Ostatni bastion nawigacji

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2013-06-26 00:00

Urządzenia PND odchodzą do lamusa? W wypożyczalniach aut trzymają się mocno.

Sprzedaż tradycyjnych nawigacji spada, odkąd rozpowszechniły się smartfony, a ich użytkownicy mogą za darmo pobrać mobilne aplikacje ułatwiające podróżowanie. Są jednak firmy, które nadal kupują wiele tego typu urządzeń. Należą do nich wypożyczalnie samochodów, zwłaszcza jeśli nastawiają się na obsługę zagranicznych turystów i biznesmenów. Przykładem może być spółka Sixt Rent a Car Polska, która oferuje klientom dwa rozwiązania. Pierwszym jest sprzęt PND (portable navigation device), wykorzystywany w pojazdach z niższych grup, takich jak ford fiesta czyi skoda octavia. A w fabryczne systemy nawigacyjne wyposażone są auta z kategorii premium: mercedesy, bmw czy volvo.

— Przed zeszłorocznymi mistrzostwami Europy w piłce nożnej zainwestowaliśmy w ponad sto urządzeń PND. Ułatwiło to przybyłym do Polski gościom jazdę po Warszawie i innych miastach. Technologia sprawdziła się lepiej niż nasi piłkarze — uważa Paweł Reczyński, prezes Sixt Rent a Car Polska. Przez kilka ostatnich lat firma przetestowała nawigacje prawie wszystkich znanych producentów PND, m.in. Garmin, Mio, Smart GPS i TomTom. Ostatecznie zdecydowała się na produkty przede wszystkim tej ostatniej marki. Bo to one najbardziej przypadły do gustu osobom wypożyczającym samochody — głównie z powodu łatwości obsługi, dostępności w innych krajach i szczegółowych map.

Zdaniem wielu ekspertów, sprzęt PND niedługo skończy swój żywot. Prezes Reczyński nie podziela tej opinii. Powołuje się na badania przeprowadzone przez firmę Gfk Polonia, z których wynika, że w ostatnich latach w Polsce sprzedaje się około 600 tys. przenośnych nawigacji rocznie. To — jak twierdzi — znacząca liczba.

— Na rynku ciągle jest miejsce na takie produkty. Szczególną popularnością cieszą się w w sektorze rent a car. Wypożyczalnie samochodów będą wymieniały starsze modele nawigacji na najnowsze. Bo — po pierwsze — klienci tego oczekują, a po drugie — takie udogodnienia i nowinki zwiększają rentowność usług — tłumaczy Paweł Reczyński.

— W biznesie proste, darmowe aplikacje mogą nie wystarczyć. Na przykład handlowcy potrzebują zaawansowanych narzędzi nawigacyjnych, zintegrowanych z systemami CRM — uzupełnia Krzysztof Wagner, dyrektor IT w firmie FoxCode, tworzącej oprogramowanie mobilne na systemy Android i iOS. Z kolei Paweł Kacperek, niezależny ekspert w dziedzinie systemów nawigacyjnych i lokalizacyjnych, uważa, że przyszłość należy jednak do nawigacji mobilnej i aplikacji wykorzystujących geolokalizację. W tym przekonaniu utwierdza go rosnącą sprzedaż smartfonów.

— Wszyscy liczący się producenci twierdzą, że rynek urządzeń do nawigacji samochodowej wciąż ma się bardzo dobrze, a mimo to rozszerzają swoje linie produktowe o aplikacje mobilne czy urządzenia z GPS z serii fitness/sport — wskazuje Paweł Kacperek.

Według Imagis, firmy dostarczającej aplikację MapaMap, rozwiązania PND wciąż będą potrzebne. Trzeba je tylko wyposażyć w dodatkowe elementy: kartę SIM, Wi-Fi czy inne łącza służące do przesyłania danych i komunikacji z internetem. Innym kierunkiem rozwoju usług wykorzystujących geolokalizację są aplikacje do wyszukiwania lokalnego. Zdaniem Pawła Kacperka, przoduje w nich na polskim rynku firma Eniro, która ostatnio uruchomiła wersję mobilną swojej wyszukiwarki. Dzięki temu rozwiązaniu można łatwo znaleźć np. kwiaciarnię czy szewca w promieniu kilkuset metrów od urządzenia. To znacznie ułatwia i zawęża wyszukiwanie.

— W najbliższej przyszłości czeka nas rozwój aplikacji mobilnych wykorzystujących geolokalizację. Na świecie serwisy typu Yelp, Foursqare czy Glympse już się integrują z urządzeniami do nawigacji samochodowej bądź systemami multimedialnymi oferowanymi przez producentów aut — wskazuje Paweł Kacperek.