Pieniądze to ważny element zabezpieczenia państwa na wypadek wojny.
— Ukraina nie utrzymałaby się na wojnie bez dotacji europejskich. Polska nie mogłaby modernizować swoich sił zbrojnych bez finansowania. Wydatki na obronność to koszt dla budżetu, który musimy ponosić wszyscy — mówił Maciej Samsonowicz, doradca ministra obrony narodowej, podczas debaty „Pieniądz jako linia obrony państwa” w trakcie konferencji „Co nas czeka” zorganizowanej przez PB.
Dobra strategia bezpieczeństwa
Brak pieniędzy nie jest problemem.
— Przewidziane na finansowanie obronności 5 proc. PKB to ogromna suma. Do tego dochodzą dodatkowe instrumenty, jak choćby program SAFE. Od tego, czy mamy odpowiednio dużo pieniędzy, ważniejsze jest jednak pytanie, czy zostaną dobrze wykorzystane. Trzeba się zastanowić, w jaki sposób zainwestować tak ogromny budżet, żeby żadnej wojny nie było. Na tym właśnie polega strategia budowania bezpieczeństwa — mówił Rajmund Andrzejczak, były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.
Dodał, że aby stwierdzić, czy mamy wystarczająco dużo pieniędzy na zbudowanie strategii bezpieczeństwa, najpierw musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, do jakiej wojny się przygotowujemy i jakie ryzyko możemy ponieść.
— Kiedy znamy odpowiedź, łatwiej wypełnić skrzynkę odpowiednimi narzędziami. Warto przy tym popatrzeć na dwa najbliższe laboratoria wojny — Ukrainę oraz rzadko pojawiający się w debacie, choć nie mniej istotny, Izrael oraz wszystko, co się wokół niego dzieje — mówił Rajmund Andrzejczak.
Kryzys, który trzeba wykorzystać
Ważne jest zapewnienie bezpieczeństwa łańcucha dostaw na wypadek wojny, suwerenności technologicznej oraz pobudzenie inwestycji i budowanie zdolności produkcyjnych w kraju.
— Wcześniejsza myśl polityczna polegała na tym, że kupowaliśmy to, co było, bez zastanawiania się, czy na pewno się przyda, co w sytuacji, jeśli się zepsuje. Brakowało systemowego podejścia. To się zmienia. Wiemy, że musimy mieć zdolności odtwarzania i naprawiania sprzętu na miejscu, żeby czołg, w którym zawiedzie silnik, nie musiał płynąć dwa tygodnie do naprawy — mówił Maciej Samsonowicz.
Podkreślał, że przede wszystkim trzeba rozruszać gospodarkę.
— Jak mawiał Winston Churchill: „nie można zmarnować tak dobrego kryzysu”. Dzisiaj jesteśmy w zupełnie nowym miejscu. Zazwyczaj byliśmy gospodarzami wojny, a teraz wojna toczy się obok. Przez nas idzie cały sprzęt i przez nas będzie szła odbudowa. Musimy umieć z tego skorzystać — przygotować się finansowo, a całą gospodarkę tak, żeby produkcja odbywała się u nas — stwierdził Maciej Samsonowicz.
SAFE nie ma konkurencji
Sporą część debaty rozmówcy poświęcili programowi SAFE.
— Dzięki niemu pojawiły się pieniądze z minimalnym oprocentowaniem skierowane do obronności. To najtańszy pieniądz na rynku, który obecnie nie ma konkurencji. W dodatku pobudzi polską gospodarkę. Wynegocjowaliśmy, że przez 12 miesięcy zakupy będą odbywać się tylko w Polsce, co da impuls do rozwoju nie tylko największym firmom, ale także ich dostawcom i poddostawcom — tłumaczył Maciej Samsonowicz.
O tym, że to dobry program zarówno z perspektywy budżetu państwa, jak też banków, jest przekonany Michał Sobolewski, wiceprezes PKO BP nadzorujący obszar administracji.
— Każdy duży dopływ gotówki z zewnątrz ogranicza akcję kredytową. Banki mają wtedy mniejsze pole manewru, zapotrzebowanie na ich finansowanie jest niższe. Podobnie będzie z programem SAFE. Pamiętajmy jednak, że ma on pobudzić gospodarkę. Jeśli będą to dobrze wykorzystane pieniądze i ograniczymy dzięki temu import, to naturalnie dla sektora bankowego też pojawi się przestrzeń do działania — powiedział Michał Sobolewski.
