Piłkarze na parkietach

Wojciech Kowalski, "Nasz Rynek Kapitałowy"
opublikowano: 2008-03-07 12:23

Po raz pierwszy w historii akcje piłkarskiego klubu trafiły na giełdę papierów wartościowych jesienią 1983 r. Prekursorem był Tottenham Hotspur. Dziś giełdowych klubów są dziesiątki. Czekamy na pierwsze z Polski.

Z czasem wprowadzona przez londyńskie ,,Koguty” koncepcja rozwoju stała się inspiracją dla kolejnych klubów piłkarskich. Wiązała tzw. anglosaski model gospodarki rynkowej z wiodącą rolą rynku kapitałowego, a zwłaszcza giełdy ze sportową tradycją kraju dzierżącego insygnia ojczyzny futbolu. Było jasne, że najbardziej "ugiełdowionym” piłkarsko krajem mogła stać się tylko Wielka Brytania.

Cząstka Arsenalu dla każdego kibica
Na przełomie poprzedniej i obecnej dekady przez londyńskie rynki papierów wartościowych (London Stock Exchange, AIM oraz Ofex) przewinęły się akcje ok. 30 klubów z Anglii i Szkocji. Poczynając od takich legendarnych teamów, jak np.: Manchester United, Arsenal, Chelsea, czy Celtic, poprzez m.in. Manchester City, Glasgow Rangers, Aberdeen, po oferty typu Preston North End lub Millwall.
Wzmożony ruch w futbolowo-giełdowym interesie nie stał się domeną brytyjskiej strony kanału La Manche. Kontynent nie chciał pozostać w tyle i również postanowił sięgnąć po pieniądze leżące na parkiecie. W okresie ostatniego ćwierćwiecza status spółek publicznych uzyskało w Europie ok. 50 piłkarskich firm. Poza Wielką Brytanią, pochodziły ze Skandynawii (Dania i Szwecja), Półwyspu Iberyjskiego (Portugalia), regionu Basenu Morza Śródziemnego (Włochy, Francja) i Morza Egejskiego (Turcja) oraz z pozostałych obszarów Europy Zachodniej (Niemcy, Holandia i Szwajcaria).
Mariaż piłki nożnej z instytucją rynku kapitałowego był nieuchronną konsekwencją dynamiki i kierunków rozwoju klubowej profesjonalnej piłki nożnej. Prawdziwy wysyp piłkarskich emisji, przypadający na lata 90. XX wieku, nie był dziełem przypadku. To wprawdzie czas lukratywnych zysków z udziału w europejskich pucharach, zwłaszcza z Champions League, ale to także okres ukonstytuowania się tzw. prawa Bosmana. Nagły brak wpływu pieniędzy do klubowych kas za piłkarzy, którym skończyły się kontrakty, stał siębył szokiem. Kuszącą alternatywą okazał się Dlatego też rynek papierów wartościowych okazał się wówczas kuszącą alternatywą. Nie ulega wątpliwości, że futbolowa hossa lat 1996-1997 była w znacznym stopniu konsekwencją popytu ze strony kibiców, dla których możliwość nabycia choć cząstki ukochanego klubu była czymś dotąd niespotykanym.

Sukces rodzi sukces
Analizując późniejsze fluktuacje kursów klubowych akcji, a także niekiedy ich dość szybkie i głębokie załamanie, należy zwrócić uwagę na dwie kwestie. Popyt ze strony kibiców uaktywnia się głównie podczas wprowadzania akcji na giełdę. Jest to na ogół akt jednorazowy, gdzie decyduje dyktat serca i przywiązanie do barw. Taki popyt jest wyraźnie ograniczony i nie jest w stanie wygenerować kolejnych impulsów wzrostowych. W piłce nożnej istnieje konieczność ścisłej symetrii pomiędzy sferą ekonomii a wymiarem boiska. Właśnie zakłócenia w tym sprzężeniu leżały głównie u podstaw opuszczenia parkietu przez m.in.: Aberdeen, Leeds United, Nottingham Forest czy Leicester City.
Jeszcze kilka lat temu spoglądając na Charlton Athletic można było odnieść wrażenie, że piłkarski rynek papierów wartościowych przeznaczony jest nie tylko dla czempionów. Po awansie do Premiership w 2000 r., przeprowadzono nową emisję akcji, z której pozyskano kwotę ok. 5,7 mln funtów. Na tyle efektywnie zagospodarowano te pieniądze, że najpierw obroniono ligowy byt, a potem zdobywca Pucharu Anglii z 1947 r. zaczął coraz śmielej spoglądać w stronę europejskich pucharów. W połowie tej dekady przedsiębiorstwo z ,,The Valley” generowało roczne obroty rzędu 40-42 mln funtów, przy zysku netto na poziomie 11,1 mln funtów (w 2004 r.) i 1,4 mln funtów (2005 r.). Z czasem jednak konkurencja stała się na tyle silna, że posiadany potencjał ekonomiczny okazał się niewystarczający na obronę miejsca w Premiership. Obecnie drużyna, której barw w latach 80. poprzedniego stulecia bronił sławny Duńczyk Allan Simonsen, plasuje się w czołówce Championschip, lecz powrót z drugoligowej kwarantanny do najwyższej klasy rozgrywkowej nie będzie szybki i łatwy.

