Ludzie z Ingram Micro
Zadzwonili do naszej redakcji: „Napiszcie o nas! Chcemy nadal razem pracować! Szkoda byłoby, żeby zespół się rozpadł. Trochę chodzi o przyjaźń, ale głównie o umiejętności”. Determinacja pół setki pracowników Ingram Micro, którzy po wygaszeniu operacji firmy w Polsce wspólnie poszukują pracodawcy, budzi podziw, zaciekawia.
Nie skończyło się bowiem na telefonach. Inne media dostały komunikat z prośbą o publikację czy emisję: „Już od stycznia sprawdzony, wyszkolony, zgrany zespół oraz jego wypracowane relacje interpersonalne mogą pracować dla Ciebie. Jesteśmy grupą osób gotową do podjęcia współpracy, posiadamy wiedzę z zakresu dystrybucji. Jesteśmy gotowi do podjęcia nowego wyzwania...”. Oferta tkwi także na stronie internetowej Ingram Micro. Zwolnieni zwrócili się też do przedsiębiorstw z branży IT i firm doradztwa personalnego.
— Po anonsie w „Gazecie Wyborczej” zadzwoniło kilka telefonów — uśmiecha się były już pracownik Ingram Micro — ale... od ludzi w podobnej sytuacji. Nie zrozumieli ogłoszenia, przysyłają nam swoje CV. A może są aż w takiej desperacji?
— Niektóre firmy doradztwa personalnego zamiast pomóc, liczą wyłącznie na zysk. Poszukujemy pracy jako zespół, no to traktują nas jak firmę. Oczekują sporych pieniędzy, nie gwarantując właściwie niczego. Już sama nazwa Ingram Micro wywołuje euforię, wabi jak plaster miodu. Ale bez pieniędzy... — mówi Grzegorz Sierak, były kierownik sprzedaży w Ingram Micro.
Koniec końców pięć firm zaproponowało m.in. wysyłanie życiorysów do klientów, kilka uruchomiło specjalne adresy internetowe. Żadna łaska — w archiwach przybyło specjalistów.
I co? Na razie nic.
Ingram Micro — największy na świecie dystrybutor produktów, usług i rozwiązań technologicznych — w ramach restrukturyzacji skupia usługi dla całej Europy Środkowej w centrum dystrybucji w Niemczech. Chce poprawić dochodowość i zachować jakość usług — wyjaśnia Michael Kaack, wiceprezydent Ingram Micro, odpowiedzialny za region środkowoeuropejski. Do podobnych konsolidacji doszło np. w Skandynawii, Portugalii, Austrii, w USA, Argentynie, Peru czy Australii.
Dla Polaków ma tylko dobre słowa.
— Nasi współpracownicy — ocenia — zdobyli się na ogromną pracę, zapewniając rzadko spotykany wzrost obrotów przez ostatnie dwa i pół roku. Ale sytuacja rynkowa — kontynuuje w dziwnym metajęzyku — stawia przed nami nowe wyzwania w zakresie osiąganych marginesów, skali działania i efektywności. Nie sposób sprostać tym wyzwaniom tylko w oparciu o istniejącą infrastrukturę. Dlatego podejmujemy odpowiednie kroki...
W polskim oddziale firmy pozostaną dwie-trzy osoby. Zatem nie jest to likwidacja, lecz „wygaszenie operacji”. Sprytna gra słów. Ale co to obchodzi zwolnioną pięćdziesiątkę?
— Plan zrealizowaliśmy. Ale — jak widać w przypadku dużej korporacji — to za mało. Nikt nie pytał o zdanie zespołu. Grzecznie podziękowano nam za współpracę, zgodnie z zasadami prawa zapewniając rekompensaty — czyli wyższe odprawy — mówi Małgorzata Stefańska, kiedyś kierownik produktu w Ingram Micro. — Konkurencja od początku prorokowała, że nam się nie uda. Dawali nam dwa lata — i przy każdej okazji podkreślali nasze rzekome słabości. Dyskredytowali każdy sukces. Najłatwiej zrobić to w przypadku tak młodego przedsiębiorstwa, jakim byliśmy — dodaje z goryczą.
