołgi Abrams wychodzi znacznie mniejsza.

Bardzo ważny jest kontekst polityczny sprowadzenia dla wojska śmigłowców Apache. Wyboru uderzeniowej maszyny zastępującej poradzieckie Mi-24 dokonał rząd PiS, a konkretnie minister obrony Mariusz Błaszczak, który również przeforsował ogromną liczbę aż 96 egzemplarzy do pozyskania w latach 2028-2032, chociaż początkowo armia przymierzała się tylko do 32. Apache z biało-czerwonymi szachownicami stworzą drugą flotę na świecie po użytkowanej przez armię USA. Po zmianie w 2023 r. rządu podtrzymanie śmigłowcowej decyzji poprzednika, w tym jej rozmiarów kwotowych, było dla ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza tzw. oczywistą oczywistością. Umowa zakupowa podpisana została 13 sierpnia 2024 r. na lotnisku w Inowrocławiu, gdzie Apache będą stacjonowały. Taka kontynuacja decyzji podejmowanych na wniosek fachowców z wojska po kilku latach wszechstronnych analiz powinna być międzyrządowym standardem po zmianie ekipy przy sterach państwa. W 2016 r. tak nie było, rząd PiS – a konkretnie minister obrony Antoni Macierewicz – zerwał kontrakt na dostawę 70 egzemplarzy francuskiego śmigłowca wielozadaniowego Caracal (to maszyna z zupełnie innymi zadaniami niż szturmowy Apache). Skarb państwa zapłacił koncernowi Airbus umiarkowane odszkodowanie w wysokości 80 mln zł. Wtedy znacznie więcej straciły WZL-1 w Łodzi, które miały skorzystać na umowie offsetowej dotyczącej serwisowania Caracali. Po dekadzie zaświeciło dla nich rozwojowe słońce Apache’a, tym razem za sprawą kontraktu zawartego zgodnie przez dwa skonfrontowane politycznie rządy.

23 lata temu o wyborze F-16 rozstrzygnął rząd SLD-PSL, a realnie minister obrony Jerzy Szmajdziński. Postawienie na Amerykanów oznaczało odrzucenie ofert europejskich, które polscy piloci stricte bojowo oceniali wyżej, w szczególności szwedzkie JAS 39 Gripen. Przeważyły jednak względy polityczne, czyli członkostwo Polski w NATO – Stany Zjednoczone to opoka sojuszu, zaś Szwecja do niego nie należała. Notabene nie przeszkadzało to ówczesnym rządom Czech i Węgier, które razem z nami przystąpiły do NATO, w wybraniu właśnie Gripenów, częściowo w korzystnej formule leasingu. W decyzji rządu SLD-PSL bardzo ważną rolę odegrał offset, który miał stać się technologicznym kołem zamachowym naszego przemysłu. Ówczesne naiwne nadzieje szybko jednak wywietrzały, ponieważ postrzeganie instytucji offsetu przez rząd USA oraz koncern LM odbiegało radykalnie od wizji polskiej. Strona amerykańska uznawała samą koncepcję za zdumiewający biznesowo haracz i wrzuciła do niego transfery absolutnie nieprzydatne Polsce, aby tylko jakoś zapełnić umówioną kwotę. Tamta porażka offsetowa stała się nauczką, by przy następnych kontraktach obronna korzyść nie stała się czołobitnością. Obecna umowa pomiędzy łódzkimi WZL-1 a koncernem LM ponoć – według słów premiera Donalda Tuska – jest równie sojusznicza, co twarda.

Możesz zainteresować się również: