Odmawianie, odpuszczanie

Wojciech Eichelberger
25-11-2005, 00:00

Umiejętność odmawiania innym, gdy chcą nam za dużo włożyć na grzbiet, i odpuszczania sobie, gdy sami za wysoko ustawiamy poprzeczkę, jest konieczna, by dobiec do upragnionej mety, która ciągle — podobnie jak horyzont — się oddala.

Opisywałem ostatnio umiejętność znajdowania oparcia w sobie w trudnych i niebezpiecznych sytuacjach. Wiemy, że jedną ze składowych tej umiejętności jest rozbudowana mózgowa mapa ciała albo — mówiąc metaforycznie — bogata we wskaźniki tablica rozdzielcza, która w każdej chwili pozwala nam uświadomić sobie stan pojazdu, którym podróżujemy przez życie — czyli stan naszego organizmu. To oczywiste, że — podobnie jak to ma miejsce w wyścigowych samochodach czy w samolotach — im trudniejszym zadaniom musi sprostać kosmiczny wehikuł naszego ciała, tym bardziej bieżąca informacja o tym, co się z nim dzieje, jest niezbędna.

Dzięki temu możemy uniknąć błędów w eksploatacji i serwisowaniu, wiedzieć, jak wykorzystujemy jego możliwości i pamiętać o ograniczeniach. W końcu każdy wskaźnik ma czerwoną strefę, której — jeśli nie chcemy doprowadzić do niebezpiecznego uszkodzenia — raczej nie należy przekraczać. A to prowadzi nas prosto do kolejnych umiejętności, czyli odmawiania, odpuszczania i opierania się. Zestaw tych umiejętności zwany jest też z angielska „asertywnością”.

Aby osiągnąć sukces na dowolnym rynku, trzeba się maksymalnie wysilić. To wiemy wszyscy aż za dobrze. Wiemy też, że te zawody bardziej przypominają bieg długodystansowy, a nawet maraton niż sprint — musimy więc dobrze rozkładać siły. To oczywiste, że umiejętność odmawiania innym, gdy chcą nam za dużo włożyć na grzbiet, i odpuszczania sobie, gdy sami za wysoko ustawiamy poprzeczkę, jest konieczna, by dobiec do upragnionej mety, która na dodatek ma taką właściwość, że ciągle — podobnie jak horyzont — się oddala.

Przejdźmy więc do rzeczy. W odmawianiu, najkrócej mówiąc, chodzi o to, by naszego pojazdu nie przeciążać. Proste — ale tylko na pozór. Zadziwiające jest, że w tej sprawie mamy więcej współczucia i zrozumienia dla naszych samochodów niż dla naszych organizmów. Żaden kierowca o zdrowych zmysłach nie załaduje samochodu ponad określony przez konstruktorów limit obciążenia. Wie bowiem, że na zakrętach, na wybojach i przy nagłym hamowaniu ryzykuje życie własne, pasażerów i pojazdu. Ba, nawet na prostej drodze może mu wysiąść zawieszenie. Ale sobie samym bez zmrużenia oka potrafimy załadować na plecy ciężary często wielokrotnie przekraczające nasze możliwości. Aby tego zaprzestać, przede wszystkim musimy odzyskać zdrowe zmysły, czyli zmysł kontaktu z ciałem zwany priopriocepcją. To warunek konieczny, ale jeszcze nie wystarczający. Po to, by skutecznie i w porę odmawiać bliźnim — a szczególnie bliźnim pełniącym rolę szefów i autorytetów — nie wystarczy nam wiedzieć, co nasz pojazd może, a czego nie może. Jeśli nie cenimy ani naszego samochodu, ani naszego życia i najbardziej zależy nam na tym, jakie wrażenie robimy na innych i na tym, by byli z nas zadowoleni — to będziemy szpanować, szarżować i poniewierać nasz pojazd, ile wlezie. Dlatego trzeba też w pełni odzyskać inny, często zapominany, a niezmiernie ważny atrybut: poczucie własnej wartości.

Odzyskać — nie nabyć. Bo poczucie wartości jest nam wrodzone i jedynie na skutek sposobu traktowania nas w dzieciństwie przez rodziców, opiekunów i autorytety ulec może zachwianiu lub załamaniu. Na szczęście są sposoby na to, by je skutecznie odzyskiwać i wzmacniać.

Ważne jest, abyśmy wobec siebie i wobec innych potrafili z przekonaniem powiedzieć następujące zdanie: Ta istota, którą w istocie jestem, w pełni zasługuje na miłość i szacunek.

Na koniec dwa słowa o opieraniu się. Wbrew pozorom nie chodzi tu o stawianie oporu. Wystarczy umieć odmawiać. Chodzi tu o niekojarzącą się bynajmniej ze stanowczością umiejętność korzystania z pomocy innych — z ich oparcia — a także o umiejętność zwracania się z prośbą o pomoc, jeśli jest taka potrzeba. Dopiero wszystko to razem może sprawić, że lekkomyślnie nie będziemy się przeciążać i ryzykować katastrofy.

Wojciech Eichelberger, dyrektor Instytutu Psychoimmunologii

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Eichelberger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Odmawianie, odpuszczanie