Dotychczas Ingram Micro w nowym dla siebie kraju kupował firmę zbliżoną do jej modelu biznesowego. W Polsce powstała nowa. Nikt nie padł łupem Ingram Micro, choć wielu o tym marzyło. Zawód. Tym bardziej że przeprowadzano wstępne audyty w kilku wytypowanych firmach i nic nie wskazywało na zmianę planów.
Dziś, ci co kiedyś żałowali, pewnie odetchnęli z ulgą.
— O zwolnieniach poinformował nas szef niemieckiego oddziału. 30 października, o 9.00 powiedział: dziękuję wam za wysiłek, ale podjęliśmy decyzję o wygaszeniu operacji w Polsce. Choć to właśnie dzięki jego staraniom powołano do życia polski oddział — mówi Dariusz Kiliszek, były kierownik sprzedaży elektronicznej.
Zaskoczenie. Wcześniej nie było żadnych przecieków.
Zespół pracował do końca roku. Jeszcze na kilka miesięcy zachowano dział finansowy. Pozostaną 2-3 osoby do obsługi posprzedażnej. Dla innych kariera w Ingram Micro zakończyła się.
Założyć firmę? Nie mają kapitału. Mają tylko kontakty i doświadczenie w dystrybucji, którymi — liczą — ktoś się zainteresuje.
— Otrzymaliśmy propozycje od firm z branży. Jedna wydaje się interesująca. W naszej sytuacji każda nastraja optymistycznie. Pracę możemy zacząć właściwie bez szkoleń. Potrzebujemy krótkiego czasu na zapoznanie się z procedurą danej firmy w dystrybucji. Ktoś, kto skorzysta z naszej propozycji, ma pewność, że nie zaczyna wszystkiego od początku — mówi Grzegorz Sierak.
— Oby negocjacje nie trwały zbyt długo. Przecież telefony z propozycjami na naszych biurkach się nie urywają — dodaje Małgorzata Stefańska.
— Strajkować? No nie... Dostaliśmy pensje, a nawet odprawy. Być może — jeśli nie znajdę pracy za pół roku — opuści mnie optymizm, który mam dzisiaj — mówi Dariusz Kiliszek.
Niektórzy z zespołu stracili cierpliwość: żal ludzi, z którymi się pracowało, ale pora wziąć sprawy we własne ręce. Jest praca i poza Warszawą. Ktoś znalazł ją w pierwszych tygodniach po ogłoszeniu decyzji o zwolnieniach.
— Miałem szansę na pracę w stolicy, ale propozycja katowicka była ciekawsza — może nie finansowo, ale ze względu na rozwój zawodowy. Zdecydowała jednakże moja sytuacja rodzinna. Urodziła mi się córeczka, a ponieważ mamy rodzinę na Śląsku, przyznam, że liczymy na ich pomoc. Migracja do innego miasta mnie nie przeraża. Decyzję o pracy w Warszawie podjąłem szybko, teraz wracam na Śląsk. Nie chcę poprzestać wyłącznie na sprawach zawodowych. W życiu potrzeba równowagi — mówi Mirosław Groński, kierownik produktu w Ingram Micro.
Jego przykład wskazuje, że na kurczącym się rynku pracy można coś znaleźć. Inni są cierpliwsi, wierzą we wspólnotę.
— Jesteśmy zgranym zespołem, który przez dwa lata doskonalił model działania. Podnosi to naszą atrakcyjność na rynku pracy — uważa (łudzi się?) Dariusz Kiliszek.
— Poszukujemy pracy wspólnie — jako były zespół Ingram Micro. Ale głupotą byłoby zrezygnować z indywidualnych prób... Rozumiem, że solidarność może się kiedyś skończyć — mówi Grzegorz Sierak.
Obrót Ingram Micro w 2001 roku wyniósł 25 mld USD.
— Na nas przypadł z tego może jeden procent — szacuje Grzegorz Sierak. — Dla Amerykanów nasze problemy... nie istnieją.
PS. Ujęła nas energia i determinacja ludzi z Ingram Micro. To był precedens. Nie zareagujemy tak na kolejne telefony w sprawie pracy dla całych grup.