Anglojęzyczny napis na kolorowej poduszce przy recepcji nie pozostawia złudzeń: „To jest w naszej nazwie i naszym DNA. To jest to, czym się zajmujemy. Odkrywamy”. A że po angielsku odkrywać to „discover”, czas odkryć warszawską siedzibę stacji Discovery i jednocześnie centralne biuro tej telewizji na ponad sto krajów. Tu, na siódmym piętrze budynku Lumen przy Złotych Tarasach, gospodynią jest prezes Katarzyna Kieli.
Metoda. Kolorowe wnętrza wypełniają plakaty promujące poszczególne składniki ramówki. To ma być przepis na pobudzenie kreatywności pracowników.
— Gospodynią w rozjazdach. Do końca roku jedynie dwa dni spędzę w warszawskim biurze — przyznaje pani prezes.
Telefon przy uchu
Praca zobowiązuje — w końcu ta menedżerka to jedna z czołowych postaci światowej sieci Discovery. W strukturze amerykańskiej korporacji od ponad roku piastuje funkcję szefa na Środkową i Wschodnią Europę, Bliski Wschód i Afrykę. To oznacza zarządzanie kilkuset osobami od Władywostoku po Kapsztad. Rezultat?
Cztery ekrany w przeszklonym gabinecie pani prezes. Choć za wielkimi oknami rozciąga się widok na miasto z Pałacem Kultury na pierwszym planie, to oczy Katarzyny Kieli wpatrzone są zwykle w wideotelefon lub w ekran któregoś z macintoshów — przenośnego lub stacjonarnego. A jakby co, zawsze można pooglądać telewizję. Odbiornik, podpięty do wewnętrznej sieci Discovery, pozwala oglądać kanały emitowane w różnych wersjach językowych.
— Prezes całej korporacji jest w Stanach. W regionie, za który odpowiadam, jest kilkanaście biur. W rezultacie dużo pracuję z telefonem przy uchu. Kiedy mam możliwość kontaktu wzrokowego z osobą po drugiej stronie słuchawki, wzrasta jakość i temperatura rozmowy — przyznaje Katarzyna Kieli.
Kiedy wideotelefon milczy, wzrok przyciąga ściana: zdjęcia dwójki dzieci szefowej Discovery wplecione w plakat promujący „Narodziny na świecie”, jeden z programów stacji.
— To prezent od pracowników. Dostałam go po powrocie z urlopu macierzyńskiego — wyjaśnia Katarzyna Kieli, a w tle pika sygnał, oznajmiający przychodzące co chwila maile.
Bez bukietu ani rusz
To ona akceptowała projekt siedziby Discovery w Polsce, z jej kobiecą wrażliwością musiał się zmierzyć londyński architekt. Gdy przyniósł pierwszy projekt, zapełniony czarnobiałymi wizjami, i oznajmił, że to efekt lasu w zimie, spotkał się ze zdecydowaną odmową. Prezes Discovery zimy ma dość w Polsce, postawiła zatem na światło, kolory i miejsca, w których można ustawić świeże kwiaty. Duże wazony zdobią kilka najważniejszych miejsc w biurze.
— Co poniedziałek przyjeżdżają świeże bukiety do biura, w piątek mam świeże w domu, by cieszyć nimi zmysły przez weekend. Do swojego ogródka sprowadzam odmiany róż z najdalszych zakątków świata — opowiada pani prezes. A gąszcz czerwonych goździków, zdobiących jej gabinet, wabi zapachem już od progu.