Wykupić i wycofać
Minione cztery lata dla posiadaczy futbolowych papierów wartościowych, a w szczególności brytyjskich, były zdecydowanie dobre. Obserwowane tendencje wynikały głównie ze strategii nowej generacji inwestorów, zdecydowanych nabywać akcje wyspiarskich klubów, przejmować nad nimi pełną kontrolę i wycofywać je z rynku. Procesem tym objęto m.in. oba kluby z Manchesteru United i City, londyńską Chelsea oraz Aston Villę i Newcastle United. W Szkocji podobnie stało się z Heart of Midlothian. Motywy takich przedsięwzięć są rożne, ale czynnikiem niezmiernie istotnym, bo przesądzającym o miejscu realizowanych inwestycji, pozostaje klimat i otoczenie społeczno-gospodarcze dla tej branży na Wyspach. Brytyjski futbol od strony organizacyjno-ekonomicznego zaplecza jest nie tylko zyskowny, ale ciągle najbardziej transparentny na świecie. Są to walory trudne do przecenienia. Tak jak pragnienie uczestniczenia w spektakularnym show, które napędza do brytyjskiego futbolu poszukujących splendoru i emocji inwestorów z całego świata.
Probierzem komercjalizacji zasad, na jakich opiera się piłka nożna w Zjednoczonym Królestwie, jest niewątpliwie obecność na niepublicznym rynku kapitałowym. W tym kontekście warto zauważyć, że kluby w ramach prowadzonej działalności gospodarczej chętnie sięgają też po instrumenty dłużne, oferowane nabywcom w formie private debt placement. Przykładem może być m.in. Ipswich Town, który wyemitował przyporządkowane skrypty dłużne na kwotę 25 mln funtów, o terminie zapadalności w 2026 r. Na emisję podobnych instrumentów w kwocie 15 mln funtów z okresem wykupu w 2018 r. zdecydował się też Norwich City. Na niepubliczne uplasowanie długu na rynku brytyjskim zdecydowało się także klubowe przedsiębiorstwo FC Gelsenkirschen – Schalke 04 e.V. Niemiecka spółka wyemitowała papiery o wartości 85 mln euro z wykupem w 2025 r.
Obserwacja rynkowych notowań akcji spółek piłkarskich wskazuje, że problem wiarygodnej wyceny, po wprowadzenia walorów do publicznego obrotu, najczęściej nie jest właściwie rozwiązany. Spowodowane jest to przede wszystkim niedostateczną płynnością papierów, wynikającą m.in. ze znacznie ograniczonego free float. Oznacza to, że realna, tj. transakcyjna, wartość futbolowych przedsiębiorstw jest nie rzadko inna, niż wynikałoby to z ich iloczynu kapitalizacyjnego. W takim przypadku wycena uzyskiwana poprzez notowania rynkowe powinna być zweryfikowana przez inne formy ustalenia wartości. W przypadku spółek, gdzie zasadnicze wyniki ekonomiczne uzależnione są od efektów nieprzewidywalnej rywalizacji sportowej, trudno szukać wsparcia w metodach opartych o zdyskontowane przepływy finansowe (DCF). Dlatego też bardzo istotnym, i korygującym zarazem wycenę rynkową, sposobem ustalenia wartości jest też optyka porównawcza.

