Pewniej podejmują trudne decyzje

Dorota Czerwińska
opublikowano: 2014-10-06 00:00

Rozwój: Pracodawcy rzadko pytają o dyplom MBA. Ale wymagają wiedzy i umiejętności, jakie zdobywa się na takich studiach

Programy MBA nie są już w modzie i czasy, kiedy każda niemal uczelnia oferowała je każdemu, kto zdobył tylko dyplom licencjata — na szczęście minęły. Kryzys sprawił, że firmy przestały mieć gest i zaczęły uważniej przyglądać się, komu taki zastrzyk wiedzy jest niezbędny.

KORZYŚCI:
KORZYŚCI:
Absolwenci mają duży wpływ na budowanie marki uczelni, a tym samym przyciąganie najzdolniejszych i najlepszych studentów — mówi Rafał Czeczótka z zarządu Stowarzyszenia Absolwentów CEMBA.
[FOT. WM]

A i sami menedżerowie, zdając sobie sprawę z ogromnego nakładu pracy i czasu potrzebnych do zdobycia dyplomu oraz kosztów, jakie muszą ponieść, zaczęli się zastanawiać, czy studia MBA rzeczywiście mogą im się do czegoś przydać. Niektórych wciąż kuszą szybkie awanse i wyższe zarobki. Ale headhunterzy mówią, że dyplom MBA nie bezpośrednio się na to nie przekłada, a pracodawcy rzadko go wymagają.

— To atut, a nie warunek konieczny. Oczywiście jakość studiów MBA jak każdych innych zależy od uczelni i programu. Są „lepsze” i „gorsze” studia MBA, czego headhunterzy i HR-owcy są coraz bardziej świadomi. Kandydaci z „dobrym” dyplomem są lepiej oceniani przez pracodawców, bo z założenia powinni lepiej rozumieć procesy biznesowe i szybciej na nie reagować — mówi Agnieszka Pietrasik z Hays Poland.

Inwestycja na lata

Krzysztof Michalak, absolwent programu Executive MBA na uniwersytecie Chicago Booth School of Business, twierdzi, że studia MBA to inwestycja długoterminowa. Zwraca się przez całe życie jak każda inwestycja w wiedzę.

— MBA jest dla tych, którzy w pewnym momencie kariery dochodzą do wniosku, że bez tych studiów nie zrealizują swoich celów czy planów zawodowych — mówi Krzysztof Michalak. Sam o dalszym kształceniu zdecydował, gdy pomyślał, jak chciałby, żeby wyglądał jego pierwszy dzień na emeryturze.

— Wiedziałem, do czego dążę, a do realizacji planów potrzebowałam wiedzy. Zdałem sobie sprawę, że zadania, które będą się przede mną pojawiały, nie będą łatwiejsze. Chciałem podejmować decyzje na podstawie wiedzy i najlepszych praktyk, a nie eksperymentować, co mogłyby słono kosztować spółkę — opowiada Krzysztof Michalak. Studia Executive MBA dały mu większą pewność siebie przy podejmowaniu decyzji.

 

— Wcześniej często działałem intuicyjnie. Po MBA poczułem się pewniej w nowych sytuacjach biznesowych. Zdecydowanie wyostrzył mi się obraz sytuacji firm. Zostałem przygotowany do dyskusji biznesowych z członkami zarządu odpowiedzialnymi za finanse, marketing i HR — wylicza menedżer.

Przed rozpoczęciem studiów MBA zajmował się zakładaniem, budową i rozwojem spółek dla przedsiębiorców, inwestorów i funduszy inwestycyjnych, również zagranicznych. Dziś jest szefem operacyjnym w zarządzie niemieckiej spółki w Berlinie zajmującej się doradztwem z zakresu strategii prowadzenia biznesu e-commerce.

Wszędzie znajomości

Zdobycie nowych kompetencji było głównym celem podjęcia studiów MBA także dla Pauli Rejmer, dyrektor operacyjnej w Hays Poland.

— Miałam też potrzebę „intelektualnej aktywizacji” po wielu latach od ukończenia studiów magisterskich. Ale równie istotna była możliwość nawiązania kontaktów biznesowych, bo uczestnicy takich studiów to ludzie z różnych branż i firm, a nawet krajów — podkreśla Paula Rejmer.

Niebagatelną rolę w networkingu odgrywają kluby i stowarzyszenia absolwentów. Rafał Czeczótka, członek zarządu Stowarzyszenia Absolwentów CEMBA, programu MBA w Szkole Głównej Handlowej, podkreśla, że absolwenci programu MBA mają silne poczucie wspólnoty.

— Organizujemy spotkania z osobistościami ze świata biznesu, polityki, spotkania tematyczne, wykłady gościnne. W klubie spotykają się specjaliści z wielu dziedzin. Dzięki temu można rozwijać sieć kontaktów i dzielić się doświadczeniami. Możemy liczyć na pomoc kolegów, gdy ktoś straci pracę, gdy szukamy pracowników, partnerów biznesowych albo kontrahentów — wylicza Rafał Czeczótka.

Wskazuje, że działania absolwentów MBA w stowarzyszeniach przynoszą korzyść także uczelniom.

— Absolwenci mają duży wpływ na budowanie marki uczelni, a tym samym przyciąganie najzdolniejszych i najlepszych studentów. Prowadząc spółki, podejmując właściwe decyzje i odnosząc sukces, są jej wizytówkami. A uczelnia z dobrą marką jest lepiej postrzegana przez pracodawców. Koło się zamyka — twierdzi Rafał Czeczótka.

Krzysztof Michalak dodaje, że w interesie absolwentów jest, aby marka uczelni i programu była znana i rozpoznawalna przez rynek, bo dzięki temu rośnie ranga dyplomu. A z drugiej strony — dobra marka szkoły zachęca do podjęcia w niej studiów.