Długie procesy, czasu niewiele
Zdaniem doradcy MON w programie SAFE banki od początku będą miały istotną rolę do odegrania.
— Przecież wszystkie kontrakty trzeba będzie zabezpieczyć. Gwarancja zwrotu zaliczki i należytego ich wykonania to komercyjne produkty banków, które pojawią się przy każdym kontrakcie — mówił Maciej Samsonowicz.
Banki długo się nie włączały się do finansowania sektora zbrojeniowego.
— To się zmieniło. Dzisiaj jesteśmy głównym finansującym PGZ — pomówił Michał Sobolewski.
Maciej Samsonowicz sprostował jednak, że największy bank, który obsługuje PGZ, to Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK).
— Nie mamy takich instrumentów jak BGK, a ponadto musimy dbać o dobro akcjonariuszy i depozyty klientów — wyjaśnił Michał Sobolewski.
Zwrócił też uwagę, że w przypadku programu SAFE dużym wyzwaniem jest konieczność wydania pieniędzy do 2030 r.
— W Polsce w sektorze obronnym działa około 450 podmiotów. Tylko 15 proc. z nich znaczącą część przychodów ma ze zbrojeniówki, natomiast przygotowanie nowych linii produkcyjnych na potrzeby tworzenia produktów zbrojeniowych zajmuje 2-3 lata — mówił Michał Sobolewski.
Ograniczeniem jest także system certyfikacji produktów na potrzeby wojska.
— To proces, który trwa około półtora roku. Czy można go skrócić? Przy tym najważniejsze jest to, żeby żołnierz dostał sprzęt, który na pewno działa, bo od tego zależy jego zdrowie i życie — mówił Maciej Samsonowicz.
Różne interesy do pogodzenia
Problemy może rodzić również konieczność spełnienia warunku zamawiania wszystkiego w Polsce.
— Mamy już zakontraktowane potężne zamówienia na amerykańskie czy koreańskie urządzenia. Nie da się tego cofnąć. Z drugiej strony jest pokusa kupowania sprzętu w Unii Europejskiej, z którą musimy współpracować, priorytetem natomiast jest inwestowanie w kraju. Widzę w tym duże wyzwanie, również finansowe — mówił Rajmund Andrzejczak.
Maciej Samsonowicz zapewnił, że na wszystko jest miejsce.
— Amerykańskie zakupy są bezpieczne i będą kontynuowane, bo Amerykanie mają najlepsze rozwiązania. Nikt nie ma takiego samolotu jak F35 — przekonywał doradca MON.
Podkreślił także, że przy takich zakupach trzeba uwzględniać różne aspekty i różne interesy zrównoważyć.
— Wybór szwedzkiego koncernu Saab jako dostawcy okrętów podwodnych nowej generacji to na końcu decyzja polityczna. Dzięki temu wyprzedziliśmy Niemcy w tym, że to my kształtujemy architekturę bezpieczeństwa dziewięciu państw basenu morza bałtyckiego. W końcu wykorzystujemy pieniądze również jako środek nacisku społecznego, tak jak USA, Francja czy Niemcy — tłumaczył Maciej Samsonowicz.
Waga informacji i ukryte koszty
W wydatkach na obronność coraz większą wagę ma informacja.
— Ciągle rozmawiamy o sprzęcie i czołgach, podczas kiedy myślenie powinno być skierowane na wojnę nowej generacji, gdzie kluczowa jest informacja. Czołg, który wie, gdzie ma być, jest pięć razy lepszy od tego, który tego nie wie — podkreślił Rajmund Andrzejczak.
Zwrócił też uwagę na ukryte koszty obronności.
— Kiedy patrzę na czołg, to widzę nie tylko sprzęt, ale także młodych ludzi, na których etaty trzeba znaleźć pieniądze, podobnie jak na budowę całej infrastruktury szkoleniowej i logistycznej. Takich kosztów jest więcej — powiedział generał.
Jego zdaniem w szale wydatków na obronność pomija się także wciąż nierozstrzygniętą kwestię sposobu, w jaki należałoby wciągnąć setki tysięcy obywateli do armii, szczególnie w kontekście pogarszającej się demografii.
Michał Sobolewski zwrócił uwagę na jeszcze jedną kwestię — polskie społeczeństwo nadal żyje w strefie dużego komfortu.
— Tylko 5 proc. Polaków jest skłonnych zaakceptować podniesienie podatku na wypadek wojny, a to najmniejszy koszt — podsumował doradca MON.