Skandynawskie wzory
Dokonując wyceny polskich klubów, należy upatrywać wzorce w podmiotach o zbliżonych parametrach ekonomicznych, podobnej polityce transferowej czy porównywalnych osiągnięciach międzynarodowych (albo de facto ich braku). Stąd też naszym klubom najbliżej, pośród notowanych na rynkach papierów wartościowych, do klubów z Danii (z selektywną, stołeczną ,,korektą” na Szwecję).
Dla zapowiadającego debiut na NewConnect Ruchu Chorzów, najbardziej adekwatnego materiału porównawczego upatrywać powinno się w Aalborg Boldspilklub i Silkeborg IF. Nie są to struktury w pełni porównywalne, gdyż ich roczne obroty kształtują się obecnie w przedziale odpowiadającym 15,6 mln zł - 47,2 mln zł, co przy ok. 8 mln zł Ruchu Chorzów (za 11 miesięcy 2007 r.) wypada aż nadto okazale. Rekompensować tę różnicę powinien jednak potencjał marketingowy 14-krotnego mistrza Polski, wynikający głównie z jego bardziej atrakcyjnego otoczenia rynkowego. W połowie lutego br. przeciętna kapitalizacja obu futbolowych firm z Danii oscylowała na poziomie 43,7 mln zł. Pragnąc zaś ustalić wartość Ruchu na podstawie iloczynu jego obrotów, jako wybranej fundamentalnej wielkości ekonomicznej i tzw. wartościowego mnożnika rynkowego dla porównywalnych podmiotów (Aalborga i Silkeborgu), otrzymalibyśmy szacunkową wycenę ,,Niebieskich” na poziomie 11,1 mln zł. Uśredniając tę wartość z przeciętną kapitalizacją duńskich klubów, uzyskujemy kwotę ok. 27,4 mln zł. Suma taka stanowi niemal czterokrotność obrotów Ruchu Chorzów, zrealizowanych w okresie styczeń–listopad 2007 r.
Próba przeprowadzenia podobnych wyliczeń dla Legii Warszawa wymagałaby już zasadniczej zmiany porównywalnych podmiotów, za które proponuję przyjąć dwa stołeczne kluby ze Skandynawii, tj. AIK Fotball ze Sztokholmu oraz kopenhaskie Bröndby IF. Ubiegłoroczne obroty wymienionych przedsiębiorstw sportowych zawierały się w przedziale 48,3 mln zł – 81,4 mln zł, natomiast przychody Legii z 2006 r. (ostatnie dostępne dane za 12 miesięcy) to kwota rzędu 5,8 mln euro (ok. 20,9 mln zł). Średnia kapitalizacja szwedzko-duńskiego tandemu klubowego wynosiła w połowie lutego br. 115,3 mln zł. Następnie, ustalając wartość ,,Wojskowych” w oparciu o wysokość ich przychodów oraz współczynnik kapitalizacji i obrotów klubów ze Sztokholmu i z Kopenhagi, uzyskuje się kwotę 36,9 mln zł. Uśredniając ją z przeciętną wartością rynkową Bröndby IF oraz i AIK Stokholm, otrzymujemy wartość warszawskiej Legii na poziomie 76,1 mln zł. Wielkość taka stanowi prawie trzyipółkrotność przychodów zrealizowanych przez klub z ulicy Łazienkowskiej w 2006 r. oraz jest przeszło dwuipółkrotnie wyższa niż wynosi wyartykułowana powyżej szacunkowa wycena Ruchu Chorzów. Przedstawiona w ten sposób wartość Legii (ujemna EBITDA na koniec III kw. 2007 r. w wysokości 902 tys. euro) kształtuje się na poziomie 21,1 mln euro.
Powyższe wyliczenia są na pewno dyskusyjne. Z tego względu szczególnie cenne i weryfikujące dla takich rachunków są transakcje przeprowadzane w naszej części Europy. Jesienią 2006 r. przy ofercie objęcia 98 proc. pakietu udziałów w CSKA Sofia przez indyjskiego magnata Promodha Mittala, wymieniano kwotę 14 mln euro (aktualnie ok. 50 mln zł). Warto przypomnieć, że nabywca nie miał zagwarantowanych pełnych praw własności ani do stadionu, ani do jego zaplecza składającego się z dwóch baz sportowych Wszystko pozostawało w rękach państwowych i było od państwa tylko dzierżawione.
Dość zbliżoną kwotę, w wysokości 16,5 mln dol. (ok. 40,3 mln zł), wymieniono w ostatnich tygodniach br. w ramach przejęcia sławnego, ale obarczonego sporymi długami (ok. 10 mln dol.) Ferencvarosu Budapeszt. Na inwestycję w ten sławny węgierski klub zdecydował się Kevin McCabe. Będący już właścicielem notowanego na rynku Sheffield United (kapitalizacja 29,3 mln GBP) oraz chińskiego zespołu Chengdu.
Jak przypomniał niedawno dziennik ,,Polska”, odkupienie KP Legii Warszawa SSA od PolMotu kosztowało grupę ITI SA ok. 20 mln zł. Od transakcji z wiosny 2004 r. wartość klubu wzrosłaby więc ponad trzykrotnie. Ostrożnie oceniając drzemiący ciągle w Legii potencjał, można przyjąć, że realna, tj. transakcyjna wartość dla tego klubu, powinna być wyznaczona w przedziale 120-130 mln zł. Nie wykluczone jednak, że podczas ewentualnych negocjacji mogłoby to być za mało, nawet o wiele za mało.


Więcej znajdziesz w marcowym „Naszym Rynku Kapitałowym”.



Możesz zainteresować się również: