Pionierzy wyłączają autopilota

Bertrand Piccard przekonuje, że warto robić rzeczy wielkie nie dla sławy, lecz możliwości, jakie ona daje. Uczestnik misji Solar Impulse zachęca, by w gonitwie za celami w życiu i biznesie znaleźć równowagę między wygodą utartych ścieżek, a pokusami, jakie niosą nowe wyzwania.

Te kilka lat temu nie czuł się pan jak wariat? Nie miał wątpliwości, czy przypadkiem nie uprawia donkiszoterii, czy pewne idee nie były rojeniami?

Wyświetl galerię [1/3]

Bertrand Piccard przekonuje, że warto robić rzeczywielkie nie dla sławy, lecz możliwości, jakie ona daje. FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Czułem raczej zdziwienie. Gdy z otwartą przyłbicą zakomunikowałem budowę samolotu napędzanego silnikami elektrycznymi zasilanymi energią solarną i lot dookoła Ziemi, część ludzi pukała się w głowę. Ale nie spodziewałem się, że to przedstawiciele branży lotniczej powiedzą mi prosto w oczy, że tego się nie da zrobić.

Nie zadziałało to otrzeźwiająco?

Koniec końców samolot zbudowałem w stoczni. Stoczniowcy nie mieli zbędnych ograniczeń w głowie. Wyznaję zasadę, że żarówki nie wymyślili producenci świec. Dziś, po tym jak z moim towarzyszem obleciałem dookoła świat, pilotując Solar Impulse, samolot zasilany energią słoneczną, sięgam dalej w sfery, o których mówią, że „się nie da”.

Mawiają, że chce pan odwieść Polaków od węgla.

Sława nie ma zaspokajać mojej próżności. Ma pokazywać, inspirować do przekraczania społecznych ograniczeń. Teraz drzwi do gabinetów najważniejszych polityków, działaczy, przedsiębiorców na całym świecie stoją przed mną otworem. Trzymam w ręku narzędzia, którymi zamierzam zrobić nowy wyłom w historii — przestawić całe gospodarki na tryb czystej energii.

Nie biorą pana za kolejnego zielonego ideologa?

Nie. Ja mam konkretne przesłanie biznesowe. Przedstawiam się jako doktor dla Ziemi trawionej brudną energią. Moje przesłanie głosi, że zielona energia może być nową gałęzią gospodarki także w takich krajach jak Polska. To przecież nie tylko ogniwa solarne i wiatrowe, ale także materiały izolacyjne, pompy ciepła itp. To fabryki, miejsca pracy, rosnące PKB. Gromadzimy zatem klaster setek firm na świecie, gotowych dostarczyć swój innowacyjny wkład w budowę rozwiązań dla czystej energii i nowego sektora ekonomii, na którym wkrótce będzie można zarobić krocie. Po to właśnie potrzebny mi był Solar Impulse, by udowodnić, że się da i pominąć etap przekonywania decydentów, że tu nie chodzi o ideologiczną paplaninę, lecz o twardy biznes.

Opis stanu ducha pioniera wygląda kusząco aż do w chwili próby, w której rodzi się wątpliwość, rozkwitająca aż do stanu paniki. Panu się to nie zdarza?

Jestem doktorem psychiatrii, panikę od lat rozkładam na czynniki pierwsze, oddzielam ją od strachu. Pionier z założenia odrzuca panikę jako narzędzie zupełnie niepraktyczne. To w panice tracisz wszystkie umiejętności, popełniasz najprostsze błędy. Każdy może zapanować nad atakami paniki. Nauczyłem się tego m.in. na paralotni, kiedy chwila zwątpienia przy wykonywaniu złożonych akrobacji może kosztować życie. Emocje w locie przekułem w racjonalne zarządzanie ryzykiem. Trening, analiza, przygotowanie sprzętu.

Poznając pana historię — rekordowe loty balonem, karkołomne akrobacje na paralotni i dokładając do tego dokonania pańskich przodków — ojca Jacquesa i dziadka Augusta z ich wyprawami w morskie głębiny i stratosferę — byłem przekonany, że tu chodzi o przygodę rodem z dzieł Juliusza Verne’a. O sławę i adrenalinę.

Z zewnątrz tak może to wyglądać. Nie jesteśmy jednak jako familia owładnięci rządzą ryzyka i emocji. Zarówno tata, dziadek, jak i ja nigdy nie wystawialiśmy się na bezsensowne ryzyko. Trening, przygotowania, obliczenia — to wszystko powodowało, że porywaliśmy się na projekty na pierwszy rzut oka szaleńcze, jednak w rzeczywistości przygotowane w każdym detalu. Pionierstwo nas napędzało. Myśli pan, że się bałem przy misji Solar Impulse?

Trochę.

Ja się bardzo bałem, ale nie w powietrzu. Kocham latać, nawet jeśli ma to być niemal 120 godzin lotu bez przerwy, w dostojnym tempie, przy kojącym szumie wiatraków, tak jak to było w Solar Impulse. Strach oblatywał mnie na ziemi — że organizacyjnie nie zdążymy, nie zepniemy budżetu, nie dopracujemy technologii, że rozpadnie się zespół.

W powietrzu nie zabijał pan strachu wyczynami podnoszącymi adrenalinę?

Ani trochę. Celem było przekraczanie samego siebie w sensie wyłączenia wewnętrznego autopilota. Tak często działają ludzie m.in. w biznesie. Chodzimy znanymi sobie ścieżkami, znajdując te same odpowiedzi na te same pytania, imitujemy roboty. Gdy robisz pionierskie rzeczy, zostawiasz za sobą całe dotychczasowe doświadczenie, wyłączasz autopilota, stajesz się liderem tu i teraz, przygotowując się w czasie rzeczywistym na nowe wyzwania. Przestajesz odtwarzać to, czego nauczyłeś się wcześniej. To niezwykłe doświadczenie towarzyszące rodzinie Piccardów od dekad. Sława w tej układance jest biletem wstępu na scenę, na której siedzą ludzie zmieniający świat.

Życie na takich obrotach nie jest formą ucieczki od nudy?

Ależ ja się nigdy nie nudzę! Teraz siedzę, rozmawiam z panem i jestem tu na sto procent, staram się jeszcze bardziej zrozumieć siebie i to mnie wciąga. To nie jest tak, że bez przerwy latam po świecie, bawię na spotkaniach, rautach i pobudzam się emocjonalnie. Wyciszenie wydaje mi się równie ciekawe. Potrafię medytować godzinami.

Plotka głosi, że medytacja to pana przewaga nad innymi pionierami. Że potrafił pan medytować za sterami podczas długich przelotów Solar Impulse. Da się być tu i tam jednocześnie?

Musiałem kontrolować siebie, by nie usnąć na dobre za sterami, by misja nie wymknęła mi się z rąk. Hipnoza pozwalała mi się koncentrować na wewnętrznych zasobach, ich wydobyciu, zrozumieniu. Po takim seansie w pełni sił wracałem do misji. To świetna metoda przy wyczerpującej pracy lub przed ważnymi spotkaniami, egzaminami. Mój sposób to koncentracja na jednym z palców, kontrola oddechu i przejście do wewnętrznego świata. Im bardziej go rozumiem, tym więcej mam w sobie ducha pioniera. &

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAROL JEDLIŃSKI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Pionierzy wyłączają autopilota