Tego się nikt nie spodziewał. W październiku inflacja zamiast, jak przewidywali analitycy, spaść, wzrosła do 4,5 proc.
Rosnące cen paliw i żywności spowodowały, że w październiku inflacja okazała się wyższa niż we wrześniu o 0,1 pkt proc. i wyniosła 4,5 proc. W ciągu miesiąca paliwa do prywatnych pojazdów zdrożały o 2,8 proc. i kosztowały aż 19,2 proc. więcej niż rok temu. W październiku za żywność trzeba było zapłacić aż 1,1 proc. więcej niż we wrześniu i 7,7 proc. więcej niż przed rokiem.
Dane GUS zelektryzowały ekonomistów. Do dziś ogromna większość z nich utrzymywała, że inflacja w Polsce już spada. Na tym też opierali przekonanie, że Rada Polityki Pieniężnej nie podniesie w listopadzie stóp procentowych.
— Nikt się tego nie spodziewał. Ten wzrost komplikuje nasze oczekiwania dotyczące polityki pieniężnej. Faktycznie teraz jest możliwe, że RPP jeszcze w listopadzie zdecyduje się podnieść stopy procentowe — twierdzi Katarzyna Zajdel-Kurowska, szefowa analityków Banku Handlowego.
Alarmistyczne dane GUS zostały natychmiast skontrowane przez Mirosława Gronickiego, ministra finansów, i Halinę Wasilewską-Trenkner z Rady Polityki Pieniężnej.
— Październikowy wzrost jest przede wszystkim wynikiem wzrostu cen paliw. Obserwowane w listopadzie tendencje na tym rynku wskazują na odwrócenie trendu. Stąd też oczekuję obniżenia wskaźnika inflacji w kolejnych miesiącach — twierdzi Mirosław Gronicki.
— Presja inflacyjna jest istotnym i realnym zagrożeniem. Nie jest to jednak ogromny wzrost zagrożenia. Do kwietnia będzie się utrzymywać na poziomie około 5 proc. a na koniec 2005 r. może spaść do około 3 proc. — uważa Halina Wasilewska-Trenkner.