Olimp, Mount Everest i antyk

  • Aleksander Krawczuk
27-06-2008, 00:00

W starożytności nie obnoszono zapalonego znicza olimpijskiego po krajach Grecji, nie mówiąc już o ziemiach „barbarzyńców”. A niby po co by to czynić, skoro igrzyska odbywały się zawsze w tym samym miejscu — w Olimpii na Peloponezie, regularnie od roku 776 p.n.e. aż po rok 383 n.e.

A już nikomu by nie wpadło do głowy wspinać się z pochodnią na świętą górę, na Olimp! Nie wolno przecież zakłócać spokoju bogów nieśmiertelnych w ich siedzibie. Zresztą droga z Olimpii na Olimp byłaby długa i trudna — kilkaset kilometrów przez ziemie wielu państewek, zazwyczaj skłóconych i często wojujących między sobą. Olimpię i Olimp łączył jednak kult jednego boga: Zeusa. Przebywał i królował u granic północnych greckiego obszaru, w Olimpii zaś przez wieki patronował najsławniejszym igrzyskom ku swej czci.

 

Ludzie antyku znali i podziwiali wiele potężnych masywów: Alpy, góry Bałkanów i Kaukazu. O innych natomiast, zwłaszcza tych w głębi Azji, dowiadywali się tylko dzięki opisom, zwłaszcza od czasów wyprawy Aleksandra Wielkiego. Trudno by im było wyobrazić sobie ogrom Himalajów i uznać, że Mount Everest jest wyższy od Olimpu prawie trzykrotnie. Może na szczęście? Góra Zeusa okazałaby się czymś skromnym w porównaniu z tamtymi kolosami.

 

Jeśli jednak Grecy i Rzymianie obserwują nasz świat ze swych Pól Elizejskich, na pewno nie mogą wyjść z podziwu, że komuś chce się wdrapywać na najwyższy szczyt globu po to tylko, by symbolicznie wynieść tam znicz rozpalony w świętym przybytku Zeusa w Olimpii. Czy zdajemy sobie w pełni sprawę z tego, czym jest, co w istocie oznacza triumfalny pochód znicza? Patrząc na to, duchy starożytnych w zaświatach przeżywają chwile wielkiej, niezwykłej, usprawiedliwionej radości. W roku 383 chrześcijański cesarz zakazał igrzysk — po dwunastu wiekach ich regularnego świętowania! Zakazał, były bowiem połączone z ofiarami ku czci pogańskiego boga i pozwalały bezwstydnie obnażać grzeszne ciało. A więc obrażały prawdziwą wiarę. I gorszyły.

Przez piętnaście wieków idea olimpijska była uśpiona. Pamięć o niej trwała dzięki filologom, historykom, wielbicielom antyku. Odrodzenie olimpiad w roku 1896 w Atenach było niemal cudem. A chyba jeszcze większym to, że idea tak szybko się przyjęła i w ciągu życia dwóch, może trzech pokoleń ogarnęła prawie cały świat. Stała się ważnym elementem życia naszej epoki, czymś powszechnie akceptowanym i jednoczącym. Świętem całej ludzkości. Tak samo jak była spoiwem łączącym Greków politycznie rozbitych na setki wiecznie poróżnionych państewek.

Przywykliśmy, że olimpiady odbywają się co cztery lata z coraz większym rozmachem. Można by rzec: świat, nie tylko sportowy, żyje rytmem olimpiad. Jak w antycznej Helladzie! Ale teraz zmiana miejsca igrzysk powoduje, iż zaszczyt ich organizowania staje się wprost upragniony. To sprawa ambicji — ale także korzyści — narodów, państw i miast.

 

Idee antyku we współczesności… Ot, choćby jednoczenie wokół olimpiady i jednoczenie się Unii… Po dwóch krwawych wojnach światowych, które tak brutalnie obnażyły bezsens konfliktów nacjonalistycznych i ideologicznych, wydaje się pewne, że idea pokoju olimpijskiego pośrednio wpłynęła na kształtowanie się innego, głębszego i szerszego spojrzenia na możliwość pokojowego współistnienia. A powstawanie Unii to przecież nic innego jak odrodzenie się Imperium Romanum. Różnica między tą ideą a olimpijską? Tę pierwszą Europejczycy starali się nieustannie realizować w różnych formach i pod rozmaitymi nazwami, poczynając od monarchii Karola Wielkiego. A idea olimpijska była przez tyleż wieków niemal zapomniana.

A przecież razem z tymi dwoma ideami i procesami — Unii i olimpiad — idzie też rewolucja obyczajowa, czyli powrót do swobody i tolerancji w całym obszarze naszego życia osobistego.

Odnoszę wrażenie, iż nie wszyscy w pełni doceniają wagę i głębokość tych trzech wzajem się zazębiających i wzmacniających procesów i wydarzeń. W istocie zaś chodzi o powrót antycznego świata. Zeus może być w pełni zadowolony. I nie takie to ważne, czy rezyduje na Olimpie czy też na Mount Everest.

 

Pozostaje jeszcze jedna sprawa, której odrodzenie sprawiłoby mu wielką radość: powrót łaciny i greki do szkół. A byłoby to wielce praktyczne — choćby z tego względu, że nasza terminologia naukowa i techniczna i tak z roku na rok pęcznieje od wyrazów masowo pożyczanych z tych dwóch (rzekomo) martwych języków. W istocie jednak są one tak samo martwe, jak były do niedawna idee olimpiad i zjednoczonej Europy. Jeszcze za czasów mej młodości nasz scalony kontynent uchodził za mrzonkę i utopię. A moi rodzice i dziadkowie uważali zapewne pomysł wskrzeszenia olimpiad za sympatyczny, ale raczej zabawny. A więc może i to, co wydaje się dziś nierealną propozycją, stanie się kiedyś rzeczywistością? Poczekajmy. Bogowie olimpijscy są nie tylko nieśmiertelni, lecz także i cierpliwi.

Olimpiady starożytne, jako się rzekło, święcono przez prawie tuzin wieków. W tym czasie doszło w świecie starożytnym do wielu przemian politycznych, a także do rozkwitu kultury, rozpowszechniła się znajomość pisma. Zrodziła się literatura i sztuka, wydając wspaniałe, do dziś żywe arcydzieła. Wykształcała się myśl naukowa, filozofia, matematyka, astronomia, medycyna. Rozwinęły się wielkie miasta.

 

Ale postęp techniczny był w czasie tych dwunastu stuleci raczej skromny. Tymczasem w naszej epoce od pierwszej olimpiady, czyli w ciągu niewiele ponad stu lat, doszło do niewiarygodnej rewolucji w nauce i technice. Motoryzacja. Lotnictwo. Energia jądrowa. Radio. Telewizja. Komputery. Internet. Nowoczesna medycyna. Telefonia komórkowa. Listę można oczywiście przedłużać. I oto pytanie: jak będzie wyglądał świat za 12 wieków, czyli około roku 3200 — jeśli uda nam się utrzymać grecką tradycję i jeśli tempo przemian naukowych i technicznych będzie wciąż tak samo błyskawiczne? l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksander Krawczuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Olimp, Mount Everest i antyk