Pekao SA — wiele hałasu o nic
Rozczarowanie po połączeniu banków
Wieża, wieża, widzę silne światło nad Warszawą! I nad Szczecinem! Teraz w Łodzi! Lublin też! — tak mniej więcej wygląda telewizyjna reklama nowego banku Pekao SA, który miał powstać z połączenia czterech banków Grupy Pekao SA. Reklama doskonała, trzeba przyznać. Szczególnie może zachwycić wielbicieli poetyki serialu „Z Archiwum X” czy „Mrocznego nieba”. Ale nowy bank jest jak Archiwum X — nikt nic nie wie, a na dodatek, kiedy coś się zaczyna, to prawie nigdy nie kończy się happy endem.
PRZEZ CAŁY 1998 rok zarząd Pekao SA zapowiadał, jakie to ogromne, wręcz rewolucyjne, zmiany przyniesie połączenie czterech banków grupy w jeden organizm. Zmienić się miało wszystko — od stworzenia nowej struktury, poprzez nowy podział kompetencji bankowych decydentów, na ofercie dla klientów kończąc. Zarząd rozbudzał w klientach nadzieje, rozbudzał, a teraz może w każdej chwili stanąć przed problemem — jak wytłumaczyć tzw. prostym ludziom, że obietnice jeszcze przez pewien czas pozostaną jedynie obietnicami.
NA CO liczyli klienci banków grupy? Przede wszystkim na ujednolicenie oferty. Eurokonto Pekao SA uważane jest za jeden z najlepszych produktów bankowych dla klienta indywidualnego. Ci, którzy posiadają rachunki osobiste w Powszechnym Banku Gospodarczym, Pomorskim Banku Kredytowym i Banku Depozytowo-Kredytowym mieli prawo uwierzyć, że będą mieli okazję sprawdzić to na własnej skórze.
CZEGO nie wzięli klienci trzech banków pod uwagę? Tradycji. Polskiego piekiełka. I tego, że przy okazji myślenia o rzeczach wielkich, małe umykają uwadze. A takie można odnieść wrażenie, kiedy rozpoczyna się rozliczanie zarządu Pekao SA ze złożonych oficjalnie obietnic.
OBECNE tłumaczenie, że oferta zostanie ujednolicona dopiero po uruchomieniu nowego systemu informatycznego nie powinna być przez nikogo nawet przyjęta do wiadomości. Jest po prostu niepoważna. Takie deklaracje, w zderzeniu z obietnicami, dyskredytują wiarygodność banku, który (z tego wynika) sam nie ma pojęcia, jak działają jego struktury i co potrzebne jest do utrzymania wizerunku poważnej instytucji finansowej.
NIE Maria Wiśniewska, prezes banku, ale pracownicy w oddziałach Pekao SA muszą tłumaczyć rozczarowanym klientom byłych banków PBG, BDK i PBKS, że na jednolitą pełną ofertę trzeba poczekać. Nawet nie wiadomo, ile. Jest to również problem nasz —dziennikarzy — którzy najpierw zaufali deklaracjom zarządu przekazując „dobrą nowinę” klientom, a dzisiaj tłumaczą zdenerwowanym czytelnikom dlaczego „nowina” okazała się przesadą, by nie rzec wprost — fałszem. Nie będzie wielkiej przesady w stwierdzeniu, że tracą na tym wszyscy.
FALSTART nowego Pekao SA? Raczej nie. Formalne połączenie zostało dokonane. Finansiści mogą sobie podać ręce, a zespół przygotowujący połączenie — wypłacić premie. Zmienił się wygląd ekranów bankomatów Pekao SA (inne logo, inna grafika). Zmieniła się internetowa strona banku. Ale to jednak trochę za mało.
OSOBNĄ KWESTIĄ jest kampania reklamowa banku. Robiona jest z rozmachem. Wykorzystuje oryginalne pomysły, momentami wykorzystuje panujące obecnie mody (vide: poetyka telewizyjnego spotu). W zdumienie wprawia jednak motyw przewodni kampanii: „2+2=1”. I to nie matematyków, którzy nie takie problemy już rozwiązywali, ale finansistów. Być może bank chciał tym samym zasugerować, że z czterech banków powstanie jeden. Jednak wielu wolałoby inny wzór, sugerujący, że z fuzji rodzi się nowy, lepszy bank, np. 2+2=5. Ostatecznie, moim zdaniem, powinno być przynajmniej 1+3=1, bo łączenie banków grupy przypominało szybką dominację i ustalanie reguł gry dla trzech instytucji finansowych przez jeden bank — Pekao SA, który zresztą, jako jedyny zachował nazwę. Być może się czepiam, ale takie równanie byłoby lepsze — oddałoby przynajmniej sprawiedliwość trzem bankom, których nazwy przeszły do historii, a już na pewno — rzeczywisty obraz powstawania nowej instytucji.