Czego jak czego, ale konsekwencji Radzie Polityki Pieniężnej, w całej jej niedługiej historii, nie brakowało. Jak mówiła, że podwyższy stopy procentowe, to podwyższała, jak mówiła, że obniży, to... mówiła. W tym większe zdumienie wprawiła wszystkich, no nie, nie obniżeniem stóp, ale zmianą nastawienia z restrykcyjnego na ekspansywne, z pominięciem neutralnego, jakiego dokonała w lutym. Co prawda oznacza to tylko, a może aż, większe prawdopodobieństwo obniżek stóp niż podwyżek, ale...
W sytuacji, kiedy inflacja spada znacznie szybciej niż wszyscy oczekiwali (a przede wszystkim Narodowy Bank Polski), a złoty umacnia się w tempie zagrażającym opłacalności wymiany handlowej (przekroczył już wszystkie bariery) RPP stała się aktywnym graczem na rynku monetarnym. Wzbudziła apetyty. I niezależnie od tego jak lingwistycznie interpretuje nastawienie „łagodne” czy „ekspansywne”: słowo się rzekło, kobyłka u płotu.